Strona główna / Biesiada kulturalna / Zofia Bukowska – piewczyni Podhala

GP #20, 3 października 2015 r.

Zofia Bukowska – piewczyni Podhala

MARIA GAŁĄZKA-WAWRZUTA

Bukowska Zofia
Od lewej: Marian Włodarski, Janina Babiarz, Elżbieta
Wałkuska-Chojnowska i Zofia Bukowska
(fot. Eryk Wróblewski)

Jestem z podhalańskiej ziemi
z porywających potoków
wichrów rozpędzonych…

Powyższy fragment pochodzi z wiersza Zofii Bukowskiej, której twórczość wyróżnia się oryginalnością na tle polonijnych poczynań w dziedzinie kultury ludowej. Podobnie jak tysiące innych emigrantów rozsianych po całym świecie, a szczególnie w Ameryce Północnej, autorka przybyła do Chicago z polskiego Podhala. Posiada autentyczny rodowód góralski, o czym dobitnie świadczą dzieje Bukowskich wywodzących się z Cichego, a osiadłych od początków XX w. w Czarnym Dunajcu.

Dzieciństwo Zofii Bukowskiej upłynęło w scenerii malowniczego górskiego pejzażu. Podhale to od wieków kraina ludzi wolnych, których charaktery kształtowała twarda walka o przetrwanie. Nie było czasu na sentymenty, nie wahano się chwytać za broń, gdy szlachta zaczęła ograniczać prawa i przywileje tych wolnych ludzi. Mieszkańcy gór, począwszy od czasów Jana Kazimierza, wnieśli znaczny wkład w walkę o niepodległość ojczyzny. Surowa, dzika przyroda, znojny trud w celu zdobycia kawałka chleba – wykształtowały u rodzin góralskich zaradność, pracowitość, odwagę i hardość.

Poetka pochodzi ze znanej na Podhalu, szczególnie w okresie międzywojennym, rodziny Bukowskich-Kasyjanów, zasłużonej w patriotycznym dziele. Jej pradziadek Kasyjan jako ochotnik-legionista uczestniczył w I wojnie światowej, a ratowanie rodziny żydowskiego przyjaciela „Bota” przepłacił w 1939 roku własnym życiem. Dziadek Jan w okresie międzywojennym działał na rzecz Stronnictwa Ludowego, będąc współpracownikiem Wincentego Witosa.

Zofia Bukowska pochodzi ze znanej rodziny gazdowskiej. Przed II wojną światową i w okresie powojennym pradziadek Kasyjan prowadził w Czarnym Dunajcu warsztat kowalski z uprawnieniami mistrzowskimi do nauki w tym zawodzie, wydawanymi przez Izbę Rzemieślniczą w Krakowie. W odziedziczonym po pradziadku zawodzie pracował też ojciec poetki, Władysław Bukowski. On także posiadał certyfikat Izby Rzemieślniczej. Oprócz tego prowadził 8-hektarowe gospodarstwo, hodując rasowe konie i bydło. Ponadto profesjonalnie trudnił się pszczelarstwem. W czasie II wojny i po roku 1945 należał do Armii Krajowej, pełniąc funkcję łącznika wywiadu. Brał udział w akcjach dywersyjnych. Jedną z nich, w okolicach wsi Lasek, było ostrzeżenie i wyprowadzenie z jadącego pociągu dwóch studentów z Krakowa. Na dworcu kolejowym w Nowym Targu oczekiwało już na nich gestapo. Jednym z ocalonych młodych mężczyzn był… późniejszy Ojciec Święty Jan Paweł II.

Najbardziej świetlaną postacią w życiu Zofii Bukowskiej pozostaje Władysław Bukowski-Kasyjan, którego ojcowskiej miłości, troskliwości i opieki nie dane jej było zaznać. W czasie II wojny światowej był on członkiem Armii Krajowej. Za patriotyczną działalność na rzecz wolnej Polski zapłacił najwyższą cenę. Aresztowany w 1949 roku przez NKWD i Urząd Bezpieczeństwa, zginął, nie odzyskawszy wolności. Wyrastająca w atmosferze szacunku dla patriotycznych postaw swoich przodków poetka pamięta szykanowanie rodziny, zarówno przez okupanta, jak i władze komunistyczne.

Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych w 1976 roku Bukowska poświęca swoje zdolności twórcze i organizacyjne na rzecz Związku Podhalan w Ameryce. Piastuje wiele ważnych stanowisk, jest prezeską Koła Literacko-Dramatycznego nr 20 i korespondentem Związku Podhalan w Ameryce. W latach 1981-84 wspiera akcję budowy Domu Podhalan, a od 1983 należy do grona współorganizatorów festiwalu „Na góralską nutę”. W latach 1984-85, wraz z p. Dzierżęgą, organizuje Komitet Edukacji, komórkę oświatową przy Związku Podhalan w Ameryce. Zapraszana jest często do wąskiego jury – grona znawców folkloru podhalańskiego (słowa, pieśni, tańców, zwyczajów i obrzędów) z okazji różnych imprez kulturalnych. Szczególne zaangażowanie poetki przejawia się w jej pisarstwie, bowiem świetnie sobie radzi z językiem literackim i gwarą. Redaguje więc Pamiętniki Zjazdów Sejmowych, Pierwszą i Drugą Księgę Pamiątkową o Młodzieży i wiele innych o tematyce podhalańskiej. W styczniu 1999 r. ukazuje się Księga Pamiątkowa Koła nr 19 im. Andrzeja Ducha-Knapczyka z okazji jubileuszu 50-lecia działalności (1949-1999). Redaguje ją Zofia Bukowska, zamieszczając w niej m.in. chronologiczny zapis wydarzeń Koła nr 19 oraz ciekawe materiały o bohaterach Ziemi Podhalańskiej, tych działających z poświęceniem w kraju, jak i na obczyźnie. Od roku 1978 działa w Kole Literacko-Dramatycznym nr 20, której jest prezesem. Jest także prezesem koła Nr 2 Brighton Park. Nie sposób wymienić w jednym artykule wszystkich jej dokonań pisarskich, dziesiątków artykułów, opracowań, recenzji i sprawozdań.

