Strona główna / Historia / Anusia zaczynała od Bartusia

GP #8, 9 kwietnia 2011 r.

Anusia zaczynała od Bartusia

MACIEK MAJEWSKI

Przez kilka lat wojny można było słuchać w Polsce audycji radiowych o sytuacji w kraju. Wszyscy byli przekonani, że radiostacja Świt, zwana pieszczotliwie Anusią, mieści się gdzieś w Polsce. Tylko kilka osób znało tajemnicę, że Anusia nadawała z terytorium Anglii.

Brytyjczycy zaczęli przygotowania do tego projektu jeszcze przed wojną. Anthony Eden, ówczesny minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, chciał stworzyć możliwość oddziaływania propagandowego na wypadek wojny. Potem, gdy wybuchła wojna, przez rok pertraktowali z gen. Władysławem Sikorskim. Z tych rozmów nie zachowały się żadne dokumenty, wszystko odbywało się „na gębę”. Generał zastrzegł, że dobierze personel, który będzie opłacany przez polski rząd. Do Anglików należało zabezpieczenie techniczne.

W majątku księcia

Na siedzibę rozgłośni wybrano Bletchley Park w Woburn Sands, wspaniałą siedzibę księcia Bedford. Hastings William Sackville Russell, czyli. 12. Duke of Bedford, podpadł władzom angielskim zbyt proniemieckimi sympatiami. Los swojego majątku przypieczętował stwierdzeniem, że gdyby był premierem, napisałby list do Hitlera z przeprosinami.

Majątek duke’a nadawał się idealnie na sekretne działania, otoczony wysokim murem leżał blisko stacji kolejowej łączącej Oxford i Cambridge. Oba prestiżowe uniwersytety dostarczały specjalistów do odkodowywania niemieckich depesz, bo właśnie w Bletchley Park Anglicy stworzyli centrum odczytywania szyfrów Enigmy, którą Niemcy uważali za nie do złamania. Jednak dzięki specjalistom z Polskiego Biura Szyfrów, którzy na pięć tygodni przed wybuchem wojny złamali kod, Anglicy mogli przechwytywać depesze wroga. Dzisiaj ocenia się, że skróciło to wojnę o przynajmniej dwa lata.

W Bletchley Park szkolili się także polscy cichociemni przed przerzutem do okupowanej Polski.

Z rozkazu generała

Pierwszą pracownicą radiostacji Świt została pani Wala Stocker. Do pracy w angielskim centrum wywiadu trafiła pod koniec 1942 r. oddelegowana osobiście przez gen. Sikorskiego, którego była sekretarką.

– Pierwsze audycje zostały nadane w Zaduszki 1942 r. Składały się z komunikatów, nowości prasowych – wspomina pani Wala.

Po kilku tygodniach nadawania do Świtu dołączył drugi pracownik, Stefan Świetlik. Potem zespół zasilił Czesław Straszewicz, pisarz, który wraz z Witoldem Gombrowiczem wypłynął ostatnim przedwojennym rejsem transatlantyku „Chrobry” z Gdyni do Argentyny. Gdy dowiedział się o wybuchu wojny, wrócił tym samym statkiem do Wielkiej Brytanii. Straszewicz, który się jąkał, gdy siedział przed mikrofonem, mówił normalnie.

Sygnałem audycji była melodia „Bartoszu, Bartoszu, oj, nie traćwa nadziei...”, nagrana na fujarce przez polskiego kuriera Marka Celta.

Początki były trudne, ale Walę trzymała nadzieja, że słyszą ją w kraju. I przed Bożym Narodzeniem nadeszła wiadomość, że audycja jest odbierana, a ludzie są przekonani, że nadajnik znajduje się gdzieś w Polsce.

O to właśnie chodziło. Bo o prawdziwej lokalizacji Świtu wiedzieli tylko pracownicy radiostacji, Naczelny Wódz oraz dwie osoby w Polsce: Zofia i Stefan Korbońscy.

Tajemnica Świtu

Stefan Korboński był szefem Kierownictwa Walki Cywilnej i członkiem Komendy Głównej AK w okupowanej Polsce. Ale informacja, że Świt nadaje z Anglii, a nie z Polski, była ściśle strzeżoną „tajemnicą Naczelnego Wodza”. Określenie to w praktyce oznaczało, że Korbońscy o miejscu nadawania audycji nie mogli powiedzieć dosłownie nikomu. Ani przebywającemu w Polsce delegatowi rządu na kraj Janowi Jankowskiemu, ani nawet komendantowi głównemu AK gen. Stefanowi Grot-Roweckiemu. Prawdziwej lokalizacji Świtu nie znał też legendarny kurier Jan Nowak-Jeziorański, który był przekonany, że audycje nadawane są z Polski.

