Strona główna / Biesiada kulturalna / Odeszli z różą w sercu

GP #16, 31 lipca 2010 r.

Odeszli z różą w sercu

EDWARD DUSZA

Od zakończenia II wojny światowej minęło 65 lat. Kataklizm dziejowy, wywołany napadem Niemiec i Rosji na Polskę, zniszczył nasz kraj nie tylko gospodarczo, ale obciążył nas na wiele lat obcym, wrogim dla narodu ustrojem.

Okres wojenny spowodował niczym nie powetowane straty kulturalne. W ogniu palących się polskich miast uległy zniszczeniu stare, historyczne gmachy, pałace, biblioteki, zbiory. Okupant wywiózł szereg arcydzieł sztuki mistrzów renesansu, m.in. „Portret młodzieńca” pędzla Rafaela, krakowski ołtarz Wita Stwosza, zniszczono ufundowany przez Paderewskiego Pomnik Grunwaldu. Pastwą ognia padły przywiezione do Polski zbiory Raperswilu.

Ginęli ludzie. Szarzy, bezimienni żołnierze, ludność cywilna, a także ci, którzy reprezentowali naukę i kulturę. W owych dniach, kiedy zdawało się, że noc zapadła nad Polską, wbrew zarządzeniom okupanta, wbrew terrorowi i dzikim represjom, powstawały pisma literackie, satyryczne, informacyjne. Drukowane w podziemnych oficynach, czy powielane lub przepisywane na maszynie, znajdowały czytelników. Wielu drukarzy zapłaciło za druk tych pism śmiercią. Ale i te drakońskie wyroki nie powstrzymały rozwoju polskiej prasy podziemnej. Jednocześnie zaczął działać tajny uniwersytet, kształcący tych, którzy w czerwcu 1939 r. otrzymali świadectwa maturalne. Warszawa, zdawałoby się ujarzmiona, rzucona na kolana, przygotowywała się do walki. Słynne Szare Szeregi, będące kryptonimem Związku Harcerstwa Polskiego, stały się częścią Armii Krajowej i faktycznymi obrońcami miasta w czasie powstania. Najmłodsi członkowie tej organizacji mieli po 15 lat, tworząc szczebel „Zawisza”. Starsi, od 16 do 18 lat, zaliczani byli do „Sokołów Bojowych”, członkowie powyżej 18 lat tworzyli Grupy Szturmowe. Po reorganizacji hufców powstały podzielone na kompanie bataliony „Zośka” i „Parasol”. Najsławniejszy „Zośka” przybrał imię od pseudonimu swojego bohaterskiego dowódcy – Tadeusza Zawadzkiego.

Tadeusz Zawadzki urodził się 21 stycznia 1921 r. Ukończył, podobnie jak Krzysztof Kamil Baczyński, gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie i konspiracyjną podchorążówkę. Był komendantem warszawskich grup szturmowych. Brał udział w wielu bojowych akcjach. Zginął w czasie walk z Niemcami we wsi Sieczychy koło Wyszkowa.

Szare Szeregi prowadziły w Warszawie szkołę podchorążych „Agricola” oraz wydawały własne pisma: Źródło, Dęby, Drogowskaz, Pismo Młodych i Brzask. Szare Szeregi, które odegrały tak ważną rolę w powstaniu, składały się głównie z dzieci i młodych, urodzonych przeważnie około roku 1920. Dla przykładu tylko kilka nazwisk poległych żołnierzy batalionu „Zośka”: Stefan Woliński – kapral Czarny, poległ 30 sierpnia na ulicy Zakroczymskiej, miał lat 16. Juliusz Rubini – plutonowy Piotr, poległ 5 sierpnia, lat 20. Janina Plebańska – łączniczka Jola, poległa 30 sierpnia w wieku lat 20. Młodzież walczyła wtedy za swoje miasto, a za Wisłą stała bezczynnie i patrzyła na dogorywające miasto „oswobodzicielska sowiecka armia”.

Warszawa otrząsnęła się z gruzów. Ta wielkiej urody modelka Canaletta, jak ją nazwał w swoim wierszu poeta powstaniec Zbigniew Chałko, jest obecnie jednym z najpiękniejszych miast polskich. Lecz śmierć tej generacji, która zginęła za jej mury, jest widocznie odczuwalna w powojennych dziejach naszej ojczyzny.

Jeden z redaktorów konspiracyjnego pisma literackiego Sztuka i Naród – Andrzej Trzebiński, uczeń znakomitego polonisty Adamczewskiego, napisał, zdając sobie sprawę, że śmierć młodych będzie zgubą całego pokolenia: „Pochłonie nas historia. Młodych, dwudziestoletnich chłopców. Nie będziemy Mochnackimi, Mickiewiczami, Norwidami naszej epoki. Moglibyśmy być Rimbaudami. Ruzumieliśmy siebie dobrze, bardzo dobrze. Myślaleś o sobie jako o postaci historycznej. Ja także. Nie byliśmy specjalnie do historii upozowani, nie, przecież nasz gest miał powstawać naturalnie, prosto, jak cień naszego działania”.