A pozostaje przecież jeszcze cała „kraina poezji”, po której Bukowska porusza się z wielką swobodą, bogactwem słownictwa, świeżością stosowanych środków stylistycznych, ciekawym sposobem wierszowania. W przenośni można stwierdzić, że jest „poetką dwujęzyczną”, bowiem doskonale rodzi sobie z językiem literackim, jak też gwarą podhalańską.

Uhonorowaniem jej samorodnej poetyki, nie wzorowanej na żadnym innym poecie, są liczne nagrody i wyróżnienia. Utwory jej zamieszczano w Antologii Poetów w Ameryce, Antologii Martyrologii Oświęcimskiego Obozu Zagłady Auschwitz, antologii Polska nam papieża dała. Zdobywała też wyróżnienia na licznych konkursach poetyckich.

We wspomnianej krainie poezji Zofii Bukowskiej mieszczą się zbiory wierszy: Snopek życio i Świat moich snów. Są to utwory dojrzałe, głęboko refleksyjne, pełne przemyśleń życiowych, refleksji i zadumy. Tchną autentycznością, gdyż wypływają z najserdeczniejszych uczuć do ziemi przodków, do Podhala, którego nie sposób pogrążyć w zapomnieniu, jeżeli jest się z nim organicznie związanym. Jest w tym wszystkim pewien fenomen, a polega on na tym, iż Zofia Bukowska opuściła, po stracie najbliższych, rodzinne strony jako 17-letnia dziewczyna. Widocznie jednak koloryt Podhala, jego barwy wszystkich pór roku nie wyblakły ani w okresie pobytu w Krakowie, ani w Chicago. Myślę, że samotność, tęsknota za polskim krajobrazem, pragnienie kontaktu z najbliższymi – cały ten bagaż emigrancki, którego ciężar wbrew teorii grawitacji przygniata ze zwielokrotnioną siłą – jest… bardzo inspirujący.

U osób wrażliwych, wyczulonych emocjonalnie, a przy tym niewątpliwie obdarzonych talentem, nostalgia aktywizuje siły twórcze, ożywia całe pokłady drzemiących w głębi uczuć. I wtedy, wykonując przecież najróżniejsze, często niezgodne ze swymi kompetencjami prace, znajdujemy czas, aby podzielić się tym, co wypełnia nasz umysł, absorbuje pamięć, wzbudza wyobraźnię. W dziwny i nierealny sposób poszum wiatru halnego spod Tatr splata się z szumem fal jeziora Michigan, mroźność przedwiośnia podhalańskiego, splecionego z kobiercem płonących krokusów, łączy się z chłodem chicagowskiego przejścia zimy w wiosnę. A wszystko to znajdziemy w strofach wierszy Zofii Bukowskiej:

Gwizdo se wiaterek, po Chicago duje
Nikt go tak, nikt go tak jak góral nie cuje.
Duje wiater, duje, pise się tornado
Hej, a u nos holny, co się sercu nado…

W miarę upływu lat emigranckiego życia rozrasta się i wzbogaca świat doświadczeń, a te z kolei, przetworzone przez pryzmat percepcji autorki, stanowią tworzywo literackie. Wierszy zebrała się pokaźna liczba. Ale jak każdy szlachetny kamień, aby nabrał blasku, musi zostać oszlifowany… Podobnie jest z poezją, która przez swoją ambicję i głoszone przesłanie pretenduje do miana dobrej. Posiadaczka tych skarbów pozostaje niezmiennie dla swoich przyjaciół, znajomych, a przede wszystkim dla Braci Podhalan osobą skromną, uczynną, otwartą na ludzkie troski i niedole, których los człowiekowi nie szczędzi.

Mnie Zofia Bukowska kojarzy się z podmiotem lirycznym wiersza, który właśnie jej dedykował Tadeusz Staich, „dobry duch opiekuńczy” twórców sztuki i poezji podhalańskiej:

Ulicą od Baligówki
od Orawy drogą
spieszą do Panajezuska ludzie
ulicą od Rogoźnika i Ludźmierza
i pewnie i od miasta
drogą od Wróblówki i Odrowąża
wszystkimi drogami
ciągną ludzie od Dunajca
Do Czarnego

Księżyc im drogę na rynku zagrodził
I mała dziewczynka aniołek
pasterka mała
Od domostwa Cisów, Kiptów Kantorów,
Kasyjanów, Cisów
Dziewczynka i księżyc
gloryja
na czarnodunajecki stary cmentarz
prowadzą ciżbę ludzką
gloryja

Tej nocy Panjezus
tu na świat przyszedł
gloryja.