Strona główna / Warto wiedzieć / „Zamierzamy kupić most londyński”

GP #2, 12 stycznia 2013 r.

„Zamierzamy kupić most londyński”

RYSZARDA L. PELC

Zamek w Niedzicy
Most Londynski w Lake Havasu w Arizonie

Podróż samochodem do Lake Havasu City w Arizonie trwa z Las Vegas w Nevadzie około trzech godzin. Droga wiedzie przez dziki, pustynny krajobraz, gdzie dominują szaro-rude wzgórza, gęsto porośnięte kaktusami, krzewami dzikiej szałwii i karłowatymi palmami. Poza tym pustka. Od czasu do czasu pojawia się stado dzikich koni, niekiedy pojedyncze siedliska ludzkie, malutkie osady.

I wreszcie dociera się do miejsca, gdzie napis na dużej zielonej tablicy obwieszcza, że jesteśmy na granicy miasta Lake Havasu. W dole widać migotliwe błękitne wody rzeki Kolorado i jeziora zwanego Havasu, co w języku tamtejszych Indian Mohavi znaczy: „niebieskie”. Jezioro jest sztuczne. Powstało podczas budowy tamy na rzece.

Zafascynowało mnie to miejsce. Oczarowała niezwykłość miasta zbudowanego w sercu pustyni.

W czasie II wojny światowej żołnierze mieli tu swoje baraki. Miasto powstawało dopiero od 1962 r. Historia jego genezy brzmi podobnie jak historie wielu innych miast Dzikiego Zachodu. Budowali je ludzie szalonej odwagi, wyobraźni, determinacji i przedsiębiorczości. Ale ci, którzy budowali Lake Havasu, mieli jeszcze do dyspozycji nowoczesne środki techniczne i duże pieniądze, które wykorzystali dla realizacji szalonego pomysłu.

Bohaterami pierwszoplanowymi tej historii o założeniu miasta są: Robert McCulloch i C.V. Wood Jr.

Nie można też pominąć sprawy londyńskiego mostu, który nie nadawał się już do użytku, zapadał się w gliniaste dno Tamizy i którego władze Londynu za wszelką cenę chciały się pozbyć. W Londynie był zbudowany w miejscu, gdzie już Rzymianie w 43 r. postawili inny most. Kiedyś więc łączył brzegi Tamizy, a dziś „London Bridge” jest główną atrakcją turystyczną miasteczka Lake Havasu City w Arizonie.

O ludziach, którzy mieli nie tylko pieniądze, ale i wyobraźnię

Robert McCulloch urodził się w St. Louis, a przez lata mieszkał w Wisconsin. Przyszedł na świat w rodzinie przemysłowców. Jego dziadek był przedsiębiorcą w Milwaukee, a ojciec prezydentem kolei w St. Louis. Robert odebrał staranne wykształcenie w najlepszych amerykańskich uczelniach – uniwersytetach Stanford i Princeton. Był inżynierem obdarzonym nieprawdopodobnym zmysłem handlowym.

Kiedy miał lat 30, sprzedał swą dobrze prosperującą firmę za milion dolarów, przeniósł się na zachód i kupił ziemię nieopodal lotniska w Los Angeles.

W czasie II wojny światowej jego nowa firma zaczęła produkować silniki samolotowe. Równocześnie stał się jednym z największych producentów pił do drewna. Zajął się też wydobywaniem ropy oraz sprzedawał domy budowane na zakupionych przez siebie terenach. Stworzył jedną z największych istniejących wówczas „rodzinnych” firm. Był człowiekiem wielkiej pracy, wielkiej wyobraźni i wreszcie, co nie jest bez znaczenia w mojej opowieści, posiadaczem ogromnej fortuny.

Jak głosi miejscowa legenda, w 1958 r., w dniu św. Patryka (patrona Irlandii) Robert P. McCulloch Sr. przyleciał z Palm Springs w Kalifornii nad jezioro Havasu w Arizonie. Od tego momentu wszystko zaczęło się tu zmieniać i już nic nigdy nie było takie samo jak wcześniej.

Robert P. McCulloch nie był sam ze swymi planami. „McCulloch powinien błogosławić dzień, w którym poznał C.V. Wooda” – mówią historycy miasta. „Lake Havasu City jest z pewnością dzieckiem McCullocha, ale Wood był tym, który spowodował że to »rodzące się niemowlę« zaczęło oddychać”.

Bez nich obydwu nie byłoby miasta, a już z pewnością nie byłoby ono takim, jakim jest dziś.

C.V. Wood pochodził z Teksasu, ale większość swego dorosłego życia spędził poza nim. Uzyskał stopień inżyniera, w wieku 28 lat został naczelnym inżynierem dużej firmy, a potem dyrektorem jednego z instytutów badawczych na Uniwersytecie Stanforda. Poproszony o rozstrzygnięcie sporu między Waltem a Royem Disneyami, Wood został ich pierwszym pracownikiem. Został współtwórcą, wiceprezydentem i generalnym dyrektorem Disneylandu.

Jego przyjaźń z McCullochem datuje się od 1954 r. Łączyły ich też, a może przede wszystkim, wspólne interesy. Ten „dynamiczny duet”, jak ich zwano, przystąpił do budowy miasta.

