Strona główna / Warto wiedzieć / Gród na nadniemeńskiej skarpie

GP #20, 24 września 2011 r.

Gród na nadniemeńskiej skarpie

CEZARY RUDZIŃSKI

Z wysokiej, stromej skarpy roztacza się piękny widok na Niemen oraz na kościół i klasztor franciszkanów na przeciwległym, lewym brzegu rzeki. Stoję w miejscu, w którym przed co najmniej dziewięcioma wiekami zaczęła się historia 320-tysięcznego dziś Grodna. Miasta, o roli którego w naszych dziejach wie się i pamięta w Polsce coraz mniej. A przecież w I Rzeczypospolitej było ono – po Krakowie a później Warszawie – obok Wilna trzecią polityczną stolicą kraju i przez lata siedzibą królewską.

W gronie najpiękniejszych miast świata

Grodno było miastem katedr, zamków i pałaców, tak pięknym w XVI stuleciu, że jego panorama – miedzioryt Franza Hogenberga – znalazła się wśród widoków najpiękniejszych miast Europy w sławnym dziele Georga Brauna Civitates orbis terrarum. To na grodzieńskim Zamku Górnym zmarł w 1492 r. Kazimierz Jagiellończyk, a 8 lat wcześniej, w 1484 r., jego pobożny syn, królewicz Kazimierz, kanonizowany w XVII w., dzisiaj patron Litwy. To dla żony Aleksandra Jagiellończyka – moskiewskiej księżniczki Heleny, która pozostała przy swoim wyznaniu, zbudowano w Grodnie istniejącą nadal, chociaż znacznie później przebudowaną, cerkiew pw. Przeczystej Bogurodzicy.

Ważną rolę w gospodarczym rozwoju miasta odegrała też tak nie lubiana u nas żona Zygmunta I Starego, królowa Bona. Stefan Batory w okresie wojny z Wielkim Księstwem Moskiewskim przeniósł tu, nad Niemen, swoją główną rezydencję. Przebudował zamek w stylu renesansowym (od tamtej pory nazywany jest on Zamkiem Batorego), ufundował kolegium jezuitów. I zmarł w tym zamku 12 grudnia 1586 r. Dwa dni później włoscy lekarze Buchello i Simoni wykonali w nim pierwszą w dziejach medycyny sekcję zwłok zmarłego monarchy.

Wydarzeń ważnych w naszych dziejach, które miały miejsce w Grodnie, było o wiele więcej. Przypomnienie ich ograniczyć muszę do najważniejszych. Od 1678 r. było ono miejscem co trzeciego sejmu wielkiego. Tu też, w 1688 r., sejm po raz pierwszy został zerwany przez przeklęte szlacheckie liberum veto. W 1705 r. król August II Mocny ustanowił tu pierwszy polski order – Orła Białego. W XVIII w. miasto było jednym z najważniejszych ośrodków życia politycznego Rzeczypospolitej.

Dwa zamki królewskie

W 1734 r. August III Sas rozpoczął budowę nowego zamku królewskiego na terenie byłego, zniszczonego w 1703 r. przez Szwedów, Zamku Dolnego Stefana Batorego. Grodno stało się jedynym miastem Rzeczypospolitej mającym dwa zamki królewskie. Nastąpił znaczący rozwój gospodarczy, przede wszystkim dzięki staraniom podskarbiego litewskiego Antoniego Tyzenhauza. Założył on 18 manufaktur: „złotą” (sądząc z nazwy produkowano w niej złotogłów), jedwabną, sukienniczą, budowy karoc itp., oraz fabryk i zakładów zatrudniających około 3 tys. pracowników. Działało 18 cechów.

W 1793 r. sejm obradujący w Nowym Zamku, pod presją rosyjskich bagnetów podpisał II rozbiór Polski, zaś w 1795 r. król Stanisław August Poniatowski – swoją abdykację, po której przez dwa lata przymusowo przebywał na grodzieńskim zamku. Dzieje I Rzeczypospolitej dobiegły tragicznego dla narodu końca. Ale nie polskiej obecności w Grodnie. Chwile nadziei na odrodzenie kraju w dawnych granicach przyniósł okres napoleoński. Kongres Wiedeński w 1815 r. wykreślił jednak granice Królestwa Polskiego zaledwie 3 km od tego miasta, które przypadło Rosji.

