Strona główna / Biesiada kulturalna / Odpowiednie dać rzeczy słowo...

GP #1, 11 stycznia 2014 r.

Odpowiednie dać rzeczy słowo,
czyli poezja Juliana Tuwima

KATARZYNA MURAWSKA

Tuwim
Ławeczka Tuwima – pomnik autorstwa Wojciecha
Gryniewicza przed Pałacem Juliusza Heinzla w Łodzi

Poezjo! lampo czarnoksięska
I lampo laboratoryjna!
Misterna wraz i misteryjna
Jak ceremoniał nabożeństwa.
O, matematyko anarchii,
Nieubłagana w rozrachunku.
Chemiczko w masce kabalarki,
Trzeźwa szynkarko pijanych trunków.
Znam cię: półnaga, sprośna, bujna,
Pod niebo skoczną bijesz nogą,
Gdy własny cię upoi haszysz
Lecz przedtem, farmaceutko czujna,
W białym fartuchu, z miną srogą,
Każdą dziesiątą uncji zważysz.
Wiem: w planetarnym lunaparku
Jak piłką rzucasz wiecznościami,
Lecz najpierw sprawdzisz każdy kamyk.
Każde kółeczko w swym zegarku.
Tak dwujedyny, Faust z Einsteinem,
Widzenie do probówki bierze,
Pod światło patrzy w gusła tajne,
A liczby stawia na papierze.
Tak mgiełki srebrne i błękitne,
Tak nawałnice snów i buntu
Mierz cyrklem, wagą, logarytmem
I dyscypliną kontrapunktu.

Julian Tuwim jest (śmiem tak twierdzić) najbardziej wszechstronnym i najbardziej lubianym polskim poetą XX wieku. Kochały go i nadal kochają dzieci, młodzież i dorośli. Trudno zdobyć takie powodzenie już za życia. Jemu się to udało. Nic dziwnego, był przecież mistrzem słowa, niezrównanym autorem tekstów piosenek sentymentalnych i humorystycznych scenek kabaretowych. Był twórcą niezapomnianych wierszy dla dzieci, takich jak „Lokomotywa”, „Słoń Trąbalski”, „Dyzio Marzyciel” czy „Ptasie radio”. Trudno dzielić jego wiersze na tylko dla dzieci i tylko dla dorosłych, bo kogo nie wprawi w zdumienie wiersz o „Spóźnionym słowiku”?...

Płacze pani słowikowa w gniazdku na akacji,
Bo pan słowik przed dziewiątą miał być na kolacji.
Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,
A tu już po jedenastej – i słowika nie ma!

Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
A na deser – tort z wietrzyka w księżycowym blasku.

Może mu się co zdarzyło? Może go napadli?
Szare piórka oskubali, srebrny głosik skradli?
To przez zazdrość! To skowronek z bandą skowroniątek!
Piórka – głupstwo, bo odrosną, ale głos – majątek!

Nagle zjawia się pan słowik, poświstuje, skacze...
„Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!”
A pan słowik słodko ćwierka: „Wybacz, moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!”

27 grudnia br. przypada 60. rocznica jego śmierci, a 13 września 2014 roku – 120. rocznica urodzin. Uchwałą Sejmu RP VII kadencji z 7 grudnia 2012 rok 2013 ogłoszony został „Rokiem Juliana Tuwima”. Nie w uchwałach jednak siła poezji. Dla nas, emigrantów, cała nasza emigracyjna mitologia zawarta jest w tym fragmencie „Kwiatów polskich”:

My country is my home. Ojczyzna
Jest moim domem. Mnie w udziele
Dom polski przypadł. To – ojczyzna.
A inne kraje są hotele.
Mój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko.
A w nim (pamiętasz?) ta szuflada,
Do której się przez lata składa
Nie używane już portfele,
Wygasłe kwity, wizytówki,
Resztki żarówki, ćwierć-ołówki...
Leży tam spinka, fajka, śrubka,
Syndetikonu pusta tubka,
Jakaś pincetka czy pipetka,
Stara podarta portmonetka.
Kostka do gry, koreczek szklany.
Bilet na dworcu nie oddany,
Szary zamszowy futeralik,
Zeschły pędzelek, lak, medalik,
Przycisk z jaszczurką bez ogona,
Legitymacja przedawniona,
Brązowe pióro wypalane
Z białym napisem „Zakopane”.
Korbka od czegoś, klucz do czegoś,
Lecz już oboje „do niczegoś”
Słowem, wiesz, jaka to szulflada...
A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz,
Znajdziesz tam małe zasuszone
Serce twe, w gratach zagubione...
Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj...
Przyda, nie przyda się – niech leży.
Oszczędzaj graty przy „porządkach”
W takich szufladach i zakątkach,
Boś z każdym cząstkę życia przeżył
I trwasz, nie wiedząc, z tą starzyzną...
Jak z tą szufladą, tak z ojczyzną:
Nic nie wyrzucisz. Coś ci wzbrania
Przetrząsnąć lamus przywiązania
I „niepotrzebne”, „nieużyte”
Usunąć. Niech zostanie z tobą.
Zabobon, mówisz? Tak, zabobon...
Ludzie uczeni zwą to – mitem.
I z tej codziennej mitologii
Nagłych, z zaułka, zjawień, olśnień,
To z barwy, z linii, to z melodii
Chwila ojczyzną ci wyrośnie.
Zjawi się taka niewątpliwa,
Wyłączna, nie do podrobienia,
Że poznasz z echa, zwęszysz z cienia
To ona – twoja, własna, żywa.

