Strona główna / Warto wiedzieć / Zgubne skutki prohibicji

GP #1, 1 stycznia 2011 r.

Zgubne skutki prohibicji

WERONIKA JACKOWSKA

Historia prohibicji w USA mogłaby posłużyć jako ilustracja przysłowia „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Miało być tak pięknie, a skończyło się powszechną korupcją i wojnami gangów.

W XIX wieku spożycie alkoholu rosło dzięki rozwojowi nowych metod jego produkcji, przechowywania i transportu. W odpowiedzi na to w wielu krajach rozwijały się ruchy upowszechniania trzeźwości. Uważano, że problem pijaństwa można rozwiązać zakazując produkcji i sprzedaży alkoholu. Sądzono, że jeśli nie będzie on dostępny, ludzie przestaną pić, a tym samym spadnie przestępczość i liczba rozbitych rodzin, wzrośnie wydajność pracy oraz zamożność społeczeństwa. Taki świetlany obraz kreślili ludzie skupieni w amerykańskim Związku Wstrzemięźliwości Kobiet Chrześcijańskich i innych organizacjach.

Efektem ich działań było wprowadzenie na początku XX wieku prohibicji, czyli całkowitego zakazu produkcji, importu i sprzedaży alkoholu w sześciu krajach: Kanadzie, Rosji, Islandii, Norwegii, Finlandii i USA. We wszystkich tych przypadkach skończyło się odwołaniem prohibicji po kilku lub kilkunastu latach z powodu praktycznej niemożności jej wyegzekwowania.

Ogólnokrajowa prohibicja w USA została wprowadzona na mocy XVIII poprawki do konstytucji w 1919 r. Weszła w życie 16 stycznia 1920 r. Amerykańscy zwolennicy delegalizacji alkoholu odnosili sukcesy już wcześniej, ogłaszając lokalne prohibicje w poszczególnych stanach. W chwili uchwalenia poprawki „sucha”, jak potocznie mówiono, była ponad połowa z nich, dokładnie 26 z 48. Zakazana była produkcja, sprzedaż i transport każdego trunku o zawartości powyżej pół procentu alkoholu. Jednym ze skutków był wzrost popularności tzw. „prawie piwa”, czyli napoju zawierającego dopuszczalną ilość alkoholu. Często na jego etykiecie była zamieszczana dokładna instrukcja, czego nabywca absolutnie nie powinien robić, ponieważ w wyniku wymienionych czynności uzyskałby nielegalny napój alkoholowy... Jak łatwo się domyślić, nie brakowało takich, którzy skrzętnie korzystali z zamieszczonej receptury. Zdumiewająco wzrosła też liczba ludzi, którzy potrzebowali whisky do celów leczniczych. Na receptę sprzedawano jej wtedy prawie cztery miliony litrów rocznie.

Prohibicja nie przyniosła powszechnego odrodzenia moralnego, którego oczekiwali jej inicjatorzy, wręcz odwrotnie – ogólną demoralizację. Wystarczy spojrzeć na statystyki przestępczości. Liczba ciężkich przestępstw wzrosła łącznie o 13%, liczba zabójstw w dużych miastach o 78%, liczba przypadków prowadzenia samochodu po pijanemu o 81%. Paradoksalnie, w czasie obowiązywania prohibicji statystyczne spożycie alkoholu w USA było większe niż przed jej wprowadzeniem. Nastąpiło to m.in. wskutek wyparcia niskoprocentowego piwa i wina przez alkohole wysokoprocentowe, łatwiejsze do przemycenia. Innym efektem XVIII poprawki był gwałtowny wzrost korupcji. W antyalkoholowych oddziałach policji łapówki brali prawie wszyscy, jak większość społeczeństwa lekceważąc bezsensowne – ich zdaniem – prawo. Nieliczni, którzy rzeczywiście przykładali się do swojej pracy, np. para nowojorskich agentów Izzy Einstein i Moe Smith, byli czymś tak niezwykłym, że od razu trafili na pierwsze strony gazet.

