Strona główna / Warto wiedzieć / Cały świat patrzy na RPA

GP #12, 5 czerwca 2010 r.

Cały świat patrzy na RPA

MACIEK MAJEWSKI

Od 11 czerwca oczy całego świata patrzeć będą na Afrykę, a dokładnie na państwo położone najbardziej na południu tego kontynentu. W Republice Południowej Afryki (RPA) rozpocznie się bowiem tego dnia piłkarski Mundial, po igrzyskach olimpijskich największa sportowa impreza świata. Nigdy dotychczas piłkarskie mistrzostwa świata nie gościły w Afryce. Nic więc dziwnego, że gdy 5 maja 2004 roku Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) przyznała RPA organizację turnieju, świat obiegło zdjęcie Nelsona Mandeli cieszącego się jak dziecko i trzymającego w rękach Puchar Świata. Mandela miał się z czego cieszyć, bo wiedział, że decyzja FIFA oznacza, iż RPA – po latach izolacji – powraca do międzynarodowej rodziny. Izolacja spowodowana była panującym w RPA rasistowskim systemem społecznym rządów białej mniejszości, czyli apartheidem.

Zakazany kraj

Przypomnę w tym miejscu incydent, którego byłem świadkiem. Zdarzyło się to pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. W Madison Square Garden najlepsze tenisistki świata grały w kończącym sezon turnieju Virginia Slims, wśród nich Niemka Claudia Kohde-Kilsch. Dziennikarz niemieckiej bulwarówki zapytał ją, co będzie robić po sezonie. Ta odpowiedziała szczerze, że jedzie do RPA na turniej pokazowy i wakacje. Po kilku minutach zdała sobie sprawę, jakie palnęła głupstwo, i przybiegła do reportera, by ten nie publikował tego, co mu właśnie powiedziała. Reporter zapewnił, że tak zrobi, ale – jak się okazało następnego dnia – nie dotrzymał słowa. Bild wielkimi literami krzyczał: „Khode-Kilsch jedzie do RPA”. W tym momencie ta podróż była dla niej skończona. Gdyby pojechała, federacja tenisowa zdyskwalifikowałaby ją na rok.

Biali z białymi

A jak w czasach apartheidu grano w piłkę?

Do 1978 r. każdy miał swoją ligę. Biali mogli grać tylko w białych drużynach i tylko między sobą, podobnie czarni, Azjaci, mulaci. Czarnym nie wolno było mieszkać, a nawet przebywać bez specjalnych zezwoleń w dzielnicach przeznaczonych dla białych. Segregacja rasowa obowiązywała też w hotelach.

Dopiero w 1978 r. władze zezwoliły, by piłkarze z różnych ras mogli grać w tych samych drużynach i tych samych rozgrywkach. Pod tym względem piłka nożna w RPA zdecydowanie wyprzedzała inne dziedziny życia.

Ćwierć wieku w więzieniu

Apartheid powoli konał, gdyż nawet najbardziej prawicowi politycy zdali sobie sprawę, że utrzymywanie tego systemu doprowadzi kraj do zagłady. Zaczęto rozglądać się za kimś, kto pomógłby w transformacji ustroju w sposób pokojowy. Tego człowieka znaleziono w... więzieniu. Był nim Nelson Mandela.

Mandela jest synem wodza plemienia Thembu. W wieku 7 lat jako pierwszy w swojej rodzinie zaczął uczęszczać do szkoły. Tam nauczyciel-metodysta nadał mu angielskie imię Nelson. Ukończył studia prawnicze. Jako student uczestniczył w działaniach na rzecz praw politycznych, społecznych i ekonomicznych czarnoskórej większości w RPA. W 1942 r. wstąpił do Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC), a w 1950 r. zaczął nim kierować.

Początkowo był zwolennikiem nieużywania przemocy. Zmienił zdanie po masakrze w czasie protestu Sharpeville w marcu 1960 r. i delegalizacji ANC. Rok później został przywódcą zbrojnego skrzydła ANC, zwanego Włócznią Narodu.

Narodowy reżim aresztował go w 1962 r. i skazał na dożywocie. Z więzienia na wyspie Robben wyszedł po 27 latach – 11 lutego 1990 r. – pod wpływem nacisków międzynarodowych, zgodnie z decyzją prezydenta F.W. de Klerka, który umożliwił też legalizację ANC. Tego samego roku mieszkańcy RPA opowiedzieli się w referendum za likwidacją apartheidu.

Nie było wojny

Po upadku apartheidu zapanowała euforia, która udzieliła się wszystkim. Nie wszyscy byli zachwyceni, iż apartheid upadł, ale byli szczęśliwi, bo przepowiadano, że po jego upadku w kraju wybuchnie wojna domowa. Nie tylko nie doszło do tragedii, ale ludzie, szczerze, próbowali się ze sobą pojednać, do czego przekonywał Mandela. Sam dał przykład, wyrzekając się zemsty za 27 lat więzienia.

Mandela – ojciec Mundialu

A w 1994 r. – gdy zniesiono apartheid – wybrano go pierwszym czarnoskórym prezydentem RPA. Pełnił ten urząd do 1999 r., w okresie pokojowego odejścia od apartheidu. Jako prezydent zdobył międzynarodowe uznanie – wspólnie z de Klerkiem otrzymał w 1993 r. pokojową Nagrodę Nobla. Utrzymywał bliskie stosunki z Fidelem Castro i płk. Muammarem al-Kadafim, których uznawał za „towarzyszy broni”.

Po odejściu na emeryturę zaangażował się w sprawy społeczne, m.in. w kampanię walki z AIDS, ale także był głównym motorem przyznania RPA Mundialu.

