Strona główna / Biesiada kulturalna / Mistrzyni w zadawaniu pytań

GP #13, 27 czerwca 2015 r.

Mistrzyni w zadawaniu pytań

KRZYSZTOF NAWROT

Oriana Fallaci
Oriana Fallaci (Fot. Piero Raffaelli)

Oriana Fallaci była osobowością, którą spotyka się niezwykle rzadko. Dysponowała ogromną wiedzą z zakresu historii, nauk politycznych, socjologii i psychologii. Miała niepospolity talent pisarski, którego używała bez skrupułów – dążąc do wyznaczonych przez siebie celów. Jest powszechnie znana z tego, że udało się jej, i tylko jej, przeprowadzić rejestrowane na magnetofonie rozmowy z ludźmi liczącymi się w ówczesnym świecie. Zbiór jej wywiadów z 27 osobistościami pt. Wywiad z Historią liczy ponad 700 stron.

Kiedy starała się o kolejną ważną rozmowę – rzadko kto ryzykował odmowę. Jej przyszli rozmówcy obawiali się bowiem etykiety tchórza, który nie chce publicznie odpowiadać na pytania, bo ma coś do ukrycia lub że odsłonią słabe strony swojego charakteru. Byli oczywiście tacy, których rozmowy z Orianą nie interesowały, ale byli to głównie politycy zza żelaznej kurtyny. Fallaci mogła na przykład zadzwonić do szefa CIA i poprosić o rozmowę. I do takiej rozmowy dochodziło. Pytała bez żenady o wszystko. I na wszystko otrzymywała długie, grzeczne odpowiedzi. Niestety, do podobnej rozmowy nigdy nie doszło z Chruszczowem, Czernienką, Breżniewem czy szefem KGB Andropowem ani z żadnym innym kacykiem z krajów satelickich ZSRR. Fallaci bowiem mówiła i pisała bezkompromisowo, nie licząc się z późniejszymi reakcjami swoich rozmówców.

Wydała kilka książek, pełnych pasji i krytyki wobec świata. Była człowiekiem wielkiego niepokoju o losy ludzkiej cywilizacji. Nie godziła się na żadną niesprawiedliwość, była nieprzekupna. Jednak przede wszystkim była dziennikarzem z pasją. Krzyczała, wrzeszczała na swoich rozmówców, jeśli czuła, że rozmyślnie kłamią lub złośliwie unikają odpowiedzi. Nie było na nią sposobu, żeby rozmowę poprowadzić według życzeń rozmówcy. To ona trzymała ważnego gospodarza za gardło, wykorzystując bezlitośnie każdą jego słabość lub wahanie.

Jej rozmówcy często żałowali wypowiedzianych słów, gdy nie potrafili się powstrzymać i ulegali ostrej indagacji, stosowanej często przez Fallaci. Wtedy prosili o zmianę tekstu wywiadu lub przysyłali inny, napisany przez siebie. Oriana nie zgadzała się na to nigdy. Każdą rozmowę nagrywała i nie prosiła o autoryzację. Niektórzy możni tego świata posuwali się do gróźb, a nawet próbowali te groźby realizować. Dziennikarka była jednak nieulękła i nigdy nie zmieniła nawet jednego słowa w raz napisanym wywiadzie.

Niekiedy jej rozmówcy byli wyjątkowo wstrzemięźliwi i skąpi w udzielaniu odpowiedzi, jak np. cesarz Etiopii Hajle Sellasje, lub uciekali od odpowiedzi, opowiadając niestworzone historie, jak szach Iranu Reza Pahlawi. Z takiego wywiadu, w sensie faktografii, nie wynikało więc nic. Wartość poznawcza odpowiedzi na zadawane pytania była więc także bliska zeru.

Ale liczyło się co innego. Czytelnik, czyli klient najpoczytniejszych gazet na świecie, dowiadywał się, z klimatu wywiadu, z tego, co wyczytał między wierszami, z jaką miernotą ma do czynienia lub jakim niebezpiecznym i bezczelnym człowiekiem był rozmówca. Teksty tych rozmów były rozprowadzane na cały świat, były też pilnie studiowane przez tajne służby wywiadu Wschodu i Zachodu. Prezentowały bowiem zgrabnie sylwetki rozmówców. Były to ich wierne portrety, tworzone ze słów.

Fallaci miała większe ambicje i chciała od rozmówcy uzyskać interesujące, prawdziwe odpowiedzi na zadawane pytania. Do każdego wywiadu przygotowywała się tygodniami i miesiącami. Gromadziła ogromny materiał poznawczy o człowieku, który ją zaprosił i o uwarunkowaniach, w których wyrósł i które go ukształtowały na wielką postać. Z tego punktu widzenia jej relacje są niezwykle interesujące. Szczególnie interesujące były dla dojrzalszego czytelnika polskiego, który najczęściej miał wypaczony obraz świata, ukształtowany przez cenzurę i ideologię PRL.