Andrzej Trzebiński, zapowiadający się jako znakomity intelektualista, pisał wiersze, był autorem szeregu świetnych esejów, recenzji i dramatu Aby podnieść różę. Aresztowany przypadkowo, zginął w egzekucji 12 listopada 1943 r.

Śmierć przyszła do niego – pisał Zdzisław Jastrzębski – jak oczekiwał, jesienią pełną dla niego uroku, jesienią, która twórczo owocowała w jego utworach.

„I trzeba stanąć ponad wszystkim. Ponad miłością przede wszystkim. Tamtą burzliwą, wykolejoną, bolesną, ale bogatą, żywą młodością. I poetą już nie być. Nie można.
– Umrzeć.

Trzecia jesień – śmierć. Tylko zrobić to mądrze, bardzo mądrze. Jeszcze teraz żyje wszystko może – ale wiem, i to jest straszne, że wolność to szansa innym, dzień wolności nie może mię zastać żywym...

Czerwień i żółć. Usta czerwone i młode we włosach żółtych. Odwieczne kolory jesieni.”

Tak pisał Andrzej Trzebiński tuż przed swoją śmiercią, jakby wizjonersko przeczuł zagładę tych młodych talentów, tej niezwykle oryginalnej młodej literatury, która żywiołowo rozkwitła w czasie najbardziej tragicznym dla narodu. Jakże inaczej mogłaby wyglądać nasza literatura dzisiaj, gdyby pokalenie Trzebińskiego nie wyginęło czy nie opuściło kraju. Wymienię tu tylko zmarłego wiosną 1994 r., tuż przed 50. rocznicą powstania warszawskiego poetę, tłumacza, prozaika, emigranta politycznego Zbigniewa Chałkę, z pokolenia Kolumbów, którego tomy Jaworowe niebo i Strofy staromiejskie zawierają najpiękniejsze, według mnie, wiersze wydane na emigracji, czy Zbigniewa Jasińskiego oraz tych, którzy zaprzestali twórczości albo przez ostatnie 50 lat byli nieobecni w życiu literackim nad Wisłą.

Polegli po wielu latach zostali „rehabilitowani” w komunistycznej Polsce, a utwory ich zaczęto drukować. Najwcześniej ukazał się Śpiew z pożogi Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Jednakże wielu młodych poległych w powstaniu skazano na zapomnienie przez długi okres. Leon Zdzisław Stroiński, student tajnego uniwersytetu, autor tomu wierszy Okno (pod pseudonimem Marka Chmury), członek grupy literackiej „Sztuka i Naród”, podobnie jak Baczyński uczęszczał na kurs tajnej podchorążówki. Zginął wraz ze swoim serdecznym przyjacielem Tadeuszem Gajcym i innymi powstańcami w ruinach domu przy ulicy Przejazd 3, którego bronili. Zginęła wtedy cała placówka powstańcza...

Tadeusz Stefan Gajcy w czasie największego terroru hitlerowskiego próbował tlumaczyć poezję niemiecką i pisał wiersze o słonecznej Itace i pieśniarzu Homerze. W pierwszych dniach wojny – jako 17-letni chłopiec – opuścił Warszawę i idąc za wezwaniem pułkownika Umiastowskiego zgłaszał się do każdego napotkanego oddziału z prośbą o przyjęcie do wojska. W mentalności tych młodych chłopców tkwił obowiązek obrony ojczyzny. Spełnili go na barykadach Warszawy, które często budowali własnymi ciałami. W szesnastym dniu powstania poeta Tadeusz Stefan Gajcy zginął śmiercią żołnierską. Pozostało po nim kilkadziesiąt wierszy, które zapisały jego nazwisko w historii literatury polskiej.

Wacław Bojarski, urodzony w roku 1921, student tajnego Uniwersytetu Warszawskiego, zmarł 5 czerwca 1943 r., wskutek ran odniesionych podczas akcji złożenia wieńca pod pomnikiem Kopernika. Był redaktorem Sztuki i Narodu. Tam też otrzymał nagrodę za wiersz „Ranny różą”. Był również autorem popularnych piosenek wojskowych oraz opowiadań.

W czwartym dniu powstania warszawskiego poległ na placu Teatralnym Krzysztof Kamil Baczyński, zaliczany dzisiaj do najwybitniejszych poetów tego okresu. Pozostawił po sobie imponujący dorobek, tak, iż trudno uwierzyć, że zginął, mając zaledwie 23 lata. O popularności tego poety i magii jego poezji świadczy fakt, że wiele pism emigracyjnych zamieszcza często jego utwory. Być może nie tylko poezja i tragiczny zgon poety wywierał wpływ na umysły współczesnych: życie Baczyńskiego to osobliwe misterium – przykład patriotyzmu i zapatrzenia się w jego wcześniejsze przykłady. A przykładem tym mógł być dla Krzysztofa Kamila poeta Mieczysław Romanowski, który zginął od moskiewskiej kuli w powstaniu styczniowym.