Czarni i biali razem

Najnowsza sportowa historia RPA przypomina niemal baśń. W 1995 r. w RPA odbyły się mistrzostwa świata w rugby, ukochanym sporcie Afrykanerów, twórców i beneficjantów apartheidu. Południowoafrykańska drużyna wygrała, a pierwszy czarny prezydent kraju Nelson Mandela, przebrany w znienawidzoną przez czarnych zielono-żółtą reprezentacyjną koszulkę, wręczył puchar kapitanowi zwycięskiej drużyny, białemu graczowi François Pienaarowi. Kibice wiwatują. Rok później RPA wygrała mistrzostwo Afryki w piłce nożnej. Znów Mandela, znów puchar, znów biały kapitan. Czarni kibicowali drużynie białych rugbistów, biali trzymali kciuki za piłkarzy.

Przestępczy raj

A teraz czeka RPA miesiąc piłkarskich mistrzstw świata. Ekonomiści twierdzą, że budowa sportowych obiektów złagodzi kryzys, jaki niesie ze sobą światowa recesja, a da krajowi 7,3 mld dolarów. „To będzie prawdziwe błogosławieństwo dla gospodarki RPA w dobie recesji” – ocenił jeden z konsultantów ekonomicznych.

Jednak mistrzostw świata nie można traktować w oderwaniu od realiów kraju, który nie wyleczył ran apartheidu, gdzie piłka nożna jest sportem czarnych, a rugby białych mieszkańców. Każdego dnia w RPA ginie 50 osób. Więcej morderstw popełnianych jest tylko w Kolumbii.

Do wielkich krytyków Mundialu w RPA należy mistrz olimpijski z Sydney w rzucie młotem Szymon Ziółkowski.

– To będzie przestępczy raj dla miejscowych. Tam ludzie mają całkiem inne poglądy, inne podejście do życia. Wierzą w to, że gwałt na małej dziewczynce wyleczy ich z HIV czy AIDS. Czarnoskórzy dążą do tego, by wyniszczyć białą rasę – powiedział Ziółkowski.

O bezpieczeństwie, a raczej o jego braku, w RPA mówi także wicemistrz olimpijski z Pekinu w rzucie dyskiem Piotr Małachowski:

– Raz miałem bardzo nieprzyjemną sytuację. Zatrzymałem się, by wyjąć pieniądze z bankomatu, i nagle wokół mnie pojawiła się cała grupa czarnoskórych osób. Gdy się obejrzałem, trochę się przestraszyłem, ale potem pomyślałem, że jakoś trzeba będzie sobie poradzić. Nie wyobrażam sobie jednak, że w mojej sytuacji znajduje się ktoś mniejszy czy drobny. Mnie jest ciężko zrobić krzywdę... – wspominał mierzący 192 cm i ważący 122 kg dyskobol.

– Nawet w hotelach nie można do końca czuć się bezpiecznie. Kradzieże są czymś normalnym, a człowiek jest wtedy bezsilny. Nie ma bowiem komu tego zgłosić. Ciągle widziałem tych samych policjantów, te same radiowozy i wyglądało na to, że nie posiadają oni nawet broni – dodał.

Kolejnym problemem będzie komunikacja miejska, która po prostu nie istnieje.

– Komunikacja? Byłem w RPA już wielokrotnie, a czegoś takiego jak miejski autobus nie widziałem. Wiem, że z Johannesburga do Kapsztadu można dostać się jedynie samolotem. Busiki wprawdzie jeżdżą, ale ja bym nie miał odwagi do nich wsiąść. Zresztą nie korzysta z nich żaden biały człowiek. Pozostaje rower, piesze wędrówki lub wynajęcie samochodu – opowiada Ziółkowski.

Białe słonie

Na organizację Mundialu wydano 4 mld dolarów. Wielu twierdzi, że to stracone pieniądze i powinny być wydane na potrzeby biednych. A bieda w RPA jest przyczyną wielu zbrodni. Za te ogromne sumy należałoby budować domy dla mieszkańców slumsów i szałasów lub przeznaczyć na opiekę medyczną dla licznych nosicieli HIV. Padają argumenty, że po mistrzostwach kosztowne stadiony pozostaną bezużytecznymi reliktami wybujałych ambicji.

– Gdy buduje się ogromne obiekty sportowe, przenosi się środki z budżetów na szkoły i szpitale, a potem te stadiony stoją puste i stają się „białymi słoniami”, serce boli – powiedział zmarły niedawno Dennis Brutus, działacz antyapartheidowy jeszcze z lat 60., w dokumentalnym filmie „Fahrenheit 2010”.

Mundial jak wybór Obamy

Są też i tacy, którzy przedstawiają kontrargumenty. Oto niektóre z nich. RPA dostała wreszcie szansę zmiany stereotypowego obrazu kraju głodu, epidemii i wojny. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla i bohater walki z apartheidem, arcybiskup Desmond Tutu uważa, że Mundial wywrze tak wielki wpływ na czarnych mieszkańców kraju jak wybór Baracka Obamy na prezydenta USA. Da powód do dumy wciąż podzielonego rasowo narodu.

– Dla nas to wspaniała chwila w obliczu tych wszystkich negatywnych zdarzeń, które mają miejsce w Afryce. Nawet jeśli zostaniemy z tymi przysłowiowymi białymi słoniami, to niech tak będzie – powiedział arcybiskup.

Pele przepowiadał kiedyś, że afrykańska drużyna zostanie mistrzem świata jeszcze w XX wieku. Do tej pory jedyne afrykańskie sukcesy na mistrzostwach świata to awans do ćwierćfinałów Kamerunu w 1990 r. i Senegalu w 2002 r. Może wreszcie to się sprawdzi w 2010 r., chociaż wszyscy typują Brazylię.