Strona główna / Kościół żywy / Oddzielanie ziaren od plew

GP #7, 2 kwietnia 2016 r.

Oddzielanie ziaren od plew

KS. DR ZBIGNIEW TYBURSKI

W roku wielkiego Jubileuszu Chrztu Polski oraz w czasie rozgrywającej się obecnie drapieżnej walki bezbożnej ideologii z wartościami chrześcijańskimi w życiu jednostek, narodów i świata, trzeba się nam powtórnie wsłuchać w dziedzictwo świętego Jana Pawła II.

Znamienne jego słowa: „otwórzcie drzwi Chrystusowi” oraz „nie lękajcie się”, wypowiedziane tuż po wyborze na Stolicę Piotrową, obiegły świat lotem błyskawicy. Ludzie skierowali oczy na papieża Polaka, który w swoim pierwszym dokumencie Odkupiciel Człowieka ukazał wizjonerski plan przyszłości człowieka i świata, widząc możliwość budowania cywilizacji miłości w harmonijnej jedności człowieka z Bogiem i z innymi.

Nie trzeba było być wnikliwym obserwatorem, aby dostrzec w życiu św. Jana Pawła II dwa istotne, nierozerwalne ze sobą aspekty: głęboką kontemplacyjną duchowość oraz pasję działania na płaszczyźnie moralnej, estetycznej i intelektualnej. Te aspekty były bardzo wyraźne w jego nauczaniu i publikacjach, w których podkreślał, że każdy realizuje się jako człowiek przez swoją duchowość tylko w relacji do innych osób. Papież był przekonany o tym, że każdy człowiek wewnętrznie wolny może oddziaływać na społeczeństwo i kulturę, w której żyje. Twierdził też, że istnieje również zależność odwrotna. Człowiek zniewolony duchowo i moralnie przez grzech staje się bezbronny wobec bezbożnej i niemoralnej kultury.

Przyjrzyjmy się pokrótce niektórym „ziarnom”, jakie zasiał św. Jan Paweł II na glebie ludzkich serc. Pierwszym z nich jest praca ludzka.

Przed podjęciem studiów teologicznych podczas II wojny światowej Karol Wojtyła zarabiał na życie pracą fizyczną, m.in. w kamieniołomach. To doświadczenie oraz bliskie kontakty ze współpracownikami pomogły mu później w napisaniu trzech encyklik społecznych, z których pierwsza była właśnie o pracy ludzkiej. Wyjaśnił w niej, że ciężka i trudna praca w pocie czoła nie jest karą za grzech Adama, jak niektórzy sądzą, o czym jest mowa w Księdze Rodzaju (Rodz. 3:17-19), lecz przywilejem człowieka. Papież uczy, że Bóg powołał człowieka do potrójnej misji przez pracę – do osobowego samospełnienia, do tworzenia wspólnoty ludzkiej oraz do nieustannego udoskonalania Bożego „ogrodu” przez nowe wynalazki. Jan Paweł II naucza, że praca może się stać dla człowieka nieznośna i bardzo ciężka, gdy złamie on Prawo Boże. Podkreśla jednak stanowczo, że twórcza i odpowiedzialna praca w harmonijnej wspólnocie ludzkiej jest źródłem właściwej komunikacji oraz inspiracją do budowania cywilizacji miłości.

Kultura należy do jednego z ważniejszych „ziaren” w nauczaniu Jana Pawła II. W swojej pasterskiej misji dookoła świata (odwiedził 129 krajów) Ojciec Święty miał okazję do spotkań z przedstawicielami kultury na wszystkich kontynentach. Rozumiejąc ważną rolę kultury w życiu ludzkim, 15 maja 1982 r. ustanowił w Rzymie Pontyfikalny Instytut Kultury, profesjonalnie zajmujący się tym zagadnieniem.

Zaproszony w roku 1980 do UNESCO, Jan Paweł II podkreślał w słowach skierowanych do zgromadzonych przedstawicieli członkowskich krajów świata, że człowiek ze swoją twórczością i aspektami moralnymi jest podmiotem kultury. Mówił: – Wszyscy tutaj obecni spotykamy się na gruncie kultury. Spotykamy się z człowiekiem, który jest unikalny, gdyż jest on podmiotem i architektem kultury.