To Korbońscy codziennie nadsyłali wiadomości z Polski. Dzięki radiostacji KWC, która działała od sierpnia 1941 r., każdego dnia aż do końca wojny, bez przerwy, utrzymywano łączność z Londynem.

– Tajemnica Świtu opierała się na naszej codziennej robocie. Gdyby Stefan (Korboński) nie wychodził dzień w dzień o 6:00 rano na miasto, żeby zdobywać materiał, i gdyby od razu nie wracał do domu, dzięki czemu ja mogłam przyniesione informacje zaszyfrować i zanieść do radiostacji, to by się to nie udało. Dzięki temu w Londynie odbiorcy naszych depesz mogli w ciągu paru godzin nadać drogą radiową najnowsze wiadomości dla słuchaczy – powiedziała Zofia Korbońska w jednym z wywiadów.

Korbońscy, którzy tak długo przekazywali informacje do Londynu, ogromnie ryzykowali, kilka razy cudem uniknęli wpadki.

Innym źródłem informacji z kraju byli kurierzy.

– Oni informowali nas o szczegółach życia codziennego w Polsce, zmianach w języku, słownictwie, byśmy uniknęli jakiejś gafy – mówi Wala.

Gra toczyła się o to, by wierzono, że Świt nadaje z Polski. Dlatego czasami spikerzy przerywali w pół słowa, by rozpocząć nadawanie za jakiś czas, stwarzając pozory zagrożenia i konieczność ewakuacji radiostacji.

Szpieg, piłkarz i Dżimuś

Poczatkowo, by uniknąć pomyłki, audycje nagrywano na płyty.

Gdy szefami „domu czy polskiego zespołu radia Świt” zostali major Bryson i Squadron Leader Calder, audycje leciały na żywo.

Obaj znali polski. Bryson miał ciekawe życie, był niegdyś konsulem brytyjskim w Rydze, służył nawet w carskiej armii, a fama głosiła, że podczas I wojny światowej wysadził most w Stambule. W Polsce zajmował się handlem drewnem, ale to była chyba tylko przykrywka całkiem innej, niehandlowej działalności. Calder z kolei był piłkarzem Cracovii, przyjaźnił się ze środowiskiem „Zielonego Balonika”, miał romans ze sławną polską aktorką i cytował z pamięci „Słówka” Boya. Swojego psa nazwał z polska „Dżimuś”, którego wprost uwielbiali polscy spikerzy.

W Bletchley Park działało około 40 radiostacji, najwięcej niemieckich, ale nikt o nikim nie wiedział. Anglicy pilnowali, by nie było żadnych kontaktów i dekonspiracji.

– Na przepustkach w Londynie musiałam zachowywać kamienną twarz, gdy moi przyjaciele opowiadali o sympatycznej spikerce z polskiego radia, zakonspirowanego „gdzieś w Polsce”, nie wiedząc, że właśnie pociągają z nią whisky – opowiada Wala.

Angielskie podchody

Po pewnym czasie Anglicy zaczęli robić podchody, by uruchomić całkowicie zależną od nich stację, a nie od gen. Sikorskiego. Pomysł spalił na panewce, bo nie znali szyfrów i nie mieli chętnych do współpracy ze strony polskiej.

Świt był jedyną stacją niezależną od Anglików. W innych wypadkach Anglicy stawiali na kilka koni na raz. W wypadku Jugosławii, jedna stacja pracowała i sprzyjała komunistom Tito, inna królowi i Mihailoviczowi, a trzecia jeszcze komuś innemu.

Tajemnica miejsca nadawania radiostacji Świt, jej kamuflaż polegający na tym, że udaje, iż nadaje z Polski, została złamana dopiero po śmierci gen. Sikorskiego. Wówczas o jej prawdziwym obliczu dowiedział się gen. Kazimierz Sosnkowski, nowy Naczelny Wódz. Tajemnicę przekazał do Komendy Głównej AK, a ta zawiadomiła władze polskiego podziemia. Ale zwykli słuchacze do końca wierzyli, że audycja jest nadawana w kraju.

Radiostacja Świt, czyli Anusia zamilkła wraz z wybuchem powstania warszawskiego, gdy zaczęła nadawać radiostacja Błyskawica. Stacja Nadawcza Armii Krajowej działała do końca powstania. Ostatni komunikat nadano 4 października 1944 r.