Strona główna / Historia / Ostatni imperator Rosji

GP #23, 3 listopada 2012 r.

Ostatni imperator Rosji,
czyli dyktator w jedwabnym szlafroku

EDWARD DUSZA

Mikołaj II
Car Mikołaj II

Gdyby Lenin mógł to zobaczyć! Człowiek, którego tak bardzo chciał wymazać z pamięci narodu i z kart historii, „zmartwychwstał” po dziesiątkach lat zapomnienia. Mikołaj II, skazany przez komunistów na wieczną niepamięć, wrócił zza grobu w glorii świętości – dzisiaj jest obecny w swoim kraju może bardziej niż za życia. Został uznany, wraz z członkami swojej rodziny, za świętego Kościoła prawosławnego. W dzisiejszej Rosji, kiedy ciągle są żywe marzenia o restaurowaniu ustroju monarchicznego, zamordowany przez bolszewików Mikołaj II jest szlachetną ikoną narodową w tym samym stopniu co truchło Lenina jest gnojem historii. I – jak twierdzi się w dzisiejszej Rosji – cały trud światowej żydokomuny poszedł na marne...

Mikołaj II był jednak dziwnym człowiekiem na tronie. W pewnym stopniu przypominał innego koronowanego marzyciela, tragicznego Ludwika XVI. Podobnie jak on, Mikołaj Romanow oddzielił się bardzo szczelnie od ludzi. Tylko niewielu dworaków znajdowało się w pobliżu pary monarszej. Car i carowa rzadko też przebywali w pałacu petersburskim – na miejsce zamieszkania wybrali sobie siedzibę skromniejszą i bardziej przytulną w Carskim Siole.

Panowanie Mikołaja zaczęło się pod fatalną gwiazdą. Jak wiemy, jego ojciec Aleksander III zmarł nagle, tak że ślub Mikołaja z księżniczką heską Alicją (Alix) przypadł na okres uroczystości żałobnych. Dziadek Mikołaja, Aleksander II, zginął rozszarpany bombą zamachowca. Tron carski splamiony był krwią, wszyscy żyli w przeświadczeniu, że lada moment może nastąpić tragedia, że znowu może dojść do jakiegoś krwawego zamachu. Również same uroczystości koronacyjne młodej pary cesarskiej nie pozbawione były elementów dramatycznych. W wyniku nieszczęśliwego wypadku uległo zatratowaniu trzy tysiące osób. Kiedy jeszcze zbierano trupy, młody car tańczył właśnie na uroczystym balu dworskim...

Innym razem, w czasie uroczystości na cześć cara, zdarzył się nowy nieszczęśliwy wypadek. Na oczach monarchy i całego dworu zatonął okręt, na którego pokładzie znajdowało się trzysta osób. Tylko kilka z nich zdołano uratować. Nie należy się dziwić, że wobec tych wypadków ludność imperium zaczęła przypominać przepowiednię bogobojnego mnicha i proroka, Serafima z Sarowa z monasteru Zaśnięcia Matki Bożej, że „za panowania cara będącego przy władzy na początku XX wieku nawiedzą państwo nieszczęścia różnego rodzaju, jak nędza, wojna i bunty”. Co więcej, ten sam wielki święty przepowiedział I wojnę światową, wojnę domową w Rosji i ogrom nieszczęścia, jaki spadnie na państwo Mikołaja II. W tę groźną przepowiednię wierzył również Mikołaj II, który pozostawał pod wielkim wpływem nauk świątobliwego mnicha i bezpośrednio przyczynił się do przyspieszenia jego wyniesienia na ołtarze Kościoła prawosławnego.

Wydawać się może, że wszelkie poczynania tego cara miały zawsze smutny koniec, jakby ciążyło nad nim jakieś przekleństwo. W ciągu jego, krótkiego zresztą, panowania Rosję nawiedziły rozliczne nieszczęścia: bunty i rewolty, wojny, niepowodzenia w polityce zagranicznej, w końcu rewolucja, która zmiotła Romanowych z tronu Rosji. W tej rewolucji śmierć poniosła cała najbliższa rodzina Mikołaja. Kiereński rozgościł się – w imieniu ludu – w pałacu carskim i sypiał nawet w łóżku cara...

Co prawda, Mikołaj II był najbardziej niewłaściwym człowiekiem na niewłaściwym miejscu. Gdyby był pomniejszym gubernatorem gdzieś na prowincji, na pewno byłby szanowany przez ludzi – żył bowiem skromnie, często chodził w tradycyjnym ludowym, chłopskim stroju, kochał – może bardziej niż tron – swoją rodzinę. Niestety, los postawił go u steru olbrzymiego państwa, a Mikołaj okazał się bardzo złym sternikiem. I co najważniejsze: najbardziej wielkie nieszczęścia państwowe nie zakłócały mu wcale sielanki domowej, owego tradycyjnego, mieszczańskiego życia. Córka, syn, ukochana żona – oni wszyscy przesłaniali mu państwo.