Odeszli ludzie – pozostały ich dzieła. Publikuje się je obecnie pieczołowicie, jako świadectwo tamtych ponurych, tragicznych dni. Być może ten sam los spotka kiedyś tych, którzy narażali się na prześladowania w wolnej Polsce, odbijając na powielaczu swoje utwory, którzy nie ugięli się i nie poddali cenzurze. Na razie nie odnotowujemy tego zjawiska, chociaż mamy niby wolną Rzeczpospolitą. Przeciwnie – ci, którzy służyli kiedyś wrogiej ideologii w kraju, dzisiaj wydają pisma na emigracji czy pracują w polonijnych pismach na eksponowanych stanowiskach. Sumienia Polaków skarlały: mało kogo to oburza czy gorszy. Ale i tych ludzi zmiecie wiatr historii, kiedy naród postawi ostatnią kropkę nad „i”, kiedy dojdzie do prawdziwego rozrachunku sumienia narodu.

Ci chłopcy z alei sierpniowych, pełnych krwi, ognia i śmierci, zginęli za swój kraj wolny, bo żaden z nich nie pamiętał już zaborcy. Pozostawili testament, nakaz żołnierski, który tak wyraźnie rysuje się w wierszu Tadeusza Stefana Gajcego:

Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
pniemy się nocą nad dachy i sen,
tobie, Warszawo,
co w snach naszych śnisz
nucąc wrześniami żałobny nasz tren.
Słuchaj tych głosów,
boś po to szczęśliwie
ocalon został w tragicznej potrzebie,
byś chleb powszedni
łamał sprawiedliwiej
i żył za tamtych lepiej – i za siebie ...

A Krzysztof Kamil Baczyński podsumował cały wysiłek wojenny swojej generacji w prostych, dalekich od patosu słowach:

Bogu podamy w końcu dłonie,
spalone skrzydłem antychrysta
i on zrozumie, że ta młodość
w tej grozie jednak była czysta.

Poezja tamtych lat i historia tamtej generacji doczekała się już licznych opracowań. Dwie antologie Jana Szczawieja, benedyktyńskie wprost prace ocaliły od zapomnienia wiele utworów powstałych w czasie wojny. Ukazała się książka Genealogia ocalonych (kilka wydań), wskrzeszająca pamięć poległych żołnierzy poetów i odtwarzająca aurę tamtych dni. Ale najbardziej wzruszającą antologią poezji jest skromny tomik, wydany przez Oficynę Poetów i Malarzy na emigracji w Anglii w 1952 r. pt. Wiersze i pieśni Powstania Warszawskiego.

ntologię tę opracował Andrzej Pomian („Dowmunt”), a skład ręczny wykonali: Krystyna Bednarczykowa i ochotniczo b. żołnierz AK, Leszek Szkaradziński. We wstępie Andrzej Pomian pisze: „W nieszczęsnym rozgardiaszu emigracyjnym można stracić wiarę w naród polski. Wystarczy wówczas przypomnieć sobie Powstanie, nadludzką siłę wytrwania Warszawy, ofiarność bez granic i jedność bez reszty, aby wiarę tę odzyskać. Musi być bowiem jakieś ziarno wielkości zasiane w narodzie, który taki wyraz potrafi dać swojej własnej, a zarazem jakże ogólnoludzkiej prawdzie.”

Miejmy nadzieję, że nadejdzie ta wyśniona przez Tadeusza Gajcego Polska – gdzie chleb powszedni dzielony będzie sprawiedliwie, a ludzie żyć będą lepiej i za siebie, i za nas, i za tych, co odeszli...

I jeszcze jeden przyczynek historyczny, już bliższy nam w czasie, z terenu Chicago. I znowu zakwitły róże, spopielałe ongiś w Warszawie. Był to wieczór autorski Zbigniewa Chałki, zorganizowany przez chicagowski Klub Warszawiaków. Obrońca Starówki, chłopiec walczący wówczas pod dowództwem pułkownika Roga-Błaszczaka, czytał swoje wiersze w jakże odległym od Warszawy, choć niby drugim co do liczby ludności polskiej, mieście. Na zakończenie tego wieczoru prof. Tymon Terlecki wręczył poecie upominek w postaci płyty „Odeszli z różą w sercu”. Na płycie tej nagrano recytacje utworów poetów walczącej Warszawy.

Zbigniew Chałko zmarł na emigracji w Chicago. Doszlusował do tych, którzy znaleźli śmierć w ogniu płonącego miasta. Ten ogień płonął w sercu naszego poety przez długie lata emigracji... i nie zgasł. Pozostał w jego wierszach.