Ad urbe condita

„McCulloch wziął w posiadanie „bezużyteczny” kawałek pustyni i stworzył warunki dla ludzkiej egzystencji. Był tym, który umożliwił ludziom życie na pustyni” – twierdzą mieszkańcy Lake Havasu City.

McCulloch, nie bez pewnych komplikacji, kupił rozległy teren nad jeziorem. Płacił od 73 do 100 dolarów za akr. Z dzisiejszej perspektywy może się wydawać, że ziemię o powierzchni 26 mil kwadratowych kupił za bezcen.

Zanim jednak McCulloch przełamał najrozmaitsze bariery, a trwało to cztery lata, zaczęto projektować miasto. I kiedy wreszcie wszelkie formalne przeszkody zostały pokonane, rozpoczęto szukanie przyszłych osadników. W 1964 r. wynajęto samoloty i rozpoczęto program „Zobacz, zanim kupisz”. Przywożono potencjalnych klientów ze Stanów i z Kanady na tydzień. Umieszczano ich w domu noclegowym, karmiono i zabawiano, przekonując do walorów miejsca.

Udało się. „W długiej historii pionierstwa nic nie może się równać z tym, co tutaj. Tu sadzi się palmy, buduje drogi i wodociągi, zanim ktokolwiek tu się pojawi” – pisała prasa.

Pojawiły się nie tylko drogi i wodociągi. Ale i most. I to most z Londynu!

Anglicy mieli z nim problem. Zapadał się w gliniaste dno rzeki, zanieczyszczenia przyśpieszyły proces niszczenia.

Zrodził się pomysł kupna mostu na aukcji. Kiedy Wood zawiadomił o tym McCullocha, ten pomyślał, iż jego rozmówca jest pijany. W miejscu, gdzie miałby stanąć most, nie było wtedy rzeki! Rozebranie mostu (które musiało nastąpić) miało kosztować Londyn $1,2 mln, wobec tego Wood i McCulloch zaproponowali na aukcji podwójną kwotę, tzn. $2,4 mln.

Aukcja miała miejsce w „Essex House” w Nowym Jorku w marcu 1968 r. Wood zaczął od 100 tysięcy. I wtedy powiedziano mu, że skoro chce kupić ten most, to musi zaoferować dużo więcej, ponieważ kupuje historię, a nie kamień. Amatorów było wtedy więcej. Most chciały też kupić: Kanada, Hiszpania, Francja i Korea.

Przetarg wygrali Amerykanie. Zapłacili 2.460.000 dolarów. I to był dopiero początek.

Wkrótce po tej transakcji Esquire napisał: „Jak zbudować rzekę na pustyni w Arizonie, by mogła płynąć pod mostem? Robert McCulloch i C.V. Wood robią to. Nie pytaj, po co. To jest tryumf amerykańskiego know-how”.

Londyjski most, rozebrany na elementy, przypłynął do Long Beach w Kalifornii, a potem już wielkimi ciężarówkami przewieziono go do Lake Havasu. Rekonstrukcję mostu rozpoczęto 23 września 1968 r. Pracowało przy niej około 40 ludzi. Szczęśliwie nie doszło do żadnego wypadku.

10276 granitowych bloków zostało precyzyjnie złożonych. 40 amerykańskich robotników, pod nadzorem brytyjskiego inżyniera Roberta Beresforda, „powtórzyło” pracę swych ośmiuset londyńskich poprzedników, którzy ten sam most budowali nad Tamizą przez siedem lat, od 1824 do 1831 r.

10 października 1971 r. było wielkie święto w Lake Havasu City. Oddano most do użytku. W dniu otwarcia mostu dla ruchu, płynęła już pod nim rzeka!

Koszt całego przedsięwzięcia wyniósł około $10 mln. Nawet dla milionera nie była to mała kwota. Nic więc dziwnego, że w momencie, kiedy w Londynie podpisał akt kupna, McCulloch wykrzyknął: „Cóż ja zrobiłem?!”.

Ale historia miasteczka w Arizonie pokazała, że to był dobry zamysł. Do dziś i przez pokolenia most londyński będzie przynosił dochody. Ściągają tu tłumy zwabione tą niewątpliwą atrakcją. Uczestniczą w dorocznym październikowym festiwalu, który w br. odbył się w okresie od 20 do 27 października. Każdego roku setki tysięcy turystów odwiedza Lake Havasu City. Niektórzy z nich tam zostają. Kto wie, w jakim stopniu decyduje o tym piękno pustynnej Arizony, sprzyjający zdrowiu suchy – gorący latem, łagodny zimą – klimat, a w jakim stopniu przyciąga magia londyńskiego mostu. A może głównie mit odwagi i skuteczności?

Żona Wooda przez wiele lat wspominała dzień, kiedy jej mąż w tajemnicy oznajmił jej: – Kochanie zamierzamy kupić most. Ile trzeba na to było fantazji i wyobraźni?

Od czasu, kiedy most kupiono, minęło 40 lat, a wieki od czasu, kiedy pierwsi osadnicy szli na zachód, przekraczając Góry Skaliste.

Ale i teraz, kiedy stoję na London Bridge, wydaje się mi się, że tu, w Lake Havasu, ciągle jeszcze unosi się duch zdobywców Dzikiego Zachodu.