Prezentowana książka traktuje bowiem o czasach z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nasz obraz tych lat, zapamiętany ze szkoły lub ówczesnych gazet i telewizji, jest diametralnie różny. Dlatego niektóre rozmowy są wprost fascynujące. Szczególnie interesujące są wywiady z politykami Portugalii, z okresu po upadku dyktatury Salazara, w wyniku rewolucji „Goździków”. Tamte obrazy bowiem przypominają naszą polską rzeczywistość, po zwycięstwie Solidarności. Spotyka się tu także wywiad z człowiekiem, którego istnienia trudno by podejrzewać. Wydawało się bowiem, że Wiktor Hugo, w swojej powieści Nędznicy wymyślił na potrzeby fabuły postać biskupa Benvenuto, który całe swoje życie poświęcił biednym. Wydawałoby się, że takich ludzi nie ma, i nie może być. A jednak wywiad Oriany z brazylijskim biskupem Helderem Camarą potwierdził fakt istnienia ludzi wcielających w praktyce niby utopijne zasady, i że są to postaci prawdziwe.

Niekiedy w trakcie czytania książki traci się sympatię dla Oriany. Szczególnie wtedy, gdy gra osobę, która zjadła wszystkie rozumy i jest zbyt kategoryczna czy zbyt jednostronna w ocenie rzeczywistości. Po zakończeniu lektury należy jednak z szacunkiem schylić głowę. Była Włoszką i bardzo kochała swój kraj. Często pisała o nim z wielką troską. Była mądrym człowiekiem i mądrą kobietą, której jedynym grzechem było to, że uwierzyła w możliwość zmiany świata na lepszy – przez swoje wysiłki.

Nic z tego wyjść nie mogło. To była wiara utopijna. Światem polityki rządzą ludzie. Ale ludzie niezwykle bogaci i mający do dyspozycji ludobójcze arsenały. Człowiek to jest istota egoistyczna w każdym podejmowanym działaniu. I ma swój subiektywny obraz świata, i własną hierarchię wartości, z której wynika, że właśnie on, jedyny wśród innych ludzi, jest najważniejszy, i jego kraj, i jego interesy. Wszyscy jesteśmy pod tym względem tacy sami. I niech nikt nie udaje bezwarunkowego altruisty i niech nikt nie twierdzi, że on byłby inny. Daj no tylko biednemu bogactwo i władzę, a bezbronnemu arsenały i armie. Już on wtedy pokaże, co potrafi. Czyli – będzie taki sam. Ale próbować zmienić świat na lepsze trzeba! Przy czym ważna jest świadomość, że jeden człowiek, bez zaplecza – nie znaczy dosłownie nic. A ona była takim wojującym samotnikiem. Wierzyła w tzw. „nos Kleopatry”, czyli „gdyby Kleopatra była brzydka – świat wyglądałby dzisiaj zupełnie inaczej”. Co znaczy, że jeden człowiek może zmienić świat.

Oriana Fallaci miała niewielką, szczupłą postać i surowe, ostre rysy twarzy podkreślające jej silny charakter. Była, przez całe niemal życie, samotna. Nie miała także dzieci. W jej wywiadach i pisarstwie bardzo rzadko można też spotkać zwykłe uczucia ciepła, miłości lub nawet zwyczajnej ludzkiej przyjaźni. A może po prostu nie dała się poznać z tej strony. Tylko jeden wywiad pozwala na poznanie Oriany jako kobiety. To wywiad z mężczyzną, który pojawił się w jej życiu jak błyskawica i równie szybko zginął. Był to bojownik, terrorysta, zamordowany przez grecką juntę wojskową w zaaranżowanym wypadku. Jednak ten wywiad jest tak nieludzki w treści, że nijak mu do tego, z czym zazwyczaj kojarzy się nam słowo miłość. Chyba Oriana kochała własne niespełnione marzenia o walce ze złem, karabinem czy dynamitem i o zabijaniu zła własnymi rękami.

Trzeba także przyznać, że Fallaci znała się na ludziach, a jej oceny i przewidywania co do losu swoich rozmówców często się spełniały. Nie pomyliła się też co do oceny naszego Wałęsy w marcu 1981 r., którego z miejsca określiła jako próżnego ignoranta. I miała wtedy rację. Pisała: „Wałęsa nie podobał mi się jako człowiek, ale stałam – podobnie jak wielu innych – wobec ogromnego dylematu: albo przysłużyć się Rosji i napisać, że Wałęsa nie jest OK, albo pomóc walce o odzyskanie demokracji i napisać, że Wałęsa jest w porządku. Wybrałam to drugie wyjście i nie miałam racji”.

Fallaci zmarła w atmosferze społecznego i politycznego zakłopotania. Przed śmiercią skrytykowała bowiem totalnie islamistów i ostrzegła świat przed „tą zarazą – czyli jedyną religią na świecie, która uczy nienawiści do niewiernych”. Publicznie oświadczyła tak: „Ktoś musiał to powiedzieć. Powiedziałam ja. Teraz zostawcie mnie w spokoju. Drzwi są już zamknięte”. Zmarła na raka piersi we wrześniu 2006 r., przeżywszy 77 lat.

