Strona główna / Historia / Polemos pater panton

GP #10, 5 maja 2012 r.

Polemos pater panton

MAREK WYSOCKI

Sarmaci

Wielu z nas, podróżując po najróżniejszych zakątkach świata, nieraz zastanawia się nad przedziwnymi nazwami odwiedzanych miejsc. Niektóre z tych nazw nie mają jakby sensu, inne od pierwszego „usłyszenia” tworzą nierozerwalną całość z otoczeniem, nie wymagając żadnych głębszych przemyśleń czy bibliotecznych poszukiwań. Dlaczego miałoby to mieć jakiekolwiek znaczenie dla nas, żyjących setki, a nieraz tysiące lat od momentu nadania tych nazw? Odpowiedź na to pytanie może zapewne być tematem prac naukowych z zakresu geografii i historii, dla przeciętnego turysty zwykle jest to nieistotne lub nawet nudne. Sytuacja zmienia się jednak, gdy nazewnictwo takie dotyczy samego zainteresowanego, czyli w tym przypadku – naszego „turysty”.  Nie raz, będąc w środkowo-zachodnich stanach Ameryki, zastanawiało mnie, co ma do tożsamości narodowej rdzennych mieszkańców kontynentu Ameryki Północnej określenie „Indianin”. Znaczna większość Indian nie była nawet w Indiach, a niektórzy nie mają zielonego pojęcia, gdzie takie Indie leżą na mapie. Nie przeszkadza to jednak reszcie świata nazywać ich Indianami. Oczywiście, każdy wie, że nazwę tą odziedziczyli przez przypadek, kiedy to europejscy odkrywcy byli pewni, że dotarli do Indii, a w Indiach oczywiście muszą mieszkać Indianie, chyba, że mówimy o tych prawdziwych, w których mieszkają Hindusi. Nie zmienia to jednak faktu i nikt czerwonoskórych o zdanie nie pyta, więc zostali Indianami i basta (jak zapewne skwitowałby to sam Kolumb). Sytuacja sięgnęła absurdu, bo sami zainteresowani często określają się mianem Indian – z przyzwyczajenia, wygody lub po prostu, bo to już tak jest. Młodzi zapominają o przynależności szczepowej i jest bardzo prawdopodobne, że za dwa lub trzy pokolenia nie będą myśleli o sobie jak o Apaczach, Komanczach czy Siuksach, ale – narodowości „indiańskiej”. Ostatnia wizyta w Arizonie, podczas której miałem sporo do czynienia z przedstawicielami szczepu Apaczów, natchnęła mnie do refleksji nad pochodzeniem nazwy naszego –polskiego – narodu.

Według tradycji i przekazów ustnych, obecnie przez historyków nazywanych często „baśniami”, twórcą naszego narodu był Lech – jeden z trzech braci. Czech i Rus stworzyli Czechy i Ruś, dlaczego więc Lech stworzył Polskę? Wprawdzie w rzeczywistości opowieść o trzech braciach brzmieć może mało wiarygodnie, nie zmienia to jednak faktu, że przez stulecia sąsiedzi nazywali nas Lachami. Określenie to przetrwało do dzisiaj w sporej części Białorusi i prawie całej Ukrainie. Tu, oczywiście, wydawałoby się problemu nie ma, bo napisano o tym wiele i każdy wie, że nazwa Polska powstała od nazwy plemienia Polan.

Jak tłumaczy nam Encyklopedia internetowa Wikipedia: „Źródłem nazwy Polska jest prawdopodobnie nazwa zachodniosłowiańskiego plemienia Polan (Polanie). Nazwa Polan z kolei pochodzi od indoeuropejskiego wyrazu pole, oznaczającego pole uprawne lub otwartą przestrzeń. Nazwa Polska zaczęła być używana w odniesieniu do całego państwa w XI wieku i funkcjonowała pierwotnie, jako forma określenia „ziemia polska” (łac. terra Poloniæ). Zarówno własne nazwy Polski i Polaków (endonimy), jak i większość nazw nadawanych im w innych językach (egzonimy) wywodzą się z tego źródła”.

