Strona główna / Kościół żywy / Apostolat polski w Stanach Zjednoczonych

GP #2, 24 stycznia 2015 r.

Apostolat polski
w Stanach Zjednoczonych

KS. STANISŁAW FLIS

Kosciol św. Trojcy
Kościół pw. Świętej Trójcy w Chicago

Imponujące były początki duszpasterstwa polonijnego w Stanach Zjednoczonych. Pierwsza polska parafia powstała w 1854 roku w Pannie Marii, w stanie Teksas, a później następne. Nikt do tej pory nie ustalił dokładnie ich liczby. Szacunkowo określa się, że było ich około 800. Jednak, gdy uwzględni się także parafie mieszane z dużym udziałem emigrantów z Polski, np. polsko-litewskie czy polsko-słowackie, które przez niektórych autorów były zaliczane także do polskich, to ta liczba wzrośnie do ponad 1000. Gdy do tego dodamy utworzenie w 1885 roku polskiego seminarium św. Cyryla i Metodego w Detroit (w 1909 roku przeniesionego do Orchard Lake) oraz gorliwą pracę tysięcy polskich kapłanów i sióstr zakonnych, przepiękne polskie kościoły i zadbane polskie szkoły parafialne różnego stopnia, to rzeczywiście z dumą możemy patrzeć na to wielkie dzieło opieki religijnej polskiej emigracji.

Model ówczesnego duszpasterstwa oraz jego zakres był adekwatny do potrzeb i oczekiwań wielkiej emigracji ekonomicznej „za chlebem”. Polskie parafie były wtedy bardzo tradycyjne, niemal wierną kopią parafii w kraju ojczystym. Zdaniem Józefa Chałasińskiego, który w latach 30. ubiegłego stulecia przeprowadził badania socjologiczne w południowym Chicago, rola ówczesnych polskich parafii w psychice naszych emigrantów rozrosła się do rozmiarów tak wielkich, w jakich nie występowała wtedy nawet „w najbardziej zapadłych wsiach w kraju”. Parafia była dla nich „symbolem wszystkiego, co było ich, a od czego musieli odejść”. Mało wykształceni, biedni, często dyskryminowani przez inne narodowości, w swojej parafii, ze swoim księdzem i w swoim środowisku czuli się najlepiej, niejako u siebie. Traktowali je jako część ojczyzny, którą przenieśli na obcy kontynent. Dlatego tak chętnie je zakładali, budowali piękne kościoły i nigdy nie żałowali ofiar na ich utrzymanie. Liczba parafii wtedy ciągle rosła, proporcjonalnie do wzrostu emigracji.

Tworzeniu polskich parafii sprzyjał wtedy także typ osadnictwa naszych emigrantów oparty na zasadzie wspólnoty sąsiedzkiej i regionalnej. Dążyli oni do „swoich”, krewnych lub znajomych w nadziei, że uzyskają od nich niezbędną pomoc na początku. Osiedlali się w bliskim sąsiedztwie, tworząc zwarte skupiska („getta etniczne”). To ułatwiało im organizowanie się i tworzenie własnych parafii. Gdy stawały się zbyt duże liczebnie, wtedy dzielili je i tworzyli nowe. Dlatego do dzisiaj możemy spotkać w dawnych polskich dzielnicach lub miasteczkach polskie kościoły w bliskiej odległości, niemal obok siebie.

W okresie międzywojennym emigracja z Polski została znacznie ograniczona. Sprawiły to w dużym stopniu prawa restrykcyjne Kongresu amerykańskiego z 1924 roku odnośnie emigracji z Europy Środkowej. Na osłabienie naszej emigracji wpłynęło także odzyskanie niepodległości przez Polskę po I wojnie światowej. Pojawiła się wtedy nawet chęć powrotu do Polski, ale nie zyskała większego poparcia. Ponadto w okresie międzywojennym została wzmożona polityka asymilacyjna państwa, która w pewnym stopniu znalazła także odbicie w działalności Kościoła. Na ożywienie środowiska polonijnego i tym samym polskich parafii nie wpłynęła zasadniczo powojenna emigracja „żołnierska” po II wojnie światowej, podobnie jak i późniejsza emigracja „solidarnościowa” czy z ostatnich lat. O ile dawniej nowi emigranci kierowali się głównie do „swoich”, to emigranci z ostatnich lat osiedlają się bardziej zgodnie ze swoimi aspiracjami i możliwościami. Przez to nie wzmacniają więzi Polonii z krajem ojczystym i jego kulturą. Ponadto pod koniec ubiegłego stulecia nasiliły się procesy dezintegracji i rozpraszania się Polonii, które trwają do dziś. Pomimo tego, wielu badaczy podkreśla, że Polonia amerykańska jest obecnie dostatecznie zintegrowana ze społeczeństwem amerykańskim, ale nie jest „zdepolonizowana”. Generalnie więc oparła się procesom asymilacyjnym i zachowała duży stopień więzi jako grupa etniczna. Wśród badaczy utrzymuje się niemal powszechne przekonanie, że jest w tym wielka zasługa polskich parafii i prowadzonego w nich duszpasterstwa. Chociaż można też spotkać zarzuty, że sprzyjało ono izolacji Polonii i hamowało jej rozwój.