W książce Śladami myśli świętego czytamy: „Przez kulturę wyraża się więc sam człowiek – i to stanowi podstawowy jej sens i cel. Choć więc podziwiamy bogactwo przeróżnych wytworów ludzkiego umysłu, to jednak nie wolno zapominać – podkreśla Papież – że wytwory te, a więc wszystko, co człowiek przez swą działalność nabył, co »ma«, winny być podporządkowane temu, kim człowiek »jest« i kim się przez tę twórczość staje. (..) Nie każdy bowiem sposób wypowiadania się człowieka równie dobrze oddaje jego »wewnętrzną prawdę« (...). Można aktem wolnej decyzji wybrać niewolę, można zrezygnować z kierowania się – trudną niekiedy i wymagającą – prawdą, na rzecz wygodnej, ułatwiającej dostatnie życie nieprawdy. (...) Efektem takiego użycia wolności przeciwko niej samej jest nie tylko jałowa, bezwartościowa produkcja wytworów pozbawionych znamienia wielkości ludzkiego umysłu. Głębszą i bardziej tragiczną tego konsekwencją jest duchowe wyjałowienie samego człowieka”.

Dużą „garścią ziaren”, razem wziętych, jest papieskie uporządkowanie istniejącego chaosu w dziedzinie prawd wiary i etyki katolickiej, zwłaszcza w życiu małżeńskim i rodzinnym oraz w ludzkiej aktywności społecznej. Ogrom pracy Jana Pawła II we wspomnianych wyżej dziedzinach znalazł wyraz w monumentalnym, 800-stronicowym dziele, Katechizmie Kościoła Katolickiego, wydanym w roku 1994.

Współczesny świat docenia nowatorskie i praktyczne wskazania katolickiej nauki społecznej Jana Pawła II, odnoszące się do dziedziny życia gospodarczego i politycznego. Wystarczy wspomnieć tylko niektóre prace opublikowane w Ameryce, zajmujące się zgłębianiem jego myśli w tych dziedzinach.

W wielu uniwersytetach katolickich w USA i na świecie powstały instytuty naukowe imienia Jana Pawła II, które zajmują się poznawaniem i upowszechnianiem jego wszechstronnej myśli. Badacze ci wiedzą, że Papież przedstawił bardzo klarowną diagnozę współczesnego nam świata, z jego moralnym zagubieniem, oraz to, że przez cały okres swojego 27-letniego pontyfikatu kierował ludzkość ku duchowemu i moralnemu odrodzeniu. Niezależnie od krytyki, nieustannie i odważnie bronił świętości życia ludzkiego. Mówił o osobistej odpowiedzialności człowieka za każdy jego czyn. Uczył, że każdy człowiek jest wyposażony przez Boga w sumienie i wolną wolę, dlatego nie może się on usprawiedliwiać, że nie wie, co robi. Bezustannie przypominał, że człowiek jest istotą godną najwyższego szacunku.

Pan Sławomir Cenckiewicz, zaliczając Jana Pawła II do antypapieży XXI wieku, z powodu niewłaściwej, moim zdaniem, interpretacji Soboru Watykańskiego II oraz „niedozwolonego” ekumenizmu, wydaje się dostrzegać w papieskim nauczaniu jedynie kilka „suchych plew”. Pomija zaś, co jest nieuczciwe jak na tak rzetelnego badacza, duże worki dorodnych „złocistych ziaren”, którymi napełnił je papież Jan Paweł II. Pan Cenckiewicz podnosi do rangi gigantycznego problemu takie zjawiska jak przyniesienie przez Indianina na światowe spotkania młodzieży czarnego ulubionego kruka (zamiast białego gołąbka) lub wykonanie rytualnego tańca podczas liturgii mszalnej przez afrykańską młodzież. Tego typu lub podobne zjawiska są czymś normalnym w odmiennych od naszej kulturach. Występujące w nauczaniu Papieża pojęcie „inkulturacja” oznacza wyrażenie wiary w gestach lub praktykach własnej kultury. Każdy misjonarz wie o tym, że będąc, np. Europejczykiem, nie może wraz z głoszeniem Ewangelii w Afryce lub w Azji zaszczepiać tam swojej europejskiej kultury. Pan Cenckiewicz zaś podszedł do tego zjawiska zbyt powierzchownie.

Zaliczając Ojca Świętego Jana Pawła II do antypapieży XXI wieku, z powodu wykonywania jego papieskiej misji: konsekracji nowych biskupów i kardynałów oraz spotykania się z wyznawcami różnych religii, pan Cenckiewicz przedstawił czytelnikowi skarłowaciały i nieprawdziwy obraz Największego z Rodu Polaków. Czyżby pan Cenckiewicz zapomniał o moralnej odpowiedzialności za słowo pisane, zwłaszcza za słowo nie do końca przemyślane? Jeżeli zatem pan Cenckiewicz jest człowiekiem szukającym prawdy, to czy nie powinien przeprosić czytelników Gwiazdy Polarnej za to, że wprowadził ich w błąd? Widzi on bowiem w nauczaniu Jana Pawła II główne „źródło” wszelkiego zła w dzisiejszym Kościele. Co za rozumowanie?

