Strona główna / Historia / Michał Sokolnicki i jego służba Polsce

GP #11, 21 maja 2011 r.

Michał Sokolnicki i jego służba Polsce

EDWARD DUSZA

Życie Michała Sokolnickiego to typowe dzieje ludzi tego pokolenia, które miało nieszczęście patrzeć na upadek własnego kraju i za jego wolność gotowe było do największych ofiar.

Młodość upłynęła mu w czasie panowania ostatniego króla elekcyjnego, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Żył w domu zamożnym, oboje rodzice pochodzili z dobrych rodzin szlacheckich: ojciec Franciszek był podkomorzym królewskim i chorążym gnieźnieńskim, matka, kobieta niezwykłej urody – Urszula Pokłatecka, wywodziła się z dobrej kaliskiej rodziny ziemiańskiej, w której męscy członkowie piastowali urząd podkomorzych.

Śladem ojca i dziadka młody Michał, wierny rodowym tradycjom, wybrał karierę wojskową. W roku 1777 był w Szkole Kadetów w Warszawie, następnie w Korpusie Inżynierów, później zaś na studiach w Saksonii. I tu właśnie spotkał Sokolnicki Henryka Dąbrowskiego, który odegrał później ogromną rolę w jego życiu, będąc jego długoletnim towarzyszem broni i wodzem. Do żołnierskiego zawodu był doskonale przygotowany, zdobywając na studiach ogromną inżynierską wiedzę, zasady strategii i organizacji militarnej. W Wilnie, wraz z Jasińskim, opracował plany stworzenia Szkoły Inżynierów dla Wielkiego Księstwa Litewskiego.

W roku 1792 brał udział w wojnie z Rosją, fortyfikował m.in. Grodno i pełnił czynności kwatermistrza armii. W 1794 r., po krótkim pobycie w dobrach w Wielkopolsce, trafił znowu do Warszawy, gdzie przyprowadził tabor zdobyty na wrogu pod Radzyminem, za co natychmiast otrzymał stopień pułkownika. Wystawił również na własny koszt pułk strzelców konnych. Posiadał ogromne zaufanie Tadeusza Kościuszki, który mianował go wodzem powstania w Kaliskiem. Brał udział w wypadach na teren zaboru pruskiego. Czynny na arenie wojny do końca, otrzymał za dokonania bojowe stopień generała majora. Kiedy nastapiła kapitulacja, nie podpisał jej i trafił do więzienia w Petersburgu, podobnie jak Kościuszko.

Te trudne czasy upadku Rzeczypospolitej, lata rozpaczliwej walki narodu o poprawę ojczyzny, wspaniały, nie tylko pod względem rozwoju kultury, okres panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego – były znakomitą szkołą dla młodych, którym potrzeba ojczyzny stworzyła szerokie pola działalności. Zabrzmi to może staroświecko i w dobie spłycenia i zwulgaryzowania pojęcia obywatelskiego prawie śmiesznie, ale można powiedzieć, że ostatnie lata przed rozbiorami były dla Polaków ogromnym egzaminem patriotyzmu. Michał Sokolnicki zdobywał wówczas najwyższe odznaczenia...

Po opuszczeniu więzienia rosyjskiego wyjechał do Paryża, gdzie znowu pogrążył się w pracach na rzecz Polski. Tu padła po raz pierwszy myśl stworzenia Legionów i zwołania polskiego Sejmu na terenie Italii.

Rozpoczął się jeden z najpiękniejszych okresów polskiej walki narodowo-wyzwoleńczej. Słowo romantyczne i wielkie, wyraz przeogromnej tęsknoty Polaków za wolnym krajem, wielka nadzieja: Legiony!

Nadzieje te trwają do dzisiaj w poezji i w pieśni, a naszym Mazurku, który ze zwykłej piosenki stał się dostojnym hymnem narodowym. Sokolnicki miał ogromny udział w pracach nad przygotowaniem gruntu wygnańczego pomysłu: pisywał memoriały do ówczesnego rządu francuskiego, opracowywał wojskowe projekty, planował akcje bojowe, wreszcie wraz z innymi opracował szlak dla emigracyjnego wojska. Według pierwotnych planów, Legion miał podjąć wojnę z Austrią, wsparty zaczepną akcją turecką, wrócić do Polski i w oparciu o miejscowe siły przywrócić niezależność kraju.

Wiemy, że niewiele wyszło z dążeń twórców tego emigracyjnego wojska. Polityka francuska, która odgrywała tak ogromną rolę w planach Polaków, uległa nagle zmianie, Napoleon wybrał się do Egiptu. Nastąpił okres oczekiwań. Emigranci zawsze cierpliwie na coś czekają. Zazwyczaj na klęskę.

Sokolnicki był mądrym, wykształconym człowiekiem o ogromnych horyzontach, doskonale obeznany w polityce światowej. A jednak... uwierzył Napoleonowi i związał się z nim. Wierzył też w idee Legionów. Odbył podróże do kraju, werbował tam ochotników do wojska. Pamiętacie Popioły? Tak się to właśnie odbywało jak opisywał Stefan Żeromski. Młodzież uciekała z dworów i pałaców do Italii, do wojska; za nimi szedł płacz rodziców.

