Strona główna / Warto wiedzieć / O języku bez tytułu

GP #11, 20 maja 2013 r.

O języku bez tytułu

ELŻBIETA ULANOWSKA

Przedstawione tu będą pewne refleksje nad językiem, czy raczej uwagi o języku polskim, napisane na podstawie wypowiedzi profesora Jana Miodka, profesora Jerzego Bralczyka oraz w oparciu o kilka najnowszych słowników.

Wymienieni językoznawcy zgodnie twierdzą, że to nie naukowcy ustalają reguły języka, do których wszyscy musimy się podporządkować. Ta relacja najczęściej jest odwrotna. Uzus, czyli powszechny zwyczaj, podpowiada językoznawcom, jak powinna wyglądać oficjalna norma. Problemów, z którymi język się boryka, jest bardzo wiele. Można powiedzieć, że roi się od ciągle nowych błędów. Najwięcej jest ich w Internecie, gdyż te informacje wrzucane są szybko i byle jak, a język ma wiele skrótów, zbyt łatwych wypowiedzi, do tego mnóstwo wątpliwości stylistycznych.

Trudności leżą też w wyplenieniu przyzwyczajeń, wynikających z regionalizmów. Naprawdę literacki język to taki, jaki został przyjęty przez Radę Języka Polskiego z uwzględnieniem precyzyjności, prostoty i naturalności, bez niepotrzebnych ozdób.

Przejdźmy do przykładów, do błędnie pisanych lub mówionych słów. Norma języka polskiego wymaga postaci „tę”, a nie „tą”, czyli podaj mi tę książkę, a nie tą książkę; załóż tę sukienkę, a nie tą sukienkę. Powszechnie występująca forma „tą” być może w przyszłości zostanie uznana za poprawną, ale na dzień dzisiejszy jest uważana za błędną. Również w następnych latach prawdopodobnie będziemy mówili „swetr” i „poszłem”, zamiast sweter i poszedłem. Kobiety mówią: poszłam, wyszłam, doszłam, ale każdy, kto czuje się stuprocentowym mężczyzną, powinien mówić: poszedłem, wyszedłem, doszedłem.

Powtarzają się podziękowania typu „strasznie dziękuję za rozmowę”, zamiast bardzo lub serdecznie dziękuję. „Strasznie” niesie ze sobą treści negatywne, bo straszna wojna, kataklizm, cierpienie... Zatem oficjalnie lepiej jest nie używać słowa „strasznie” w pozytywnym znaczeniu. Jednak w zawołaniu „strasznie cię kocham!” lub „strasznie się cieszę” tkwi pewien smaczek.

Często czytamy w prasie polonijnej i nie tylko polonijnej niepoprawne wprowadzenie przyimka „mimo” i „pomimo”. Nie powinniśmy używać konstrukcji „pomimo wszystkiego” i „pomimo tego”, a raczej „mimo wszystko” i „pomimo to”. Tak jest poprawnie, według Słownika Ojczyzny Polszczyzny profesora Jana Miodka i Uniwersalnego Słownika Języka Polskiego PWN z 2008 r. Natomiast profesor Mirosław Bańko, językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, popiera konstrukcję „mimo tego, że...”. Jednak w swoich odpowiedziach na pytania o poprawność języka używa konstrukcji „mimo to”, jako bardziej literackiej.

Wspomnieliśmy powyżej, że słownik został wydany w 2008 r. Powszechnym błędem jest powiedzenie „w dwutysięcznym ósmym”. Powinno się mówić „w dwa tysiące ósmym”, czyli tysiąc i jego wielokrotność jest niezmienna.

„Liczby” i „ilości” są też błędnie używane w pisowni i w mowie. Otóż liczba, czyli stan liczbowy dotyczący liczby osób, przedmiotów, wojska, ogromna liczba, niewielka liczba, więc to, co możemy policzyć i wyrażamy liczbą. Natomiast ilość jest wielkością tego, co może być mierzone i ważone. Na przykład ilość mąki, wody czy cukru. Również niewielka ilość nasion albo wielka ilość zboża. W tej sytuacji nie możemy powiedzieć o ilości osób jadących samochodem, tylko o liczbie osób jadących samochodem.

