Strona główna / Historia / Żołnierze wyklęci

GP #9, 20 kwietnia 2013 r.

Żołnierze wyklęci – żołnierze niezłomni

WŁADYSŁAW TRZASKA-KOROWAJCZYK

Od trzech lat 1 marca jest świętem państwowym, świętem Żołnierzy Wyklętych. Inicjatorem ustawy sejmowej w tej sprawie był śp. prezydent Lech Kaczyński. Datę tę ustalono na cześć IV Komendy Stowarzyszenia „Wolność i Niezawisłość”, której członkowie zostali zamordowani 1 marca 1952 r. w więzieniu na Mokotowie przez zbrodniarzy z UBP, kierowanych przez agenturę moskiewską z Bierutem, Bermanem i Radkiewiczem na czele.

Przez dwie dekady żadna z ekip rządzących III RP nie zdobyła się na uczczenie bohaterów II Konspiracji, zwanych żołnierzami wyklętymi. To oni rzucili swoje życie w obronie zniewalanej przez reżim bolszewicki ojczyzny. Walczyli w różnych formacjach, oddziałach i zgrupowaniach, takich jak NSZ, oddziałach partyzantów Armii Krajowej, Stowarzyszenia „Wolność i Niezawisłość”, konspiracyjnego Wojska Polskiego, 5 Brygady Wileńskiej AK „Łupaszki” i wielu innych formacji zbrojnych. Do legendy przeszli bohaterowie tamtych czasów: „Zapora”, „Warszyc”, „Harnaś”, „Ogień”, „Łupaszka, „Huzar”, „Młot”, „Wiktor” i setki innych żołnierzy wyklętych, a dzieje każdego z nich to odrębna bohaterska legenda. Ostatni z nich, Józef Franczak ps. „Laluś”, zginął w walce w obławie z UBP 21 października 1963 r. na Lubelszczyźnie.

Czerwonej ośmiornicy mało było zemsty w latach 40. i 50. Do dziś daje znać o swoim istnieniu, choć często jest to już drugie i trzecie pokolenie bandziorów UBP. Raz po raz opinia publiczna dowiaduje się o istnieniu tej ośmiornicy. We Wrocławiu zdewastowano wystawę poświęconą żołnierzom wyklętym, w Krakowie oblano farbą pomnik bohaterskiej dziewczyny ps. „Inka”, sanitariuszki od „Łupaszki”, w Lublinie lewackie bojówki pałowały manifestację czczącą bohaterów, było też szereg innych profanacji w wykonaniu czerwonej hołoty.

Jak silne są wpływy komunistów z PRL świadczy fakt, że przez dwie dekady temat żołnierzy wyklętych był tematem tabu. W tej sytuacji wiele daje do myślenia wypowiedź Adama Michnika „odpieprzcie się od generała” i określenia Kiszczaka „człowiekiem honoru” i bruderszafty redaktora Gazety Wyborczej z generałami, którzy wypowiedzieli wojnę narodowi polskiemu.

Jak wiadomo, w 1939 r. nastąpił IV rozbiór Polski – pakt Stalin-Hitler, podpisany przez Mołotowa i Ribentroppa, ministrów spraw zagranicznych ZSRR i III Rzeszy niemieckiej. W wyniku tego układu Polska znalazła się pod dwoma okupacjami, które oddzielały rzeki: Narew, Bug i San. Pod okupacją niemiecką Polacy zetknęli się z bolszewickim terrorem dopiero od lipca 1944 r., natomiast Kresy wschodnie z Wilnem, Polesiem, Wołyniem, Podolem, Lwowem miały do czynienia bolszewickim terrorem już od września 1939 r. Zorganizowany opór ludności Kresów wschodnich przeciw komunistycznemu najeźdźcy okupiony był śmiercią i kalectwem dziesiątków tysięcy bohaterskich żołnierzy i wywózkami na Sybir oraz do Kazachstanu setek tysięcy zesłańców. Tych ofiar było zapewne 1,5 miliona. Terror na Kresach wschodnich trwał do 22 czerwca 1941 r., kiedy to „sojusznik” Stalina Hitler ruszył na podbój ZSRR.