Nie pomógł też później liczny udział grodnian w powstaniach: listopadowym i styczniowym. Do Polski miasto wróciło, tylko na 20 lat, w 1919 r. W 1939 r. wojsko i harcerze przez trzy dni – od 20 do 23 września – stawiali bohaterski opór sowieckiemu najazdowi. Skończyło się egzekucją 300 obrońców, a później masowymi deportacjami na Syberię. Po II wojnie światowej tysiące tutejszych Polaków przeniosło się w nowe granice Polski. Ale nadal mieszka ich tu sporo, chociaż stanowią niewielką mniejszość.

Zagmatwane dzieje Grodna

Oczywiście, blisko dziewięć wieków dziejów Grodna to nie tylko ważne w nich wątki polskie. Od początku był to najpierw gród, a później miasto wielonarodowe i wielowyznaniowe. Już sama geneza jego nazwy budzi spory. Wiadomo, co pozornie wydawałoby się oczywiste, że nie pochodzi ono od grodu, lecz od ogrodzenia. Litwini, których rola w jego początkach była ogromna, wywodzą ją od słowa gartas oznaczającego w ich języku ogrodzenie dla owiec. Białorusini dawną nazwę miasta Gorodień – od określanych tym słowem drewnianych zabudowań obronnych. Według litewskiej legendy, gród u ujścia rzeczki Horodniczanki do Niemna założył książę Litwo i na cześć swojego syna nazwał go Garto.

W rzeczywistości osada w tym miejscu na „bursztynowym szlaku” po Niemnie istniała prawdopodobnie już w czasach antycznych. A przynajmniej, gdy było to pogranicze słowiańskich Dregowiczów i bałtyckich Jadźwingów, tych drugich wytępionych później przez Krzyżaków. Według źródeł białoruskich, gród obronny na tym nadniemeńskim wzgórzu założyli książęta z dynastii kijowskiej. Pierwsza wzmianka o nim znajduje się w kronikach historycznych z 1127 r. Stanowił on wówczas centrum ziem księcia Wsiewołoda, potomka kijowskiego księcia Jarosława Mądrego i księżniczki Agaty, córki księcia Włodzimierza Monomachia. W 1283 r. po raz pierwszy gród próbowali zdobyć Krzyżacy. Historia zmagań o średniowieczne Grodno to dłuższa opowieść.

Odnotuję więc tylko, że władał nim m.in. pierwszy i jedyny w dziejach król ruski (od 1255 r.), wcześniej książę wołyński i halicki Danyło (1201-64), w 1270 r. litewski książę Trojden. W 1391 r. książę Witold, nazywany przez Litwinów Vytautas Didžoi – Wielkim, nadał miastu niepełne prawa magdeburskie, a na początku XV w. uczynił z niego drugą stolicę Wielkiego Księstwa Litewskiego. I stąd w 1410 r. ruszył ze swoimi wojskami pod Grunwald.

Ocalały dla potomnych

O polskim udziale w historii miasta już wspomniałem. Dodam, że pełne prawa magdeburskie, a także chorągiew i obowiązujący również obecnie herb – Jelenia św. Huberta z krzyżem między rogami – nadał Grodnu w 1444 r. Kazimierz Jagiellończyk. On też ustanowił samorząd miejski. Jako ciekawostkę można przytoczyć, że radą miejską kierowali na zmianę dwaj burmistrze: prawosławny i katolicki.