Przy ocenie duszpasterstwa etnicznego należy pamiętać, że podstawowym jego celem jest pogłębienie, umocnienie i rozwój wiary migrantów, którzy jako „wykorzenieni” ze swojego środowiska, przeżywają zwykle głęboki kryzys wiary, często w zdechrystianizowanym otoczeniu społeczno-kulturowym.

Oprócz funkcji ściśle religijnych, duszpasterstwo migrantów pełni także funkcje dodatkowe: kulturozachowawczą, akulturacyjną i inkulturacyjną. Funkcje te wypełnia niejako „przy okazji”, a nie „przede wszystkim”, chociaż są one dla tego duszpasterstwa bardzo ważne. Dla wielu katolików wychowanie religijne wyniesione z domu rodzinnego oraz tradycje i bogate dziedzictwo kulturowe stanowią solidny, a niekiedy nawet jedyny fundament i oparcie dla ich wiary. Roztropne włączenie dziedzictwa duchowego emigrantów do tego duszpasterstwa sprawia, że jest w nim coś z ciepła oddalonej ojczyzny.

Aby jednak duszpasterstwo tak prowadzone nie spowodowało ciasnego etnicyzmu, powinno pełnić także funkcję akulturacyjną i inkulturacyjną, czyli pomagać emigrantom zrozumieć miejscową kulturę oraz ułatwić im adaptację do nowego środowiska kościelnego i społecznego. Dzięki temu następuje otwarcie się emigrantów na miejscową społeczność i kulturę. Wypadkową i syntezą obu tych funkcji, kulturozachowawczej i akulturacyjnej, jest funkcja integracyjna. Pełniąc ją, duszpasterstwo etniczne jest jakby specjalną drogą, która w zmienionych warunkach społeczno-kulturowych pozwala emigrantom wejść duchowo do innej społeczności oraz Kościoła lokalnego i włączyć się w ich życie, przy jednoczesnym zachowaniu swej tożsamości. Ewangelizacja powinna przynieść im nie tylko uświęcenie i zbawienie (funkcje ściśle religijne), lecz także pomoc w odnowie całego porządku doczesnego (funkcje pozareligijne, zapożyczone). W tym drugim przypadku chodzi głównie o tzw. promocję ludzką. Ponieważ emigranci są ludźmi w pewnym sensie wydziedziczonymi z własnej ojczyzny, dlatego w obcym kraju sytuacja społeczna i kulturowa spycha ich na najniższy szczebel w strukturze społecznej. Dlatego Kościół zaleca, aby w ewangelizacji migrantów podejmować starania w celu wyzwolenia ich z wszelkich ograniczeń moralnych, społecznych, kulturalnych, ekonomicznych i politycznych. W praktyce chodzi o to, aby głoszenie Ewangelii harmonijnie łączyć ze stałą troską o poszanowanie godności migrantów, ochronę ich ludzkich i chrześcijańskich praw, poprawę warunków socjalnych, oświatę dla dzieci itd.