Cóż to za czarodziej kryje się pod nazwiskiem Julian Tuwim? Śpieszę przypomnieć wielce szanownym czytelnikom GP i miłośnikom poezji, że urodził się w 1894 roku w Łodzi, że pochodził ze spolonizowanej rodziny żydowskiej, która świadomie wybrała Polskę na swoją ojczyznę. W 1919 roku z przyjaciółmi założył grupę poetycką „Skamander” i kabaret literacki „Pod Picadorem”. W okresie międzywojennym wydał kilka tomików wierszy m.in. Czyhanie na boga, Sokrates tańczący, Siódma jesień i Rzecz czarnoleska.

17 wrzesnia 1939 roku, mając świadomość zagrożenia, przekroczył granicę Rumunii, zabierając ze sobą liść z polskiego drzewa. Przechowywał ten zasuszony talizman przez całą wojnę i wrócił z nim w 1946 roku do kraju. Odsuwał się od strefy wojennej, ale ciągle był blisko Polski. Kiedy upadła Francja, wyjechał do Brazylii, potem do Stanów Zjednoczonych, do Nowego Jorku. Tam pisał jedyny w swoim rodzaju poemat Kwiaty polskie i pełne tkliwości poetyckie listy...

Najukochańsza moja, wieczna i jedyna,
Zza oceanu ślę tę garstkę smutnych słów
O tym, że kocham cię, że tęsknię, że wspominam
I jedną myślą żyję: że cię ujrzę znów.

Zbolałe serce moje znajdziesz w każdym słowie,
Ty, która stałaś się marzeniem mym i snem!
Najukochańsza moja! Ty jesteś jak zdrowie!
Ile cię cenić trzeba – dziś najstraszniej wiem.

Jest tyle innych i piękniejszych, i gorętszych
W pachnące noce nad brzegami ciepłych fal,
I tyle gwiazd nad głową, bliższych gwiazd i większych,
I wielkich kwiatów, i w księżycu srebrnych palm.

Lecz że się wiernym pozostanie tylko Tobie
I gwiazdom oczu twych, i kwiatom twoich słów,
Najukochańsza moja, tylko ten się dowie,
Kto cię utracił i kto pragnie ciebie znów.

W ostatnich latach życia Tuwim stworzył niewiele wierszy. Zajmował się przede wszystkim tłumaczeniami z języka rosyjskiego (twórczości A. Puszkina i W. Majakowskiego), francuskiego, niemieckiego i łaciny.

Poezja Tuwima uważana jest za jedną z najtrudniejszych ze względu na częste żonglowanie słowem, zwielokrotnienia znaczeń jednego wyrazu poprzez inne, nie zawsze jasne podkreślenia niektórych słów w zdaniu, jakby było ono niedokończone. Ogromna giętkość i błyskotliwość tego języka przyjmuje często koloryt humorystyczny. Słowa przyjmują cechy opisywanej rzeczywistości. Przykładem tego może być znana wszystkim „Lokomotywa”, w której rytmika i szelest polskich słów decyduje, że jest to wiersz-onomatopeja.

Oprócz dzieł charakteryzujących się niebywałym pięknem i kulturą słowa, Julian Tuwim tworzył także wiersze pisane językiem potocznym. Choćby taki jak ten, mogący charakteryzować nasz świat:

Zacisnąć pięści, zaciąć zęby,
Spod bruzdy gniewu patrzeć w świat,
Iść pod wysoki, szumny wiatr,
Bijący w twarz, tłukący w świat,
Jak rebeliantów twarde bębny. (...)
A jeśli grom – to On, to On
Na dół płonącą runął głową!
A jeśli krzyk – to ja, to ja:
Ludzkiego buntu boże słowo.

Łódź wystawiła swemu piewcy skromny w formie, ale jakże bogaty w treści pomnik, którego autorem jest Wojciech Gryniewicz – ławeczkę, na której można usiąść obok mistrza i pogwarzyć o Polsce, o przyrodzie i o miłości... do świata i ważności... słowa, które jest najcudowniejszym z cudów.