Należy nazwać rzeczy po imieniu. Pan Cenckiewicz wykazał się nieznajomością ducha Soboru i papieskiego nauczania. Przecież to nikt inny jak właśnie papież Jan Paweł II wykazywał ogromną troskę o czystość wiary katolickiej oraz o przejrzystość w kwestiach ekumenicznych. W swojej encyklice Ut Unum Sint („Aby byli jedno”) naucza: „W tym odważnym dążeniu do prawdy rozsądek i roztropność wiary nakazują nam unikać fałszywego irrenizmu (zacierania różnic między Kościołami) i lekceważenia norm Kościoła (por. Dekret o ekumenizmie Unitaties redinteregatio 4 i 11). Zarazem jednak ten sam rozsądek i roztropność każą wystrzegać się letniości w działaniu na rzecz zjednoczenia (...). Zachowanie takiej wizji jedności, która uwzględnia wszystkie wymogi prawdy objawionej, nie jest równoznaczne z powstrzymywaniem ruchu ekumenicznego. Przeciwnie, oznacza troskę o to, by nie zadawalał się on łatwymi rozwiązaniami (por. Przesłanie do Kardynałów i do Kurii Rzymskiej, 28 czerwca 1985). (...) Wymogi prawdy muszą być przestrzegane w całej pełni” (UUS 79).

W swoim artykule „Antypapieże XXI wieku” pan Cenckiewicz sugeruje czytelnikowi nieposłuszeństwo wobec hierarchii Kościoła, z powodu – jego zdaniem – występujących w Kościele błędów. Swój wywód uzasadnia argumentami heretyka Marcela Lefebvre, który jest w schizmie z Kościołem katolickim. Oto cytat z artykułu pana Cenckiewicza: „»Poważne zgorszenie, we właściwym rozumieniu tego słowa, oznacza nakłanianie do grzechu« – grzmiał wówczas abp Marcel Lefebvre, założyciel Bractwa św. Piusa X. – »Poprzez ekumenizm, poprzez uczestnictwo w kulcie fałszywych religii, chrześcijanie tracą wiarę. I to jest zgorszenie. Katolicy nie wierzą już, że jest tylko jedna prawdziwa religia, jeden prawdziwy Bóg, Trójca Święta i Nasz Pan Jezus Chrystus«. Dlatego tak wielu katolików, znacznie wcześniej niż Antonio Socci, zrozumiało potrzebę ratowania się przed błędami i herezjami nawet za cenę konfliktu z hierarchią kościelną. Posłuszeństwo bowiem nie może być na służbie wiary!”.
Jeżeli pan Cenckiewicz utożsamia się jeszcze z Kościołem katolickim, to powinien wiedzieć, że każdego katolika, a także każdego kapłana katolickiego obowiązuje posłuszeństwo wobec widzialnej głowy Kościoła, czyli aktualnego następcy Świętego Piotra.

Wiemy, jak wielką ranę przez swoje nieposłuszeństwo zadaje Kościołowi w Polsce, a także wśród Polonii, np. suspendowany ks. Piotr Natanek. Znalazł swoich zwolenników, równie niedokształconych w duchu soborowym, którzy słuchają swojego „natchnionego” lidera mniemając, że ratuje on Kościół. Cytuję fragment listu skierowanego przez kard. Dziwisza do ks. Natanka, z 20 lipca 2011 r.: „Przekazuję Księdzu do wiadomości, że niniejszym dekretem, zgodnie z kanonem 1371, 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego, wymierzam Księdzu karę suspensy za ostentacyjnie okazywane nieposłuszeństwo (...). Oznacza to, że nie może Ksiądz wykonywać żadnych czynności kapłańskich. (...) Powyższą karę otrzymuje Ksiądz, ponieważ nie zastosował się do poleceń dyscyplinarnych zawartych w dekretach z dnia 28 stycznia 2010 r. (...), zignorował upomnienia kanoniczne z dnia 25 maja 2007 r. (...), szerzy nieaprobowane przez Kościół poglądy, publicznie podważa autorytet pasterzy Kościoła, mimo zakazu w dalszym ciągu prowadzi działalność duszpasterską w Grzechyni, bezprawnie próbuje organizować nowe struktury kościelne (...)”.

Zdezorientowani zwolennicy ks. Natanka powinni wiedzieć, że jego suspensa trwa do chwili obecnej. Cytuję fragment listu skierowanego przez Kurię Metropolitalną w Krakowie do mnie (ZT), z 25 lutego 2016 r.: „Uprzejmie informuję, że kara suspensy wymierzona ks. Natankowi przez Arcybiskupa Metropolitę Krakowskiego nie została cofnięta, bowiem ten kapłan nie wykazał żadnej chęci poprawy. Nie posiada on zatem żadnych uprawnień do sprawowania Eucharystii i pełnienia funkcji kapłańskich”.