Połowa czegoś to dokładnie 1/2 całości. Tym samym dwie połówki powinny być równe. Więc nie możemy mówić większa połowa lub mniejsza połowa, jedynie więcej niż połowa, albo mniej niż połowa.

Rozumiem. Tłumaczymy coś naszemu rozmówcy, a on usilnie powtarza „rozumie”. A rozumie to on, ona, ono. Natomiast ja rozumiem. To „m” na końcu musi być wypowiedziane.

Na naszą prośbę o włączenie jakiegoś urządzenia często słyszymy „już włanczam”, zamiast poprawnego „już włączam”.

A czasownik „lubić” użyty w czasie przeszłym? Nie możemy powiedzieć „ja lubiałam” albo „ja lubiałem”. Poprawną formą jest „ja lubiłam” i „ja lubiłem”.

Problemów, z którymi język nie może się uporać, jest naprawdę dużo. Niepoprawną konstrukcją jest „wydaje się być” oraz „w każdym bądź razie”. Lepiej powiedzieć „wydaje się” albo „w każdym razie”. Te „być” i „bądź” są niepotrzebne.

Nadgorliwością jest używanie angielskich wyrazów tam, gdzie są one zbyteczne. Natomiast muszą być wprowadzone określenia związane z użytkowaniem komputera typu skaner, laptop, google, e-mail. Język polski przyswoił sobie te terminy i utworzył od nich czasowniki: guglować, mejlować, esemesować.

Wiele problemów stwarza wszędobylski przyimek „na”. Można powiedzieć, że zrobił on olbrzymią karierę. Niepoprawne są zwroty: „na ile ta kiełbasa” czy „idę na stołówkę”. Dopuszcza się konstrukcję: dyrektor „jest na zakładzie”, czyli gdzieś w obrębie zakładu, który ma kilka budynków. Poprawną formą jest „na uniwersytecie”, ale „w sali wykładowej”. Kiedy przestrzeń jest zawężona, lepiej stosować spółgłoskę „w”. W przypadku rozszerzonej przestrzeni używamy przyimek „na”. Słownik ostrzega przed pisaniem „na wskutek”. Jest to konstrukcja błędna, wynikająca z dwóch poprawnych: „wskutek” i „na skutek”.

No i, oczywiście, o coś nam „chodzi” w rozmowie, a nie się „rozchodzi”, bo rozchodzą się drogi lub małżeństwa. Często słyszymy mylenie końcówek w dwóch słowach: „wziąć” i „siąść”. Wziąć nie ma na końcu „ś”.

Ostatnia uwaga dotyczy połączeń wyrazów znaczących to samo lub prawie to samo, czyli nieprawidłową konstrukcją jest „spadać w dół” i „cofać się do tyłu” i oczywiście nigdy nie wprowadzać słowa „nazad”, gdyż jest to brzydki rusycyzm. Poprawnie jest „wstecz”, „z powrotem” lub „w tył”.

O nadużywaniu wyrazów angielskich mówi wierszyk otrzymany z Polski „Obczyzna Ojczyzna”:

Mądrze gada, czy też plecie,
ma swój język Polak przecie.
Tośmy już Rejowi dłużni,
że od gęsi nas odróżnił.
Rzeczpospolitej siła,
w jej języku również tkwiła.
Dziś kruszej ta potęga,
dziś z angielska Polak gęga.
Pierwszy przykład tezy tej,
zamiast dobrze jest okej.
Gdzie byś chciał być w życiu chłopie,
nie na czubku, lecz na topie.
Gdy ci nie tak wyjdzie spory,
nie przepraszaj. Powiedz: sory.
Jeśli szczęścia zrąb ulepisz,
powiedz wszystkim, żeś jest hepi.
Kiedy język rani uszy,
to jest o co kopię kruszyć.
Więc współcześni poloniści
walczcie o to, niech się ziści.
Aby wbrew tendencjom modnym,
polski był znów siebie godny.
Angielskiemu nie ubędzie,
kiedy polski polskim będzie.

I ciekawostka: ostatnim polskim słowem zamykającym każdy słownik jest „żyzny”, na przykład żyzny grunt.