W czasie okupacji niemieckiej na Kresach zostało zorganizowane Polskie Państwo Podziemne z siłami zbrojnymi Armii Krajowej, mającej pod bronią kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Teren Kresów wschodnich, określanych przez Niemców jako Ostland, Sowieci uważali za swoje terytorium pod chwilową okupacją niemiecką. Na tym obszarze Sowieci organizowali swoją „partyzantkę”. Były to raczej bandy składające się z rosyjskich spadochroniarzy, zagubionych w odwrocie w czerwcu 1941 r. krasnoarmiejców, sprzyjających bolszewikom miejscowych Białorusinów, Żydów sprzyjających komunistom i miejscowych bandziorów. Zasadniczym celem tych oddziałów nie była walka z Niemcami, ale terroryzowanie polskiej ludności miejscowej. Jedną ze swoich baz zagospodarowali nad Jeziorem Narocz, pod dowództwem Markowa, Białorusina ze Święcian. 22 czerwca 1943 r. dowódca sowieckiego ruchu partyzanckiego Ponomarienko, późniejszy ambasador Związku Sowieckiego w PRL, wydał rozkaz nakazujący rozbrajanie polskich oddziałów partyzanckich, wcielanie ich do oddziałów sowieckich, a opornych natychmiast rozstrzeliwać. Rozkaz był super tajny, ale przez szczęśliwy przypadek dostał się w polskie ręce.

Pierwszymi ofiarami Ponomarienki był oddział „Kmicica” por. Burzyńskiego, nauczyciela ze Święcian. Oddział został zorganizowany na wiosnę 1943 r. i stacjonował również nad Jeziorem Narocz. W końcu sierpnia tego roku „Kmicic” został zaproszony na rozmowy do dowódcy sowieckiej brygady partyzanckiej, Markowa. Pretekstem miała być koordynacja wspólnych walk z Niemcami. Gdy w rosyjskiej bazie pojawił się „Kmicic” wraz ze swoim sztabem, natychmiast został rozstrzelany. Jego oddział otoczyli sowieccy partyzanci, część wcielili do swojej formacji, ale większość wymordowali.

Z pułapki udało się umknąć „Łupaszce”, który zorganizował 5. Brygadę Śmierci. Brygada szybko rozrastała się i w lipcu następnego roku liczyła już 400 żołnierzy. 5. Brygada stale miała utarczki zbrojne z czerwoną partyzantką, a jej komendant stał się nie tylko postrachem czerwonych band, ale najbardziej znienawidzonym polskim partyzantem.

6 lipca 1944 r., w ramach Akcji „Burza” na Wileńszczyźnie, noszącej kryptonim „Ostra Brama”, brygady AK ruszyły, aby zdobyć Wilno. Operacja nie udała się i dopiero przy wsparciu Armii Czerwonej 13 lipca Niemcy zostali wyparci z miasta. Parę dni później komendant Okręgu AK „Wilk” wraz ze swoim sztabem podstępnie zostali aresztowani przez Sowietów, a kilka tysięcy partyzantów internowano i zesłano do wyrębu lasów na wschód od Moskwy.

Żołnierze AK, którym udało się uniknąć aresztowań, zaczęli organizować się w oddziały samoobrony, z nich najsłynniejsze były zgrupowania „Solca”, „Wiślnia”, „Krysi”, mjr. „Kotwicza”, Macieja Kalenkiewicza, który objął komendę okręgu, zginął z oddziałami NKWD 22 sierpnia 1944 r. i wiele innych grup samoobrony.

„Łupaszka” nie wziął udziału w walkach o Wilno w lipcu 1940 r., doskonale zdając sobie sprawę z sytuacji politycznej, przewidując to co się stało z całym zgrupowaniem Okręgu Wileńskiego i Nowogródzkiego AK. Wraz ze swoimi żołnierzami przedarł się na Podlasie i dalej na zachód. Jego podkomendni niszczyli dziesiątki posterunków milicyjnych i ubeckich, na całym obszarze północnej Polski. likwidowali ubeków, agentów i donosicieli. „Łupaszka” stał się najbardziej znienawidzonym wrogiem komunistycznej władzy.