Przy tak rozumianym duszpasterstwie migrantów obecna sytuacja duszpasterstwa polonijnego w Stanach Zjednoczonych nie może być odbierana tylko w kategoriach kryzysu. Jeśli mówimy o kryzysie, to głównie w odniesieniu do starego modelu tego duszpasterstwa opartego na sieci własnych, polskich parafii. Ten model obecnie wydaje się niewystarczający, ponieważ bardzo wiele polskich parafii na skutek wewnętrznej migracji ludności wyludnia się i starzeje, co prowadzi do ich zamykania lub łączenia z innymi, nie zawsze polskimi. Obecne uwarunkowania życia Polonii amerykańskiej wskazują, że ten model powinien być zmodyfikowany. O ile w dawnym duszpasterstwie migrantów podstawową strukturą organizacyjną była polska parafia i własny duszpasterz, o tyle w obecnej sytuacji na czoło wysuwa się rola polskiego kapłana. Polskie parafie będące głównie w dawnych skupiskach polonijnych i starej Polonii ulegają asymilacji, wyludniają się i starzeją, przez co są zamykane, a w nowych już zwykle nie powstają, dlatego ciężar organizacji tego duszpasterstwa w nowych miejscach może przejąć polski kapłan, który może podążać za „swoimi”. Obecne przepisy prawa kościelnego pozwalają na tworzenia takiego duszpasterstwa w oparciu o parafie terytorialne, wieloetniczne. Biskup może mianować jednego z księży parafialnych duszpasterzem wskazanej grupy etnicznej na określonym terytorium. Może to być dzielnica, miasto, dekanat lub nawet część czy cała diecezja w zależności od wielkości danej grupy etnicznej. Forma i zakres tego duszpasterstwa powinien być dostosowany do oczekiwań i potrzeb wiernych. Mogą to być tylko okresowe nabożeństwa lub wspólne obchody wielkich świąt kościelnych, czy sprawowanie niektórych sakramentów itd. Jeśli są to tylko pewne formy duszpasterstwa, to wierni powinni nadal uczestniczyć w życiu i posłudze parafii terytorialnych. Dlatego i posługa takiego kapłana powinna być ściśle zintegrowana z duszpasterstwem ogólnym. Praktyka taka jest stosowana w wielu diecezjach. Czasami księża z własnej inicjatywy lub na prośbę wiernych organizują takie duszpasterstwo przy parafiach terytorialnych. Trwałość takich wspólnot jest jednak o wiele mniejsza niż parafii etnicznych, dlatego nie mogą ich w pełni zastąpić, lecz są tylko niezbędnym uzupełnieniem w obecnych warunkach. Wtedy nie pozostaje bez opieki duszpasterskiej coraz to większa liczba wiernych, którzy z różnych względów opuszczają własne parafie etniczne.

W przeszłości, zwłaszcza w okresie wzmożonej polityki asymilacyjnej państwa, która znajdowała odbicie także w działalności Kościoła, lansowany był pogląd, że parafie etniczne są tylko przejściową formą duszpasterstwa, dostosowaną do potrzeb pierwszego i ewentualnie drugiego pokolenia emigrantów. Ostatecznie jednak przeważyło stanowisko poparte przez oficjalne dokumenty Stolicy Apostolskiej, że duszpasterstwa tego nie można zacieśniać tylko do dwóch pierwszych pokoleń emigrantów, lecz powinno być świadczone wobec wszystkich, którzy takiego duszpasterstwa oczekują, bez względu na czas pobytu na emigracji. Nie może ono podlegać żadnym ograniczeniom administracyjnym. Duszpasterstwo migrantów nie jest czymś zupełnie wyjątkowym, czy też pewnego rodzaju „przywilejem”, który Kościół świadczy wobec migrantów, bo ma taką chęć lub dobrą wolę, ale nie musi tego robić ze swej istoty. Jest ono jedną z form duszpasterstwa ogólnego i posługuje się jego metodami, chociaż ma też swoją specyfikę.

Niekiedy obowiązek zapewnienia każdej grupie etnicznej ich własnych duszpasterzy jest dla biskupa zbyt trudny do wypełnienia, zwłaszcza przy spadku powołań kapłańskich i zakonnych. Dlatego Stolica Apostolska w swych wytycznych przypomina, że obowiązek ten ciąży nie tylko na Kościele w kraju, do którego przybywają imigranci, lecz także w kraju, z którego oni pochodzą. Oba te Kościoły są zobowiązane do współpracy i zapewnienia odpowiedniej opieki duszpasterskiej emigrantom.

Polonia amerykańska jest w wyjątkowej sytuacji pod tym względem. Ma swoje seminarium duchowne św. Cyryla i Metodego w Orchard Lake. Od 1885 roku przyjmuje ono głównie kandydatów z rodzin polonijnych i bezpośrednio przyjezdnych z Polski, którzy po jego ukończeniu idą do pracy różnych diecezji w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Znają dobrze język polski i angielski, praktykę duszpasterską i bogactwo tradycji Kościoła w Polsce i Stanach Zjednoczonych. Jednym słowem, są dobrze przygotowani do pracy wśród Polonii i w każdej innej parafii terytorialnej. W ostatnich latach z powodu kryzysu powołań kapłańskich w Stanach Zjednoczonych, który dotknął także powołania z rodzin polonijnych, do seminarium w Orchard Lake przybywają niemal tylko seminarzyści z Polski. Część formacji i studiów odbywają w seminariach w Polsce, a resztę i praktykę duszpasterską w Orchard Lake oraz w diecezjach amerykańskich, w których zamierzają pracować.