I tu można by uznać sprawę za zamkniętą, gdyby nie wcześniej wspomniana sprawa Indian.  Praktyki ustanawiania nowych nazw ludności i terytoriów podbitych militarnie stosowane były już w starożytnym Egipcie, jednak do czasów nam współczesnych zachowało się w większości nazewnictwo pozostałe po ekspansji cywilizacji zachodnioeuropejskich. Herodot, uważany za ojca historii, jako jeden z pierwszych opisując konflikty grecko-perskie używał „zgreczonych” nazw terytoriów wroga. Nieporównywalnie największy jednak wkład w nazewnictwo europejskie wnieśli Rzymianie. Rozrost terytorialny cesarstwa rzymskiego, jak i rozbudowana infrastruktura biurokratyczna sprzyjały rozprzestrzenianiu się swojsko brzmiących nazw podbijanych krain. Łacińskie nazwy nadawane były nawet najmniejszym zakątkom, do których docierały legiony. Za wojskiem wiernie podążał także orszak urzędników państwowych odpowiedzialnych za kolonizację i opodatkowanie nowych zdobyczy cezara.  Europa północnowschodnia i środkowa pozostawała jednak poza zasięgiem armii Rzymu, chociaż należała do zasobnych w bogactwa części kontynentu. Wymiana handlowa pomiędzy ludnością zamieszkującą tereny obecnej Polski i cesarstwem rzymskim opisywana była przez wielu historyków i urzędników cesarstwa. Ciekawym aspektem jest tu handel bursztynem. Nazywany w Rzymie lyncurium, czyli mocz rysia, według legendy złocisty kamień powstał ze skamieniałego moczu tego drapieżnika. Uważany był za przedmiot drogocenny, służący do wytwarzania biżuterii, ozdabiania garderoby, zastaw stołowych czy nawet mebli. Posiadał również szerokie zastosowanie w medycynie, jako talizman i środek do wytwarzania leczniczych olejów i syropów.

Jednym z najbardziej znanych opisów dotyczących „bursztynowego szlaku” jest sprawozdanie sporządzone z wyprawy do brzegów Bałtyku, która miała miejsce w okresie rządów Nerona. Pliniusz Starszy (23-79 n.e.) opisał w szczegółowy sposób transport olbrzymiej ilości bursztynu z Zatoki Gdańskiej do Rzymu, gdzie użyto go do ozdobienia prywatnej areny Nerona. Według opisów, cała podłoga wyłożona została tym drogocennym kamieniem. Istnieją również wcześniejsze opisy terenów Europy środkowo-wschodniej zawarte w traktacie Pyteasza z Massalii O Oceanie z IV wieku p.n.e. Z terenów tak zwanego Barbaricum przywożono do Rzymu wiele innych materiałów i produktów. W tym samym czasie, gdy rzymscy kupcy prowadzili ożywiony handel z terenami obecnej Polski, legiony podbijały całą Europę zachodnią lądując nawet w Wielkiej Brytanii. Dlaczego Rzymianie nigdy nie zdecydowali się na podbicie tych tak przecież bogatych terenów Europy?

W uzyskaniu odpowiedzi na to pytanie pomóc może nam słownik łacińsko-polski. Pod znajomo brzmiącym hasłem „Pollens” czytamy: „silny, mocny, potężny, wpływowy, skuteczny”. Czyżby te cechy antycznych mieszkańców obecnej Polski tak skutecznie odstraszyły niepokonane legiony Rzymu? Warto by tu przypomnieć, że nasi najbliżsi sąsiedzi z zachodu, będący spadkobiercami Cesarstwa Rzymsko-Niemieckiego, nazywają nas od wieków – Polen?!

W naszym ojczystym języku określenie „pole” nie odnosi się tylko do miejsca uprawy roślin, ale także używane jest, jako pole walki czy pole chwały. Trudno raczej posądzać adiutanta opisanego przez Adama Mickiewicza w „Reducie Ordona” o nadglądanie wzrostu ozimin czy innych roślinek, choć wyraźnie mówi: „Wstąpiłem na działo i spojrzałem na pole”. Dalsza część wiersza, będącego jednym z najpiękniejszych poetyckich opisów wojennych, nie pozostawia złudzeń, co miał na myśli nasz Wieszcz. Literatura Polska przepełniona jest takimi przykładami.