Podobny do losu oddziału „Kmicica” komunistyczni bandyci zgotowali zgrupowaniu w Puszczy Nalibodzkiej pod dowództwem „Góry-Doliny” Adolfa Pilcha. Jego ludzie też nie wzięli udziału w akcji „Burza” w 1944 r.  na Kresach. Wraz z cofającymi się Niemcami tysiąc żołnierzy i pewna liczba cywilów przeszła 600-kilometrowy szlak do Puszczy Kampinoskiej. Wzięli udział w powstaniu warszawskim, gdzie ponieśli ogromne straty, zginęło 500 żołnierzy „Góry-Doliny”. W kolejnej bitwie pod Jaktorowem też były straty. Pozostali żołnierze trochę się rozproszyli i dołączyli do różnych formacji partyzanckich, ale zasadnicza część dołączyła do Brygady Świętokrzyskiej i podzieliła ich los.

Inna jednostka AK 27 Dywizja została sformowana na Wołyniu w celu obrony polskiej ludności przed bandami UPA-OUN. W początkach 1944 r. znalazła się między nacierającymi jednostkami Armii Czerwonej a broniącymi się Niemcami. Byli koszeni przez jednych i drugich. Niedobitki, część przeprawiała się przez błota Polesia, część uratowała się po przekroczeniu Bugu i dalej kontynuowała walkę z bolszewickim najeźdźcą.

W PRL każdy ekspatriant z Kresów, a w szczególności z Wileńszczyzny, uważany był za nieprzejednanego wroga Polski Ludowej. Wszyscy kresowiacy, a w szczególności wilnianie, byli pod stałym nadzorem i obserwacją funkcjonariuszy UBP, dotyczyło to nawet pojedynczych ludzi w najmniejszych wioseczkach. Wskutek szeroko rozbudowanej agentury wyłapywano żołnierzy AK, część odsyłano do Związku Sowieckiego, bardzo wielu w „procesach kiblowych” skazywano na śmierć lub długoletnie więzienie.

Oddziały partyzanckie z tej strony Bugu zetknęły się z reżimem sowieckim dopiero w lipcu 1944 r. W szeregach żołnierzy wyklętych znalazły się dziesiątki tysięcy obrońców ojczyzny walczących z reżimem komunistycznym. Ocenia się, że było ich przynajmniej 180 tysięcy, a być może i znacznie więcej. Reżim komunistyczny poddał represjom około 300 tysięcy ludzi, z czego wiele tysięcy zamordowano w kazamatach UB, ocenia się, że 50 tysięcy z Polski Ludowej wywieziono na Sybir.

Pojęcie żołnierzy wyklętych dotyczy tych, którzy podjęli walkę z komunistycznym terrorem. Utarło się przekonanie, że walka z bolszewicką nawałą, z NKWD i Smierszem, a następnie ze zdrajcami z UBP, rozpoczęła się w lipcu 1944 r., z chwilą, gdy Armia Czerwona przekroczyła Bug. Okres od tego momentu do lat 50. przyjęło się nazywać II Konspiracją. Cenzura lipca 1944 r. ukuła propaganda PRL i „zapomniano” tu o fakcie, że do 1 września 1939 r. obszar państwa polskiego obejmował Kresy wschodnie, stanowiące połowę obszaru II Rzeczypospolitej i sięgające 200 km na wschód od Bugu. Ten ogromny teren znalazł się pod okupacją sowiecką już od 17 września 1939 r. i od tego dnia Polacy rozpoczęli walkę o wolną ojczyznę z komunistycznym agresorem. Za ten zryw niepodległościowy, już po wojnie, w PRL, żołnierze tamtego ponurego czasu ponosili takie same konsekwencje, łącznie z wyrokami śmierci, jak ci z WiN czy NZW, którzy podjęli walkę od lipca 1944 r. Czy więc ci żołnierze i inni bojownicy nie są żołnierzami wyklętymi!? Pytanie jest retoryczne, a wniosek jest jeden: ci bojownicy z Kresów wschodnich jako pierwsi podjęli nierówną walkę z czerwonym terrorem i o tym historycznym fakcie nie wolno zapominać.