Dzieje Grodna, podobnie jak wielu innych miast w naszym regionie Europy, były więc burzliwe. Przeżyło ono wielokrotnie najazdy krzyżackie i moskiewskie, później szwedzkie, z łupieniem co się tylko dało po zdobyciu go. Wielki pożar w 1782 r., który strawił część śródmieścia. Blisko półtora wieku później ogromne zniszczenia – w gruzach legła połowa miasta – spowodowały walki o nie w 1944 r. Wcześniej przyszła zagłada blisko 30 tysięcy tutejszych Żydów, dokonana przez hitlerowców. Nie brak przykładów barbarzyństwa i z okresu powojennego. W czasach rządów sowieckiego genseka Nikity Chruszczowa wysadzono w 1961 r. m.in. zabytkową Farę Witoldową, a wiele świątyń zamieniono na magazyny bądź inne cele.

Mimo zniszczeń, w mieście zachowało się jednak lub odbudowano około 30 zabytków, także XIX-wiecznej i międzywojennej architektury. Najstarszym i najcenniejszym zabytkiem jest cerkiew św.św. Borysa i Gleba (Borysoglebska), zwana Kołożską, zbudowana w XII w. na nadniemeńskiej skarpie w pobliżu dawnego grodu – dzieli je od niego tylko ujście Horodniczanki – początkowo jako warowna. Jej druga, popularniejsza nazwa pochodzi od Kołoży, przedmieścia rosyjskiego miasta Psków, z którego jeńcy pojmani przez Witolda zostali osadzeni w pobliżu tej cerkwi. Była ona wielokrotnie palona, rujnowana, odbudowywana. W 1853 r., po osunięciu się skarpy do Niemna, jej południowa część też spadła do rzeki.

Zdołano jednak uratować resztę. Nadal możemy więc podziwiać dwie oryginalne ściany z XII w., dwie apsydy, a także elewacje z tego samego okresu, z krzyżami z majolikowych płytek. Wewnątrz zachowały się wmurowane w ściany gliniane garnki-głośniki, znakomicie poprawiające akustykę w świątyni. Obok niej znajdują się fundamenty dawnego klasztoru bazylianów. Przez kilka wieków cerkiew Kołożska należała bowiem do tego unickiego zespołu architektonicznego. Po II wojnie światowej zamieniono ją w muzeum, w 1990 r. zwrócono cerkwi prawosławnej i znowu jest czynna.

Zamek Batorego i „stalinowski klasycyzm”

Sto kilkadziesiąt metrów od niej na wschód stoi górny, Stary Zamek. Zbudowany na Górze Zamkowej w XIV-XV w. przez ks. Witolda kompleks romańsko-gotyckich fortyfikacji z 3–metrowej szerokości i około 300 m długości murami, 5 basztami, otoczony z trzech stron głęboką fosą. Przebudowany – w tym czasie Stefan Batory mieszkał w zachowanym do naszych czasów pałacu „Batorówce” w rynku obok kościoła jezuitów, obecnej bazyliki katedralnej – w 1579 r. na renesansowy pałac. Po upadku powstania styczniowego 1863 r. zamek zamieniono na więzienie dla powstańców, a później koszary i kasyno wojskowe. Zachowany, po przebudowach, do naszych czasów. Od 1925 r. jest tu Muzeum Historyczno-Archeologiczne.

Od bramy w fortyfikacjach Starego Zamku prowadzi w dół, do Nowego Zamku, rokokowego z lat 1734-51, kamienny most nad fosą. Zamek ten, związany z tragicznymi wydarzeniami końca I RP, został niemal całkowicie zniszczony podczas wojny. Odbudowano go w stylu „stalinowskiego klasycyzmu” na potrzeby komitetu obwodowego partii komunistycznej w 1952 r. Pierwotny wygląd zachowała tylko brama wjazdowa i rzeźby sfinksów. Od 1993 r. mieści się w nim filia muzeum Starego Zamku.

Większość grodzieńskich zabytków znajduje się w promieniu kilkuset metrów od obu zamków. Najbliżej, pasująca w tym miejscu jak przysłowiowa pięść do nosa, wysoka wieża pożarnicza z 1912 r. Trochę dalej, przy ulicy Zamkowej, klasycystyczny, z XVIII w., pałac Eustachego Chreptowicza – ostatniego kanclerza Wielkiego Księstwa Litewskiego. W pobliżu stoją klasztor i wspomniana już cerkiew Narodzenia Bogurodzicy, wybudowana dla Heleny, żony Aleksandra Jagiellończyka, ale gruntownie przebudowana w XVIII w. Na północ od Zamku, też w pobliżu wieży pożarniczej, zachowała się synagoga z XVI w., wielokrotnie później przebudowywana.