Ci Polacy, zwolennicy ks. Natanka, których poznałem, to przeważnie ludzie dobrej woli, poszukujący, pogłębiający swoją wiarę. Niestety, w rezultacie poglądów ks. Natanka są już bardzo często uprzedzeni do hierarchii Kościoła i do tego wszystkiego, co się wiąże w Kościele z liturgią posoborową, której ducha w gruncie rzeczy nie znają. Ci ludzie uczestniczą już – nieświadomie – w rozbijaniu jedności Kościoła. Powinni pamiętać o modlitwie arcykapłańskiej Jezusa przed Jego pojmaniem i wydaniem Go na śmierć: „Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno” (Jan 17:11). Natomiast dla zwolenników ks. Natanka jedynym ratunkiem dla ich wiary oraz życia wiecznego są idee Bractwa Piusa X, założonego przez arcybiskupa Lefebvre, mszy świętej trydenckiej i właśnie pouczania ks. Natanka. Liturgia mszy świętej trydenckiej po łacinie jest piękna; zawsze miała i ma swoje miejsce w Kościele katolickim. Również przepiękna jest liturgia posoborowa, z całą swoją liturgiczną głębią, choć niekiedy może być ona spłycona czy wykrzywiona przez niedojrzałego duchowo kapłana. Wyjątki są zawsze. Dlatego w encyklice o Eucharystii Papież Jan Paweł II uczy: „Msza święta nie jest bowiem własnością kapłana, biskupa czy papieża. Nikt nie może zmieniać woli Chrystusa w odniesieniu do poszczególnych sakramentów. Katolicy, szanując przekonania religijne naszych braci odłączonych, winni jednak powstrzymać się od uczestnictwa w Komunii rozdzielanej podczas ich celebracji, ażeby nie czynić wiarygodną dwuznaczności dotyczącej natury Eucharystii i w konsekwencji nie zaniedbać obowiązku jasnego świadczenia o prawdzie”.

Karol Wojtyła, będąc jeszcze kardynałem w Krakowie, dostrzegał potrzebę pogłębiania wiary Polaków, tak aby w nowoczesnym społeczeństwie świadomie i odpowiedzialnie wiązali ją ze swoim życiem. Tych elementów brakowało w polskiej płytkiej religijności ludowej. Miała ona wprawdzie swoje wartości, zwłaszcza jako masowa siła oporu wobec narzuconego Polsce komunizmu, ale była nacechowana bardziej rytualizmem i mniej świadomym postępowaniem zgodnym z wiarą i moralnością katolicką. Obserwacja tej polskiej religijności pomogła Janowi Pawłowi II w podjęciu decyzji dokształcania wiernych w całym Kościele. Dlatego już w pierwszą rocznicę swego wyboru na Stolicę Piotrową, 16 października 1979 roku, ogłosił „Adhortację Apostolską o Katechizacji w Naszych Czasach” (Catechesi Tradendae). Zaczynając od dzieci i młodzieży, rozpoczął budować religijną formację dorosłych. W tym samym dokumencie uczy: „Dzisiejsi bowiem chrześcijanie winni być tak wykształceni, aby umieli żyć w świecie, który w dużej części nie zna Boga albo (...) pozostaje w postawie zuchwałej i podejrzliwej, przyznającej centralne miejsce postępowi w »badaniach« czynionych w imię samej nauki” (nr 57). W innym miejscu nawiązuje do ekumenizmu (tematu, który dla krytyków Papieża jest niczym „pięta dla Achillesa”), jak sądzą, i uczy w sposób następujący: „Katecheza będzie miała wymiar ekumeniczny, jeśli nie przestając nigdy nauczać, że pełnia prawd objawionych i środków zbawienia, ustanowionych przez Chrystusa, znajduje się w Kościele katolickim, będzie to jednak czyniła ze szczerym szacunkiem w słowach i czynach w stosunku do wspólnot kościelnych, które jeszcze nie żyją w doskonałej jedności z tymże Kościołem” (nr 32).
Pan Sławomir Cenckiewicz, tak jak i wszyscy publicyści, powinien być ostrożny i odpowiedzialny za słowo pisane, a zwłaszcza, gdy jest już uważany za autorytet. Dobry wzór daje nam w tym względzie o. Maksymilian Kolbe. Już w pierwszym numerze swojego pisma Rycerz Niepokalanej postawił sobie dość ambitny cel: piętnować fałsz, ukazywać prawdę i prawdziwą drogę do szczęścia, a także bronić wiary.

 

Zbigniew Tyburski jest kapłanem Diecezji Paterson, New Jersey i profesorem adiunktem w Seton Hall University.