Wiele polskich parafii uległo całkowitej asymilacji i dzisiaj przestały być traktowane jako polskie. Procesy integracyjne sprawiły, że dla tych parafii i wiernych przestały być ważne funkcje poza religijne, które te parafie dawniej pełniły. Gdyby przyjąć jako kryterium używanie języka polskiego w duszpasterstwie i liturgii, to obecnie jest w Stanach Zjednoczonych już tylko około 250-300 polskich parafii. Pozostałe, według danych szacunkowych w liczbie 800-1000, przestały istnieć lub utraciły typowo polski charakter. Oczywiście, o polskości parafii nie świadczy tylko używanie języka polskiego w duszpasterstwie i liturgii, to jednak przy braku innych, pogłębionych badań w skali całego kraju, jest to wskaźnik ważny, przynajmniej ogólnie informujący o kierunku i zakresie tych przemian. Są one szczególnie widoczne poza wielkimi aglomeracjami miejskimi takimi jak na przykład Nowy Jork czy Chicago.

Zamykanie parafii lub łączenie z innymi jest ostatnio bardzo powszechne w Kościele amerykańskim. Nie wnikając głębiej w przyczyny i ocenę tego zjawiska, dla wiernych jest to sytuacja trudna, a niekiedy także bardzo boleśnie przeżywana, zwłaszcza gdy nie są do nich dostatecznie przygotowani. Często przy tych parafiach pozostaje tylko garstka wiernych i zwykle są to ludzie starsi, ale emocjonalnie bardzo przywiązani do „swojego” kapłana i kościoła. Wielu z nich z trudem lub niechęcią integruje się z nową parafią, którą im polecono lub do której ich kościół został przyłączony. Chociaż te zmiany reorganizacyjne są najczęściej słuszne i nieuniknione, to jednak nie można stracić z oczu sytuacji tych ludzi w aspekcie duszpasterskim. Niekiedy prowadzi to do buntu, a nawet apostazji ich wiary. Najgorzej przyjmowane są sytuacje, gdy ich kościół, który z wielkim wysiłkiem budowali i utrzymywali, później jest sprzedawany i przeznaczany na cele niereligijne lub pozostawiony bez żadnego zabezpieczenia i opieki, niszczeje. To prawda, że pozostająca często tylko garstka wiernych nie potrafi utrzymać tych kościołów, to jednak czy zamykanie tych parafii lub łączenie z innymi jest jedynym i najlepszym rozwiązaniem? Nie można też usprawiedliwiać tych zmian tylko brakiem księży i kryzysem powołań kapłańskich. Podobnych pytań i wątpliwości można mieć więcej. Wszystkie one wskazują na pilną potrzebę pogłębionej refleksji pastoralnej całego Kościoła na terenie Ameryki, nie tylko w aspekcie duszpasterstwa etnicznego.

Apostolat Polski w Kościele w Stanach Zjednoczonych ma powody do chluby, bo imponujące są jego dokonania w przeszłości. Powinno być nadal kontynuowane duszpasterstwo poprzez sieć własnych parafii tak długo, jak to będzie możliwe. Jednak obok tej formy odpowiedniej w przeszłości powinny być wypracowane nowe rozwiązania, aby objąć wszystkich, którzy znajdując się poza ich zasięgiem, nadal oczekują i potrzebują posługi polskiego kapłana. Wydaje się, że oprócz posługi polskiego kapłana dużą pomocą może być apostolat ludzi świeckich. Wiele możliwości dają dobrze wykorzystane środki masowego przekazu. Pomimo wielu niesprzyjających uwarunkowań, jest dużo innych możliwości, które pozwalają na rozwój duszpasterstwa polonijnego w nieco innej formie. Należy je tylko rozpoznać i umiejętnie wykorzystać dla dobra Polonii, Kościoła w Stanach Zjednoczonych i Polsce, która nigdy nie może zapomnieć o swoich rodakach rozsianych po świecie. „Polonia jest ważna dla Polski, tak jak Polska jest ważna dla Polonii, są one sobie wzajemnie potrzebne”. Polonia jest tak samo ważna i dla Kościoła w Stanach Zjednoczonych.