Około 600 lat p.n.e. plemiona Sarmatów, wywodzących się z terenów północnej Persji, rozpoczęły ekspansję na północ, by na przełomie I wieku p.n.e. dotrzeć do wybrzeży Bałtyku, wypierając dotychczasowych panów tych ziem – Scytów – dalej na północ i zachód Europy. Pierwsze wzmianki w historiografii rzymskiej dotyczące ludów Sarmackich znaleźć możemy u Herodota, Hipokratesa i Strabona. Niebywała waleczność i niespotykana taktyka walki do złudzenia przypominająca działanie dzisiejszych oddziałów specjalnych, przyczyniła się do powstania wielu legend, z których najbardziej znana mówiła o Sarmatach, jako potomkach najbardziej mężnych Scytów i mitycznych, wojowniczych Amazonek. Sarmaci byli ludem składającym się z wielu plemion, które w razie zagrożenia jednoczyły siły. Struktura władzy opierała się na systemie do złudzenia przypominającym republikę, gdzie członkowie społeczności cieszyli się szeroko pojętymi swobodami wybierając swoich przedstawicieli sprawujących władzę. Wierzenia Sarmatów opierały się o harmonię z naturą, kult słońca i ognia. Informacje o pochodzeniu Polaków od tego walecznego narodu istniały w formie przekazów i tradycji od zarania naszego państwa, w formie drukowanej ukazały się za sprawą Alessandro Guagnini. W 1578 r. wydano w Krakowie traktat jego autorstwa zatytułowany: Sartmatiae Europeaedescriptio. W 1611 r. przetłumaczono go na język polski. Sarmatyzm stał się wiodącym nurtem w kulturze Polski, a idee wolności i tolerancji z niego wypływające były ewenementem pośród zarządzanych „twardą ręką”monarchii absolutystycznych ówczesnej Europy. Polska stała się oazą wolnomyślicieli i religijnych innowierców prześladowanych w innych krajach. Dopiero „Potop Szwedzki” i otwarte poparcie ludności protestanckiej dla wroga zmieniło nieznacznie stosunek rządzących do mniejszości. Niestety, w późniejszych dziejach naszego kraju mniejszości narodowe i religijne wniosły jeszcze bardziej niechlubny wkład w tragiczne dzieje Polski. Rozbiory spowodowały całkowite zatracenie znaczenia sarmatyzmu. Zaborcy rozumieli niebezpieczeństwo spajającej naród polski ideologii i przy pomocy propagandy i terroru postanowili zniekształcić, wyśmiać, a w końcu zanegować pochodzenie genealogiczne. Komuniści kontynuowali „tradycję” poprzedników. Sarmata przestawiany był, jako warchoł, pijak i awanturnik odpowiedzialny za upadek Rzeczpospolitej. Fakty historycznej potęgi Polski w okresie rozkwitu idei sarmacji w wygodny sposób przemilczano. Nie można jednak zapomnieć o Polakach, jako jedynej armii w historii, która przejęła kontrolę nad Moskwą i carach Rosji oddających hołd królowi polskiemu w Warszawie. Uratowanie Europy Zachodniej przed zalewem islamu przez Polskę, z jej najpotężniejszą armią ówczesnych czasów pod wodzą Jana Sobieskiego, także wydarzyło się w okresie sarmackim.

W Polsce, jako pierwszym kraju świata nowożytnego, władza wybierana była przez zgromadzenia, których delegaci wybierali później władze najwyższe – łącznie z królem, będącym jakby dożywotnim prezydentem. Polacy mogą się także poszczycić drugą po amerykańskiej, a pierwszą w Europie konstytucją. Jako zarzewie idei wolności i tolerancji sarmatyzm stał się źródłem natchnienia ruchów wyzwoleńczych w innych państwach, stał się także największym niebezpieczeństwem dla sąsiadujących monarchii absolutystycznych. Rozbicie militarne Polski, choć możliwe przy ataku z trzech stron, kosztowałoby Rosję, Niemcy i Austrię zbyt wiele, nie dając pewności zwycięstwa. Dla unicestwienia największej potęgi militarnej i jednej z największych gospodarek tamtego okresu użyto wewnętrznej „słabości” sytemu – tolerancji. Daleko posunięta i prawnie usankcjonowana tolerancja sprzyjała rozwojowi wewnętrznych grup nacisku finansowanych przez sąsiednie mocarstwa. Od wieków zakorzenione w społeczności polskiej, lecz kultywujące swoje kultury grupy etniczne upatrywały w upadku Polski zysków materialnych, a nawet stworzenia zarządzanych przez siebie mikroregionów. Brak instrumentów prawnych oraz granicząca z naiwnością opartą w chrześcijaństwie łatwowierność nie miały szans z systemami przebiegłej filozofii azjatyckiej. Spowodowany tym wewnętrzny rozłam zmienił Polskę w łatwy łup, doprowadził też do zniknięcia z mapy Europy.

Idee sarmatyzmu powróciły w okresie zaborów w epopejach narodowych będąc po raz kolejny spajającym elementem kultury polskiej. Dwieście lat zniemczania i rusyfikacji nie przyniosło zamierzonych efektów. Tożsamość narodowa i głęboko zakorzeniona kultura pozwoliły na błyskawiczne odrodzenie Polski, a powrót do idei sarmatyzmu – natychmiastowy rozwój gospodarczy i militarny kraju.

Deprecjonowanie polskiego sarmatyzmu przez naszych wrogów i stwierdzenia „historyków” na ich usługach udawadniających „baśniowość” całej idei znalazły wreszcie naukową konkluzję. Przeprowadzone niedawno badania genetyczne wyłoniły haplogrupę R1a1 chromosomu męskiego „Y”, która wywodzi się z obszarów zamieszkiwanych przez plemiona Sarmatów. W wielu państwach europejskich znajdujemy „nosicieli” tej haplogrupy, jednak wariancja sekwencji rejonu mikro satelitarnego chromosomu „Y” jest większa dla polskiej populacji niż kumulacyjnie dla reszty europejskiej populacji. Cechy Sarmatów odziedziczyliśmy genetycznie, czy to się komukolwiek podoba czy nie.