Oto, co opowiada o tych czasach pamiętająca je Polka, księżna Ludwika Czerska de Barbulante, która akurat przebywała w Petersburgu i widziała rodzinę cesarską: „Cesarzowa na pewno była panią dystyngowaną i skromną. Nigdy nie dała powodu do obmowy, strzegła swego szczęścia domowego. Wydawała się jednak obca, daleka, myśląca o czymś innym – jakby nieobecna. Car wykazywał zawsze olimpijski spokój, nawet wiadomość o niezadowoleniu poddanych, zagrożeniu tronu i klęskach militarnych nie zakłócała im rajskiego, spokojnego żywota w Carskim Siole. Martwili się jedynie o syna, któremu w każdej chwili mogło się przytrafić najgorsze...

A z małego Aleksieja nie spuszczał oka rosły marynarz, zawsze gotowy czy to do obrony, czy wezwania pomocy medyka, bo chłopiec był już wtedy naznaczony śmiercią... Wszyscy o tym mówili w St. Petersburgu i szczerze współczuli matce. Co prawda, podawano w wątpliwość ojcostwo Mikołaja II, przypisując je pewnemu medykowi-szarlatanowi z Francji, który za zgodą cesarza miał swobodny dostęp do sypialni cesarzowej, co krytykowała mocno i głośno matka monarchy i wielu członków rodziny carskiej”.

Inne wspomnienie, również Polki, Józefy hr. Mrozińskiej: „Pamiętam, wykonałam przepisowy dyg przed Jej Cesarską Mością. Carowa patrzyła na mnie, usłyszała pewnie wymówione nazwisko naszej rodziny, polskie oczywiście. »Jaka pogoda jest w Warszawie?« – zapytała, patrząc gdzieś daleko za mnie, zupełnie tak jakby mnie nie było. Nie interesowała się też odpowiedzią, nie sądzę, by do niej dotarła. My przecież nie byliśmy poddanymi cara, bo przyjechaliśmy z Galicji na pogrzeb jednego z naszych polskich krewnych, który zmarł w Petersburgu. Nie wiem, czy cesarzowa wiedziała, że Polacy mieszkają również poza zaborem rosyjskim...”

Co prawda, politycy i ambasadorowie obcych państw uważali, że car Mikołaj II „miał najlepsze zamiary i wedle sił starał się służyć swojemu narodowi”, ale wszelkie jego rozporządzenia, chociażby wydane w najlepszej intencji, źle się kończyły, jak gdyby prześladowało cesarza jakieś fatum. A lud, który zawsze uważał cara za „dobrego ojczulka”, a tylko jego urzędników za złych ludzi, nazwał go krwawym.

Jak wspomniałem wcześniej, odgrodzony szczelnie od dworzan i arystokracji, urzędników i polityków, car z rodziną stworzył sobie sielankową atmosferę w Carskim Siole. Na zewnątrz trwały bunty, dochodziło do zamachów i demonstracji, egzekucji, zesłań i mordów – a car prowadził „życie bez najmniejszej troski”, gdy wyjeżdżał na polowania lub na spacery, gdy grywał w tenisa, pływał lub wiosłował. Po części przypisywał lud tę dziwną obojętność cara wobec wszelkich nieszczęść zupełnemu brakowi uczuć i serca. Niejeden z dworzan, ministrów i ambasadorów mógł podawać konkretne wypadki, gdzie car okazywał ten dziwny brak zrozumienia dla kłopotów i cierpień swoich poddanych.

A carowa? Nie była lubiana ani przez rodzinę carską, ani przez swoich poddanych. Lud widział w niej Niemkę, jej przypisywano winę za to, że car był właśnie taki, jaki był. Przy tym carowa urodziła początkowo tylko córki, a wszyscy czekali na następcę tronu. Kiedy w końcu przyszedł na świat oczekiwany syn, okazało się, że jest on obciążony hemofilią (choroba niekrzepliwości krwi). Dziecku w każdej chwili groziło niebezpieczeństwo śmierci.

Alicja Wiktoria Helena Ludwika Beatricze Hessen-Darmstadt, czyli późniejsza cesarzowa Aleksandra Fiodorowna, poślubiając cara zmieniła religię i przeszła na prawosławie. Była niesłychanie religijna, przy tym zabobonna. Otaczała się różnymi „ludźmi bożymi”, u nich szukała ratunku w swoich kłopotach życiowych. Stąd też i kariera Rasputina, jak również wzrost znaczenia duchownych otaczających dwór. Niestety, ostatnia carowa Rosji nie miała w sobie nic z wielkości Katarzyny II. Była zwykłą, lękliwą kobietą, która nagle znalazła się na tronie olbrzymiego państwa. Nie zrobiła niczego dla swoich poddanych, a przez uleganie zabobonom sprowadziła na Rosję nieszczęście, jakim niewątpliwie był Rasputin. Car i jego rodzina zginęli w wyniku rewolucji. Zamordowani zostali bez sądu – ot, po prostu zadecydowano, że należy ich rozstrzelać. Mały następca tronu, Aleksander (Aleksy), o którego życie tak dbano na carskim dworze, zginął od bolszewickiej kuli... Ale los ten zgotowali mu rodzice przez swoje postępowanie. Pragnęli uchronić go od śmierci, ale nie potrafili dojrzeć innego niebezpieczeństwa, które wisiało nad jego głową.

Rasputin powiedział na krótko przed swoją śmiercią: „Jeśli ja umrę, straci car wkrótce władzę i koronę!”. Zadziwiające! Podobnie jak w wielu wcześniej rzuconych proroctwach, Rasputin się nie mylił.