GP #13, 28 czerwca 2014 r.

Montserrat

RYSZARDA L. PELC

Montserrat
Na dziedzińcu klasztoru Montserrat (Fot. Ryszarda L. Pelc)

Kilka miesięcy temu odwiedziliśmy z mężem Hiszpanię, kraj o przebogatej historii, który łączy w sobie nierozerwalnie dwie kultury – islamską i chrześcijańską. Przemierzyliśmy autokarem trzy i pół tysiąca kilometrów, odwiedzając dwadzieścia dwa miasta, m.in. Madryt, Toledo, Cuenca, Walencję, Barcelonę, San Sebastian, Burgos, Salamankę, Sewillę, Kordobę i Granadę.

Dawno temu, w Katalonii, jednym z regionów w Hiszpanii, mali pasterze zobaczyli niezwykłe światło bijące z sąsiedniej góry. Czym prędzej pobiegli do wsi, by opowiedzieć o tym rodzicom. Ci zawiadomili proboszcza, a ten z kolei biskupa.

Udano się wysoko w górę, gdzie okazało się, że to nieziemskie światło dobiega z groty. Po wejściu do niej zebranym ukazała się figurka Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Jak głosi legenda, próby zabrania jej do nie powiodły się. Mężczyźni nie byli w stanie ruszyć z miejsca, gdy ją wzięli na barki, wobec czego uznano to za cud i zdecydowano, iż w tym miejscu zostanie wybudowana kaplica.

A figurka? Czarna Madonna, La Moreneta, jak zwą ją w Katalonii, wyszła podobno spod dłuta św. Łukasza. A jak się znalazła w grocie? Według legendy, przyniósł ją do Katalonii Józef z Arymatei.

Od tamtych odległych zdarzeń klasztor Montserrat jest miejscem religijnego kultu, drugim najważniejszym w Hiszpanii celem pielgrzymek, po Santiago de Compostela.

Już w VIII w. osiedlili się tu pierwsi pustelnicy, a w XI w. zbudowano klasztor, w którym zamieszkali benedyktyni. Jest to najstarszy zakon w Europie, który powstał w 529 r., a ich zasługi dla szerzenia wiary, nauki i kultury europejskiej są ogromne.

Wkrótce po założeniu klasztor w Montserrat stał się ośrodkiem religijnym i kulturalnym. Podczas najazdu wojsk napoleońskich zniszczono go i ograbiono. Dodać warto, że Napoleon do dziś w Hiszpanii wspominany jest jako okrutny barbarzyńca, który przyczynił się do zniszczenia wielu kościołów i wymordowania dziesiątków tysięcy Hiszpanów, w tym wielu zakonników, sióstr zakonnych i księży.

Jednakże i późniejsze lata nie oszczędziły pracowitych i służących Bogu mnichów. W 1835 r. władze hiszpańskie wypędziły benedyktynów, jednakże po pięciu latach banicji pozwolono im na powrót. Benedyktyni, których mottem jest łacińskie „ora et labora”, do dziś mieszkają w klasztorze na górze Montserrat. Modlą się i pracują. W dalszym ciągu jest tam szkoła dla chłopców. Ich chór i dziś śpiewa czarnej Madonnie „Salve Regina”.

Teraz opowiedziałam o Monserrat, miejscu kultu Matki Boskiej, które zrobiło na nas ogromne wrażenie.

Piękna tego krajobrazu nie można opisać, ani oddać nastroju tego miejsca. Montserrat to góra wznosząca się ponad 2000 metrów nad poziomem morza. Góra ta ma tak niezwykły kształt, że zrodziła się kolejna legenda.

Opowiada się, że to Aniołowie rozpiłowali górę srebrnymi piłami po to, by można tu było wybudować kościół, w którym zamieszka Matka Boska z Synem.

Kiedy nasz autobus jechał niemal pionowo w górę po wąskich serpentynach, uświadamiałam sobie, jak silną wiarą przepełnieni byli ci, którzy w latach wczesnego chrześcijaństwa budowali tu sanktuarium. Jakaż silna musiała być wiara, która dodawała mocy milionom pielgrzymów, którzy pięli się piechotą, by dotrzeć na szczyt, do Matki Boskiej.

W kościele, wysoko nad ołtarzem, jest specjalne miejsce dla Czarnej Madonny. Wierni stoją cierpliwie w długiej kolejce, by wejść i z bliska wyjawić swoje strapienia, pomodlić się i prosić o pomoc i błogosławieństwo.