Na skalę masową rozwinęły się bimbrownictwo i kontrabanda. Przemytnicy wykazywali się często niezwykłą pomysłowością. Whisky płynęła do USA specjalnymi łodziami podwodnymi, a nawet rurociągami. Najpoważniejszym skutkiem prohibicji był jednak rozwój zorganizowanej przestępczości i jej bliskie związki ze światem polityki i biznesu. Oczywiście, gangi działały już wcześniej, jednak wraz z prohibicją zyskały nowe, olbrzymie źródło dochodów, jakim była nielegalna produkcja, przemyt i sprzedaż alkoholu. Wielu gangsterów zdobyło w tym okresie wielkie majątki, a niektórzy także sławę. Największą gwiazdą wśród nich był niewątpliwie Al „Scarface” Capone (1889-1947).

Naprawdę nazywał się Alphonse Gabriele Capone. Jego rodzice przybyli do Nowego Jorku z Włoch pięć lat przed narodzinami przyszłego gangstera. Jak ktoś zauważył, dzieciństwo Ala stanowi problem dla psychologów, bo nie ma w nim nic, co mogłoby wyjaśnić jego późniejszą przestępczą karierę. Rodzice byli spokojnymi i uczciwymi ludźmi. Al nie był bity, nikt też nie molestował go seksualnie. Jego najstarszy brat został nawet szeryfem, występował zresztą pod zmienionym nazwiskiem, aby nie kojarzono go z działalnością młodszego brata. Już jako nastolatek Al był członkiem lokalnych gangów, gdzie trudnił się drobnymi przestępstwami. Poza tym pracował w różnych zawodach, m.in. jako barman. Właśnie w barze zyskał swój słynny przydomek „Scarface”, czyli twarz z blizną. Blizna była wynikem bójki, w trakcie której jego przeciwnik użył noża. Capone nie znosił swego przydomku. Wolał, kiedy nazywano go „Elegantem”.

Jeszcze w Nowym Jorku Capone został członkiem gangu Frankiego Yale’a, a potem jego protegowanym. Zajmował się głównie zabójstwami. Po jednym z popełnionych przez niego morderstw w 1919 r. Yale wysłał go do Chicago, aby tam przeczekał, aż sprawa przyschnie. W Chicago Al trudnił się przemytem, najpierw jako prawa ręka wspólnika Yale’a, Johna Torrio, a potem jako jego następca. W latach 1925-30 zbudował olbrzymie przedsiębiorstwo, zajmujące się przemytem i sprzedażą alkoholu, prowadzeniem domów publicznych oraz nocnych klubów. Roczny dochód „firmy” Capone wynosił ponad 100 milionów dolarów. Oczywiście, nie byłoby to możliwe bez cichego wsparcia burmistrza Chicago, Williama Hale’a Thompsona. W końcu jednak Thompson uznał, że znajomość z gangsterem jest niekorzystna dla jego wizerunku i doprowadził do usunięcia go z miasta. Reputacja Capone sprawiła, że długo musiał szukać nowego miejsca zamieszkania. W końcu osiadł na Florydzie.

Działalność Ala i jego ludzi doprowadziła do tego, że Chicago zyskało opinię jednego z najniebezpieczniejszych miast w Ameryce. Capone z żelazną konsekwencją likwidował każdego, kto stawał się na tyle silny, by zagrozić jego pozycji. Zwykle dwaj jego podwładni wynajmowali lokum naprzeciw mieszkania ofiary i, gdy tylko pojawiła się w zasięgu ich wzroku, otwierali do niej ogień z pistoletów maszynowych, a następnie znikali. Sam Al Capone zawsze miał alibi.

Przez długie lata toczyła się wojna dwóch chicagowskich gangów: włoskiego, z południowych dzielnic, którym kierował Capone, i irlandzkiego, z północy miasta, pod wodzą George’a „Bugsa” (“Świra”) Morana, mającego zresztą polskich przodków. „Bugs” zyskał swój przydomek po tym, jak złamał ręce i nogi pewnemu krawcowi, który jego zdaniem zażądał od niego zbyt wygórowanej ceny za usługę. Moran i Capone byli nie tylko konkurentami, ale i śmiertelnymi wrogami. Regularnie obrzucali się wyzwiskami na łamach prasy. W 1926 r. ludzie „Bugsa” próbowali zabić „Scarface’a”. Uważa się, że odwetem była „masakra w dniu św. Walemtego”.