Kościoły, cerkwie, klasztory…

W pobliżu mostu przez Niemen, którym wjeżdża się do Grodna od strony przejścia granicznego z Polską, w południowej części miasta na lewym brzegu rzeki – Zaniemniu, stoi jedyny wart w niej uwagi zabytek. To kościół i klasztor franciszkanów ufundowany w 1635 r., po czym – ćwierć wieku później – zdewastowany przez Moskali i zbudowany na nowo, z także ciekawą, burzliwą historią. M.in. podczas powstania styczniowego był więzieniem dla księży. Od 1939 r. w jego części jest szpital. Kościół ponownie otwarto podczas okupacji niemieckiej w 1943 r., a od 1989 r. znów należy do franciszkanów. Reszta Zaniemnia to socjalistyczne blokowiska, z nielicznymi zachowanymi drewnianymi domkami dawnej dzielnicy przemysłowej.

Gdy przez wspomniany most wjeżdża się na Stare Miasto, już z daleka widać po prawej stronie za nim wieżę i kompleks kościoła pw. Odnalezienia Świętego Krzyża oraz klasztor bernardynów z XVII w., także o interesujących dziejach. Jako jeden z niewielu w czasach sowieckich nie został on zamknięty, dzięki czemu zachowało się jego cenne wnętrze z pięknymi ołtarzami, dekoracjami stiukowymi – w kościele są elementy baroku, rokoka i klasycyzmu – oraz cudownym obrazem Matki Boskiej Messyńskiej z XVII w. Wewnątrz jest m.in. tablica ku czci Elizy Orzeszkowej, której ślub odbył się w tej świątyni.

Vis à vis tego kościoła i klasztoru stoi druga dominanta nadniemieńskiej części miasta. Zbudowany w latach 70-80. XX w. – na miejscu byłego klasztoru bernardynek, później prawosławnego, a w latach międzywojennych przytułku dla dzieci – Grodzieński Obwodowy Teatr Dramatyczny. Jest to budowla o dosyć niecodziennej architekturze, która jednym podoba się, a innych odrzuca. Nie próbując rozstrzygnąć tego sporu, z jednym zgadzam się całkowicie: stoi ona nie na swoim miejscu, psując tak piękną już od XVI w. panoramę miasta od strony Niemna.

Najwyższy ołtarz w kościele Rzeczypospolitej

Kilkaset metrów dalej w głąb Starówki, przy dawnym rynku, obecnie placu Sowieckim, wznosi się najważniejsza katolicka świątynia Grodna – były kościół jezuitów z XVII w. i fara, obecnie trzynawowa bazylika katedralna pw. św. Franciszka Ksawerego. Zbudowany na wzór rzymskiego kościoła Il Gesu, jest jednym z największych kościołów barokowych na ziemiach byłej Rzeczypospolitej. Jego chlubą jest 14 ołtarzy, wśród nich zwłaszcza przepiękny, z lat 1737-60, i najwyższy – ma 21 metrów wysokości – bo nie było na dawnych ziemiach polskich wyższego. Zdobi go cudowny obraz Matki Boskiej Rzymskiej, zwanej też Kongregacką, z XVII w. Uwagę w nim zwraca także złocone popiersie Stefana Batorego.