W roku 1799 Legion został ostatecznie zorganizowany i nazwano go „Naddunajskim”; o dziwo, nie polskim. Epopeja polskiego żołnierza w tych emigracynych oddziałach wywołuje dzisiaj u nas rozgoryczenie i smutek. Wiemy, że Legion służył przede wszystkim interesom wojskowym Francji. Tak naprawdę, Napoleon wcale nie przejmował się przyszłością kraju nad Wisłą. Po dość bezładnych działaniach militarnych na terenie Włoch nastąpiła likwidacja polskiego Legionu, zdegradowanie go do półbrygady wojska napoleońskiego.

Co zostało ze szczytnych polskich nadziei? Co wynikło z zapatrzenia się w hasła wielkiej Rewolucji Francuskiej, z wiary w geniusz Napoleona? Polacy brali udział w walkach z powstańcami w Apeninach, zaś sam Sokolnicki poszedł na służbę do króla Obojga Sycylii. A potem nastąpiła zdrada samej rewolucji; mały Korsykanin koronował się w Paryżu na cesarza Francji. Sokolnicki był obecny na koronacji. Jeszcze ciągle wierzył, że Napoleon może zrobić wiele dla Polski. Gorączkowo przygotowywał memoriały. Rozgromienie przez Napoleona Prus było jakby potwierdzeniem jego nadziei. Znowu służył w wojsku cesarzowi, w Bydgoszczy objął dowództwo nad powstańcami, próbował kłaść podwaliny pod nową polską armię. Za służbę wojskową, za oblężenie Gdańska, Heyburz, Stolpę otrzymał na polecenie Napoleona odznaczenie Wielkiego Orła Legii Honorowej, zaś w 1808 r., w nowo zorganizowanej formacji wojsk dla Księstwa Warszawskiego – stopień generała brygady. Po nawale austriackiej, wymierzonej przeciwko Księstwu Warszawskiemu, Sokolnicki mianowany został generałem dywizji wojsk. Ale niedługo służył temu maleńkiemu państwu polskiemu. W 1812 r. wezwany został przez Napoleona do Paryża, by tutaj wraz z księciem Józefem Poniatowskim służyć Cesarstwu wiedzą na temat Rosji – szykowała się bowiem nowa wojna, nowy wielki projekt. Polacy znów mieli nadzieję, że ich ojczyzna wróci do dawnych, świetnych granic.

Sokolnicki trafił do sztabu Wielkiej Armii francuskiej i pozostawał pod bezpośrednimi rozkazami Napoleona. On to, w najbardziej ryzykownym momencie, kiedy Napoleon kontynuował marsz na Moskwę, radził, i słusznie, powrót na Liwę. Trwał do końca przy Napoleonie, poprzez wszystkie dni jego niepowodzeń i upadków, aż do chwili abdykacji cesarza Francuzów.

Wraz z gwiazdą Napoleona kończy się ogromna działalność Sokolnickiego. Przybył jeszcze do powstałego po Kongresie Wiedeńskim Królestwa Polskiego, przywożąc trumnę z ciałem księcia Józefa Poniatowskiego. Jednakże nie widział już dla siebie miejsca w działalności publicznej. Wrócił do swojego majątku w Wielkopolsce, gdzie prowadził ciche, rodzinne życie. Jego powrót do Warszawy zakończył sie tragicznie – w czasie przeglądu wojsk na placu Saskim doznał śmiertelnego upadku z rozhukanego konia.

Był postacią ze wszech miar tragiczną. Nie lubili go pdwładni. Zazdroszczono mu sukcesów, wiedzy wojskowej, wykształcenia. Ogromnie ambitny, nie potrafił opanować swego temperamentu i dostrzec racji innych. To, że był nieprzystępny, wyniosły i zimny, pogarszało jeszcze bardziej jego kontakty z rodakami za granicą. Nie dowierzali mu również Francuzi, był za bardzo polski i samodzielny. Napoleon nie lubił mieć wokół siebie ludzi zbyt wybitnych, czego dowodem może być los Sułkowskiego. I ten niezmiernie wykształcony, obyty człowiek spotykał się często nie tylko z obojętnością, ale wręcz wrogością swego otoczenia.

Warto przypomnieć jeszcze o osiągnięciach Sokolnickiego poza wojskiem: był członkiem Akademii w Genewie i w Nancy, członkiem korespondentem Instytutu Francuskiego i Akademii Nauk w Paryżu. Interesował się fizyką, hydrauliką, geodezją, także rzemiosłem, kierując Wydziałem Kunsztów w Towarzystwie Gospodarczo-Rolniczym w Warszawie. Doskonale znał język francuski, interesowała go również sztuka, zakupił w Europie do zbiorów Czartoryskich w Puławach cenne dzieła. Próbował nawet pisywać wiersze, co rzeczywiście trudno pogodzić z jego techniczno-wojskowymi zainteresowaniami.

Nie zaliczamy go w poczet ulubionych bohaterów narodowych. A niesłusznie. Wiele narodów byłoby dumnych, posiadając w swoich dziejach taką barwną i nieprzeciętną postać. Żył lat 56. Zdawałoby się, krótko. Zrobił jednakże wiele. Odnajdzie go na nowo i przywróci do życia cierpliwy i sprawiedliwy historyk polskich dziejów.