Rankiem 14 lutego 1929 r. czterech ludzi przebranych za policjantów wkroczyło do garażu w domu Morana. Obecni tam gangsterzy, kompletnie zaskoczeni, rzucili broń i podnieśli ręce do góry, a wtedy napastnicy wystrzelili do nich ponad 150 naboi. Zginęło siedem osób. Winnych nigdy nie znaleziono, choć w powszechnej opinii organizatorem i głównym wykonawcą był członek gangu Capone, Jack „Pistolet” McGurn. Jak było naprawdę, do dziś pozostaje tajemnicą. Przypuszcza się, że głównym celem zamachu miał być sam Moran, któremu dopisało wyjątkowe szczęście – w chwili ataku znajdował się na ulicy przed domem. Moran przeżył swego wroga, chociaż jego kariera skończyła się, jak wielu innych gangsterów, po zniesieniu prohibicji. W 1957 r. zmarł na raka w więzieniu, gdzie odsiadywał wyrok za napad na bank.

„Elegant” był okrutnym mordercą, wiele ze swoich kilkudziesięciu ofiar zabił własnoręcznie, ale niekiedy potrafił wykazać się wielkodusznością. Człowieka, który zadał mu słynny cios nożem w policzek, zrobił potem swoim ochroniarzem. Po wielkim krachu na giełdzie nowojorskiej w październiku 1929 r. otworzył sieć darmowych jadłodajni dla ofiar kryzysu i kazał sprzedawcom rozdawać potrzebującym jedzenie oraz ubrania na jego koszt. Dzięki takim gestom zyskiwał sympatię ludzi, choć przez wielu był uważany za wroga publicznego numer jeden. Capone nigdy nie został osądzony za swoje morderstwa, masowe korumpowanie urzędników i policjantów czy przemyt. Było to możliwe dzięki nieustannej trosce o alibi, a także panującej w jego środowisku niechęci do składania zeznań. Kiedy policjanci, którzy przybyli na miejsce masakry w dniu św. Walentego, zapytali jednego z umierających gangsterów, kto do niego strzelał, usłyszeli: „Nikt do mnie nie strzelał”.

Do więzienia Capone trafił w końcu za niepłacenie podatków od swojej działalności. Umożliwiła to uchwalona w 1927 r. tzw. ustawa Volsteada, zgodnie z którą opodatkowaniu podlegały także dochody nielegalne. Nikt nie ukrywał, że głównym celem ustawy było ukrócenie działalności Capone i jemu podobnych. „Elegantem” zajął się agent policji skarbowej Elliot Ness. Był on jednym z nielicznych, którzy oparli się powszechnej korupcji. Działał na czele stworzonego osobiście oddziału dziewięciu nieprzekupnych ludzi, nazwanego przez media „Nietykalnymi”. Dzięki zastosowanemu po raz pierwszy na tak dużą skalę podsłuchowi udało im się poważnie osłabić imperium gangstera. Capone próbował przekupić „Nietykalnych” i zabić samego Nessa, ale bez skutku. W końcu w 1931 r. został aresztowany i skazany na 11 lat więzienia. Początkowo trafił do zakładu karnego w Atlancie, z którego nadal kierował gangiem. W końcu przeniesiono go do słynnego Alcatraz. Tam zaczął zdradzać objawy choroby psychicznej. Twierdził, że nawiedza go duch jednego z gangsterów zabitych w masakrze św. Walentego. To spowodawało w końcu jego zwolnienie w 1939 r. Zmarł na zawał osiem lat później.

Negatywne skutki prohibicji były coraz powszechniej krytykowane. W końcu, m.in. dzięki osobistemu zaangażowaniu prezydenta Franklina Delano Roosevelta, w 1933 r. Kongres uchwalił XXI poprawkę do konstytucji, ponownie legalizującą alkohol. W niektórych stanach zakaz spożywania alkoholu obowiązywał jednak nadal. Jako ostatni zniósł prohibicję stan Missisipi w 1966 r. Koniec prohibicji oznaczał też koniec „złotych czasów” dla gangsterów. Zorganizowana przestępczość pozostała jednak stałym elementem rzeczywistości – z czasem mafie znalazły sobie nowe dziedziny działalności i źródła dochodów.