Trzeba czytać książki Oriany Fallaci i to nie będzie stracony czas. Można czasami odkryć w sobie podobne talenty. I można spróbować przeprowadzić kiedyś wywiad-rzekę z człowiekiem, który zasłużył na to, aby go pytać. Jednak zawsze, na końcu, zachować swoje utwierdzone zdanie.

Oto fragment wypowiedzi z jej książek:

„Allah nie ma nic wspólnego z Bogiem chrześcijańskim. Z Bogiem, który w ludziach widzi swoje dzieci. Allah jest Bogiem właścicielem, Bogiem-tyranem. Bogiem, który w ludziach widzi swoich poddanych, ba, swoich niewolników. Bogiem, który zamiast miłości naucza nienawiści, który w Koranie nazywa »psami« niewiernych, którzy wierzą w innego Boga i rozkazuje ich ukarać. Podbić, wymordować. Jakże więc można stawiać na tym samym poziomie Jezusa i Mahometa? Czy wystarczy brednia o Jedynym Bogu, by ustalić zgodność pojęć, zasad i wartości?

I żałuję jedynie tego, że nie byłam wystarczająco twarda, że mój gniew złagodziłam refleksją. Nazbyt wielu jest tych, którzy milczą. Którzy myślą tak samo jak ja, ale boją się mówić to, co mówię ja. Którzy dla własnej korzyści albo z tchórzostwa udają Greka, udają, że nie widzą tego, co dostrzegam ja. Tak, że ich milczenie jest tym samym milczeniem, ich strach tym samym strachem, ich przebiegłość tą samą przebiegłością, z jakimi w latach dwudziestych, a potem w latach trzydziestych dwudziestego wieku ich dziadkowie powitali faszyzm, narodowy socjalizm i bolszewizm.

Kiedy pomyślisz na przykład, że taki pijak, jak Jelcyn był carem, a taki ignorant, jak Wałęsa symbolem wolności, zapiera ci oddech.

Nie chcę widzieć tego meczetu, to bardzo blisko mojego domu w Toskanii. Nie chcę widzieć minaretu wysokości 24 metrów w miejscowości Giotta, skoro ja w krajach muzułmańskich nie mogę nosić krzyżyka ani mieć Biblii. Jeśli będę dalej żyć, pojadę do przyjaciół w Carrarze, mieście marmurów. Tam jest wielu anarchistów: razem z nimi wezmę materiały wybuchowe i wysadzę ten meczet w powietrze.

To jest wojna, obudźcie się! (...) Czy nie widzicie, że tacy ludzie, jak Osama bin Laden chcą nas zniszczyć? Że czują się uprawnieni do tego, żeby zabijać was i wasze dzieci, tylko dlatego, że pijecie wino lub piwo, chodzicie do teatru lub kina, nosicie minispódniczki albo krótkie skarpetki, kochacie się, kiedy chcecie, gdzie chcecie i z kim chcecie? Nawet to was nie obchodzi, idioci?

Uważam za haniebne, że we Francji – w tej Francji od Liberté – Egalité – Fraternité – pali się synagogi, terroryzuje się Żydów, profanuje się ich cmentarze. (...) Że w Szwecji żąda się wycofania pokojowej Nagrody Nobla, którą w 1994 roku otrzymał Szymon Peres, i przekazania jej w całości (...) Arafatowi. (…) Do diabła z Nagrodą Nobla i chwała tym, którzy jej nie przyjmują.

Zachłanny, pełzający, mroczny islam. Jego żarłoczność i pragnienie podboju, ujarzmienia. Jego kult Śmierci, umiłowanie Śmierci. Nienawidzę pieprzonych islamskich kamikadze, pieprzonych islamskich terrorystów, pieprzonych bin Ladenów, bo żyją w kulcie Śmierci.

Zawsze byłam pisarką, moje wywiady były literaturą. Moje korespondencje z wojny w Zatoce Perskiej też są literaturą. Ja nie jestem pisarką, która wywodzi się z dziennikarstwa. Jestem pisarką, która uprawiała dziennikarstwo.

Nie interesują mnie krytycy. To prawie zawsze są nieudani pisarze, zazdrośni i zawistni wobec tego, kto pisze”.

Oriana Fallaci.

Uzupełnienie, od tłumacza książki na język polski:

„Każdy, kto uważa, że osobowość Oriany Fallaci ukształtowała gorąca włoska natura i śródziemnomorski klimat – niech posłucha: Oriana miała polskiego przodka, który zginął, walcząc z zaborcami. W połowie XIX wieku jej prababka zaszła w ciążę z polskim arystokratą, który przebywał we Włoszech w związku ze swą aktywnością w ruchu niepodległościowym z zaborcami. Gdy w Polsce wybuchło powstanie styczniowe, Polak wrócił do ojczyzny, by wziąć w nim udział. Przed wyjazdem obiecał ukochanej, że wróci i się z nią ożeni. W kraju mężczyzna został schwytany i powieszony na rynku w Krakowie”.

(Francesko M. Cataluccio)