Umiłowanie do wolności i sprawiedliwości Polacy roznieśli po całym świecie. Pod hasłem „Za wolność naszą i waszą” żołnierze polscy walczyli na frontach praktycznie wszystkich wojen. Do tej pory na Haiti używane jest określenie „odważny jak Polak” i czczone są miejsca ich bohaterskich czynów.

Każdego, kto choć w niewielkiej mierze interesuje się historią nie trzeba przekonywać o waleczności Polaków udowadnianej we wszystkich wojnach przetaczających się przez terytorium Europy. Waleczność i męstwo Polaków znane były na całym świecie jeszcze do końca II wojny światowej, po zakończeniu której pamięć ta była systematycznie zwalczana, zarówno w okupowanym przez komunistów kraju, jak i za granicą. W dzisiejszych czasach, gdzie skuteczna, wieloletnia manipulacja socjotechniczna doprowadza do wynarodowienia coraz to większej części społeczeństwa nadal widoczna jest w naszym charakterze bojowość i przysłowiowa „porywczość do szabli”.  Jest to w dużej mierze następstwem burzliwej historii i ciągłych wojen, które od zarania naszych dziejów były nierozerwalnym elementem życia Polaka. Od dziecka wpajano młodym chłopcom umiejętność walki i co za tym idzie twardość charakteru żołnierskiego wychowania. W rzeczywistości pokolenie osób urodzonych po wojnie jest pierwszym pokoleniem Polaków w całej ponad tysiącletniej historii, które przez tak długi okres nie doświadczyło dotychczas wojny. Na szczęście nowa generacja, wychowana już w postkomunistycznej Polsce, zaczyna sięgać do swoich korzeni i patriotyzmu, znów zaczyna być „na czasie”.

Nie tylko z bronią w ręku nasi przodkowie stawiali czoła niesprawiedliwości i uciskowi. W 1619 r. w Jamestown grupa polskich emigrantów zorganizowała strajk protestując przeciwko dyskryminacji obywateli nieanglosaskiego pochodzenia i niedopuszczeniu ich do lokalnych wyborów. Nikt by się zapewne tym strajkiem nie przejął, gdyby nie fakt, że to Polacy byli jedyną grupą wykwalifikowanych fachowców, którzy wykopali pierwszą studnię, założyli tartak, produkcję smoły, konopi, mydła, szkła, płótna i wielu innych towarów. Odmowa sprzedaży produktów i wykonywania pracy zmusiła władze Wirginii do ustąpienia i sądowej deklaracji uznającej racje Polaków (orzeczenie sądowe można znaleźć w Bibliotece Kongresu USA). Polacy byli „ojcami” amerykańskiego przemysłu, pierwszymi organizatorami politycznego strajku, a także przywieźli ze sobą z kraju grę w „palanta”, która przerodziła się w amerykański narodowy sport – baseball. Ciekawostką jest tu również fakt, że oryginalnie w języku angielskim nazywano nas „Polonians”, a nie „Poles”(kołki) czy „Polish” (polerować). Określenia te pojawiły się znacznie później i zapewne wyszły z tego samego źródła, co „polskie dowcipy”.

Ci, których los rzucił poza granice naszego kraju widzą na codzień jak wielu z nas potrafiło natychmiast odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nasze cechy narodowe jak pracowitość, wytrwałość, uczciwość i zaradność przynoszą efekty materialne wbrew obiegowym „historyjkom” stwarzanym, by rozbić nasze poczucie wartości. Według statystyk firmy ubezpieczeniowej „Metlife”, jako grupa etniczna plasujemy się na 3-4 miejscu, jeśli chodzi o ilość posiadanych domów i największych wkładów oszczędnościowych w USA. Pojęcie patriotyzmu w XXI w. musi łączyć się nierozerwalnie z poprawą swojej sytuacji finansowej i bliską współpracą w tej dziedzinie z członkami naszej grupy etnicznej. Tylko w ten sposób będziemy w stanie stworzyć silny, stabilny i zjednoczony naród.

Nie przypadkowo moje przemyślenia zatytułowałem „Polemos pater panton” (Walka jest ojcem wszech rzeczy). Sformułowanie to wypowiedziane przez Heraklita 500 lat przed naszą erą jest tak samo aktualne teraz i odnosi się zarówno do świata fizyki atomowej, jak i stosunków międzyludzkich. Walka o wolność i suwerenność przeniosła się z okopów i szańców na obszar, w którym karabin zastąpiła pomysłowość i wiedza, a amunicję – praca i wytrwałość w dążeniu do celu. Pozostało sięgnąć do korzeni i – jak starożytni Sarmaci – zjednoczyć się w wspólnej walce. Przecież jesteśmy w tym dobrzy!?