Strona główna / Warto wiedzieć / Opowieść znad Pacyfiku

GP #14, 2 lipca 2011 r.

Opowieść znad Pacyfiku

RYSZARDA L. PELC

Po latach eksperymentowania, Mimikimoto Kokichi okazał się szczęściarzem. Dzięki swej pasji, ciężkiej pracy i uporowi osiągnął swój cel: wyhodował perły. Stał się jednym z najbardziej znanych ludzi na świecie. Eleganckie sklepy jubilerskie noszące jego imię znaleźć można zapewne we wszystkich stolicach na wszystkich kontynentach.

Mikimoto urodził się w mieście Toba nad Pacyfikiem. Jego rodzice byli właścicielami sklepu, w którym sprzedawali popularny w Japonii udon, czyli kluski, podstawowy tam – obok ryżu – produkt spożywczy. Rodzina była biedna, więc Mikimoto opuścił szkołę mając trzynaście lat. W owych czasach było to naturalne, że w tak młodym wieku dzieci pracowały, by wspomagać rodzinę. Mały Mikimoto zajął się sprzedażą warzyw. Właśnie wtedy zaczęła się jego fascynacja... perłami. Obserwując poławiaczy pereł, a raczej poławiaczki, bo w większości były to kobiety, wyobrazil sobie, że pewnego dnia uda mu się dokonać cudu i wyhodować prawdziwe perły. Postanowił znaleźć sposób na „zmuszenie” ostrygi, by urodziła perłę!

Był konsekwentny na drodze do celu, choć nie była ona łatwa i wymagała wielu lat pracy i wyrzeczeń. W 1888 r. Mikimoto zaciągnął pożyczkę na założenie pierwszej hodowli ostryg „produkujących” perły. Potrzebował pięciu lat, aby wraz z żoną Ume doprowadzić do „cudownych narodzin”. Biografowie odnotowali datę: 11 lipca 1893 r., po latach niepowodzeń, bliski bankructwa Mikimoto osiągnął swój cel. Pięć lat później jego perły pokazano w Norwegii na wystawie bogactw morza. Zainteresowanie było spore, ale znowu minęło wiele lat, zanim powstały perły „in vitro” niemal zupełnie identyczne jak naturalne. Dlaczego nazwałam metodę Mikimoto in vitro? Wydaje mi się, że określenie to najlepiej obrazuje, jak w ciele ostrygi (małży) tworzy się perła.

Mikimoto nie był pierwszym, który wpadł na pomysł hodowli pereł. Robili to już w XII w. Chińczycy. Pracowano nad tym także w wielu innych krajach. Poszukując najlepszej metody, Mikimoto nie wiedział, że Japończycy – biolog Tokishi Nishikawa i cieśla Tatsuhei Mise – przebywając w Australii podchwycili sekret hodowli pereł od Williama Saville-Kenta, Brytyjczyka, biologa morskiego. By osiągnąć pełny komercyjny sukces, Mikimoto doprowadził do ugody z twórcami metody Mise-Nishikawa. Od tego momentu, tzn. od 1916 r., powstało wiele farm, w których prowadzono hodowlę pereł. W 1935 r. było ich w Japonii 350. Łącznie uzyskiwano 10 milionów pereł każdego roku. Mikimoto otworzył swoje sklepy w Tokio, a potem w Londynie, Paryżu, Nowym Jorku, Chicago, Bostonie, Los Angeles, San Francisco, Szanghaju i Bombaju (po II wojnie światowej).

Mikimoto zmarł w 1954 r., w wieku 96 lat. Ale jego dzieło i pamięć o nim trwają. Na Mikimoto Pearl Island stoi jego imponujący pomnik. Ufundowały go pracujące tam poławiaczki pereł. Mikimoto ciągle jest tam honorowany. Zapewnił bowiem okolicznym mieszkańcom stały, niezły dochód.

Kiedy wchodziliśmy na wyspę, a ściślej – na teren muzeum, witała nas kobieta w bieli. Miała czepek, szczelnie otulający głowę, i długą białą suknię przypominającą habit. Jest to typowy ubiór nurkujących kobiet. Ama, bo tak nazywane są te kobiety, od dziecka przygotowują się do tego zawodu. Praca to trudna i często niebezpieczna. Wody oceanu są zimne, temperatura nie przekracza bowiem 17º Celsjusza, jak powiedziała nam przewodniczka. Do tego trzeba jeszcze dodać niebezpieczeństwo schodzenia głeboko pod wodę.

Zwiedzający muzeum mają okazję zobaczyć pokaz nurkowania. Ale jak nas zapewniono, w praktyce odbywa się to trochę inaczej. A pokaz jest już tylko romantycznym elementem, nostalgicznym wspomnieniem przeszłości.

Nasza przyjaciółka Junko, już przed laty, podczas naszego poprzedniego pobytu w Japonii, zaplanowała wycieczkę do miasta Toba i na Mikimoto Pearl Island. Niestety, wówczas do tej wycieczki nie doszło z przyczyn obiektywnych. Z powodu mego niefortunnego upadku z roweru, zamiast pięknych widoków, zwinnych nurkujących kobiet, poławiaczek ostryg, niezwykłych wyrobów z pereł, widziałam wówczas wokół siebie lekarzy chirurgów i pielęgniarki w bieli.

Ale Junko pamiętała i zorganizowała nam wycieczkę po blisko pięciu latach. Bez Junko i jej córki Keyko z pewnością nie bylibyśmy na tej pięknej wyspie. Nie mogłabym oglądać wschodzącego nad Zatoką Pacyfiku słońca, nie słyszałabym śpiewu tamtejszych ptaków ani charakterystycznego dźwięku cykad. To Junko, poznana przed ponad 20 laty w Hancock, w amerykańskim stanie Michigan, zrobiła wszystko, abyśmy mogli poznać miejsca w Japonii, które z pewnością na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Historia Mikimoto i muzeum na wyspie uświadamiają nam, iż konsekwencja i pasja dają wyniki. W przypadku Mikimoto było to zrealizowanie pragnienia, by mógł kobietom na całym świecie „ofiarować” naszyjnik z pereł.

Urodziłam się w czerwcu, więc jak można przeczytać w licznych horoskopach, moim klejnotem jest perła. Perły podobno nie przynoszą szczęścia. Co zrobić? Nosić, nie nosić? Ja swego zodiakowego klejnotu nie nosiłam nie tyle ze strachu przed tymi przesądami, ile dlatego, że pereł nie miałam. Dopiero po wielu latach doszłam do wniosku, że może perły nie przynoszą szczęścia, ale szczęście przynosi perły. Opowieść o perłach Mikimoto jest chyba tego dowodem!