Obok bazyliki, po drugiej stronie ulicy Karola Marksa stoi, jak już wspomniałem, „Batorówka”. To były renesansowy pałac Stefana Batorego z II połowy XVI w., przebudowany jednak po pożarze w 1885 r. Obecnie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Natomiast godna uwagi jest – po drugiej stronie bazyliki katedralnej – Stara Apteka. Zbudowano ją w 1709 r. na potrzeby zajęć farmaceutycznych jezuitów. Czynna była aż do 1950 r., kiedy zamieniono ją na jedyne na Białorusi muzeum farmacji. Od 1996 r. oprócz niego ponownie czynna jest apteka. Jako ciekawostkę wymienia się tu, że w latach 60. XIX w. pracował w niej M. Wojnicz, późniejszy mąż angielskiej pisarki Ethel Lilian Voynich, a zarazem jeden z prototypów głównego bohatera jej słynnej powieści Szerszeń.

Z pozostałych zabytków i ciekawych obiektów Grodna wspomnę jeszcze, nie siląc się na pisanie o wszystkich, o Domu-Muzeum Elizy Orzeszkowej – dworku, w którym pisarka mieszkała od 1895 r. aż do śmierci w 1910 r. Został on zniszczony podczas wojny, resztki rozebrane, a to, co obecnie oglądamy, to tylko jego wierna replika, zbudowana w 1979 r. Pomnik naszej pisarki znajduje się w pobliżu, natomiast jej grób na starym cmentarzu katolickim, po prawej stronie od wejścia, na wysokiej nadniemeńskiej skarpie niedaleko mostu kolejowego.

Trudno w relacji z Grodna pominąć też kościół Zwiastowania NMP i klasztor św. Brygidy z XVII w., zwłaszcza że świątynia ta dotychczas zachowała pierwotny wygląd. Pięknie zdobione są portale wejściowe do niego oraz renesansowe sgraffito wewnątrz. W 1966 r. w jego piwnicach znaleziono portrety sarmackie z połowy XVII w. rodziny fundatora – K. Wiesiołowskiego, namalowane w stylu niderlandzkim. Natomiast klasztor po wielu przejściach, m.in. zniszczeń wskutek bombardowań podczas II wojny światowej, w 1991 r. przekazano nazaretankom. Na jego dziedzińcu stoi unikalny budynek Lamusa z lat 30-40. XVII w. zbudowany z drewna bez jednego gwoździa.

Nazwy ulic: czas stanął w miejscu

Nie należy go jednak mylić ze „Starym Lamusem” – podobno najlepszą, a na pewno stylową restauracją w mieście. Jadłem w niej już dwukrotnie w ciągu paru lat, obiady były doskonałe. Zajmuje ona cały stary, piętrowy budynek ze strychem, przystosowany do nowych potrzeb. Stoi on obok parku przy ul. Dzierżyńskiego i w pobliżu ul. 17 września. Tak! W Grodnie „swoją” ulicę ma ten zdeklasowany polski szlachcic, twórca CzeKa – pierwszy czekista bolszewickiego aparatu terroru.

W ten sam sposób upamiętniono również datę haniebnej sowieckiej napaści we wrześniu 1939 r. – w rezultacie zmowy dwu zbrodniarzy przeciwko ludzkości: Hitlera i Stalina – na zmagającą się z niemieckim najazdem Polskę. Narody radzieckie, największą zaś białoruski, zapłaciły za to potworną cenę. Przesuwając swoją granicę na zachód ZSRR zaprzestał budowy, na wypadek kolejnej wojny, umocnień w pobliżu międzywojennej z Polską. Hitlerowcy, realizując w 1941 r. Plan Barbarossa, weszli więc pancernymi zagonami jak w masło, docierając na przedpola Moskwy, Leningradu, do Wołgi i Kaukazu, niosąc śmierć i zniszczenie.

Ale taka jest już specyfika współczesnej Białorusi. W Grodnie (i nie tylko) są m.in. ulice: Lenina (oraz plac i pomnik), Budionnego, Krasnoarmiejska, Leninowskiego Komsomołu, Socjalisticzeskaja, Suworowa, Swierdłowa i wiele podobnych. Ale równocześnie: Batorego, Dominikańska, Bolszaja Troickaja (Świętej Trójcy), Orzeszkowej, Tyzenhauza itp. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to miasto bardzo ciekawe, warte bliższego poznania nie tylko ze względu na jego historyczne związki z Polską.