Strona główna / Biesiada kulturalna / Okruchy rozbitej rzeczywistośc

GP #21, 8 października 2011 r.

Okruchy rozbitej rzeczywistości – trudna poezja Anny Marii Mickiewicz

MIROSŁAWA KRUSZEWSKA

Anna Mickiewicz
Anna Maria Mickiewicz

Codzienność przepływa obok nas niepostrzeżenie, mimochodem jakby. Dotyka ona wszystkich jednakowo – tu i teraz – często nijaka i banalnie mało ważna. Konfrontujemy się z nią każdego dnia, zwykle nie zdając sobie sprawy z istoty tych zmagań – że jest to walka, aby trwać jeszcze o tę jedną chwilę dłużej, o ten jeden moment, o ten jeden dzień.

Trwać w codzienności. Jedni czynią to godnie, inni zupełnie nie potrafią się w tym odnaleźć. Wbrew pozorom, nie jest łatwo stawiać czoła codzienności. Mówi się często o heroizmie i bohaterach dnia codziennego. Codzienność bowiem wymaga odwagi. Wiedzą coś o tym emigranci polityczni, dla których Bóg-Honor-Ojczyzna to hasła żywe i w żaden sposób nie dające rozmienić się na drobne. W każdym razie nie na banknoty współczesnej emigracji zarobkowej – ta należy do zupełnie innej kategorii „rycerzy” codzienności. Różnice charakterologiczne i socjologiczne są tutaj aż nadto widoczne.

Przechodząc koleje wygnańczego losu można szybko zatracić zdolność odróżniania Dobra od Zła, a co za tym idzie – poddać się tzw. dysfunkcji odpowiedzialności. Może to nas spotkać nie tylko poza granicami kraju, ale też gdy pozostajemy w jego granicach.

W czasach tzw. Polski Ludowej, które nazwać można jednym z najbardziej bolesnych eksperymentów więziennych w dziejach naszego narodu, istniało pojęcie tzw. „emigracji wewnętrznej”. Jest to forma dystansowania się od realiów codzienności, gdy nie mamy już sił stawić czoła temu, co wokół nas się dzieje. Był to czas smutny, brutalny, czas szarych kolorów i zmęczonych twarzy.

Smutne lata drugiej połowy XX w. dowiodły, jak ulotne są pojęcia patriotyzmu, heroizmu czy niezłomnej miłości tego, co jest dla nas z najważniejszych ważne – naszego miejsca na ziemi, zwanego patetycznie Ojczyzną. Wojenne lata heroizmu, związane z pojęciem misji wojownika, przesunięte zostały do kategorii rozważań akademickiej psychologii. Po okrucieństwach wojny, rzeczywistość powojenna przerosła najśmielsze wyobrażenia o wyrafinowaniu okrucieństwa czasu powojnia. Nastąpiła era mentalności stada.

Pisać wiersze w czasach szalejącego totalitaryzmu to artystyczny heroizm. Gdy na ulicach panoszą się rozwydrzone hordy uzbrojonych po zęby oprawców, gdy na ludzi poluje się jak na zwierzęta, nie czas na pisanie poetyckich strof. Historycznie, heroizm najbardziej kojarzy się ze służbą wojskową i z archetypem bohatera wojennego, gotowego umrzeć za swoje wartości. Wystarczy przypomnieć poetów okupowanej Warszawy lat 1939-45. W warunkach okupacji niemieckiej debiutowało całe pokolenie młodych twórców, angażujących się w walkę narodu o przetrwanie oraz chroniących wartości narodowe przed grozą rzeczywistości – m.in.: Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński, Wojciech Mencel, Krzysztof Kamil Baczyński. Wszyscy polegli z bronią w ręku w bohaterskim zrywie Powstania Warszawskiego (1944). Ich kolega i serdeczny przyjaciel, poeta Wacław Bojarski, zginął przed Powstaniem 25 maja 1943 r., postrzelony w brzuch przez niemieckiego żandarma, gdy wraz z Tadeuszem Gajcym i Zdzisławem Stroińskim składał wieniec z napisem „Geniuszowi Słowiańszczyzny – Rodacy” pod pomnikiem Mikołaja Kopernika na Krakowskim Przedmieściu, z okazji 400-setnej rocznicy śmierci astronoma.

Twórczość powstająca pod katastroficznym wrażeniem wojny i okupacji do dziś jest uważana za świadectwo tamtych lat. W gettach, niemieckich obozach jenieckich, więzieniach lub obozach koncentracyjnych tworzono poezję okolicznościową. Poezja obozowa miała na celu podniesienie na duchu więźniów, mobilizację moralną, psychologiczną walkę o godność i przede wszystkim – protest przeciwko zbrodniom dnia codziennego.

Heroizm dnia codziennego, w służbie szlachetnego celu, nie jest zwykle tak dramatyczny jak heroizm, który implikuje ryzyko natychmiastowej śmierci. A jednak angażowanie się jednostki w szlachetny cel, z gotowością do poniesienia związanych z tym konsekwencji, wiąże się z groźbą utraty społecznego statusu, ryzykiem bycia aresztowanym, torturowanym, często też z zagrożeniem życia. Zwykle mamy skłonność do czekania, aż zaistniałą sytuację ktoś inny rozwiąże. Jest to pułapka bezczynności – znana jako „efekt świadka”. Wpadamy w pułapkę bezczynności, bo przyjmujemy, że ktoś inny winien podjąć się bohaterskich działań. Ta sytuacja kieruje zachowaniem osoby w momencie trudnym. Konsekwencją jest bierna zgoda na Zło.

Reguła heroizmu sugeruje, że wszyscy potencjalnie jesteśmy bohaterami czekającymi w życiu na moment, gdy zrobimy coś heroicznego. Decyzja, by działać heroicznie, jest wyborem, do którego wielu z nas jest powoływanych tylko w pewnych momentach życia. Ujmujemy heroizm jako uniwersalny atrybut ludzkiej natury, nie zaś jako rzadką cechę kilku zaledwie wybrańców. Nie na tym bowiem heroizm polega. Przez skoncentrowanie się na heroizmie rozumianym jako aspekt ludzkiego zachowania możliwe jest rozwijanie tego, co określamy jako „heroiczną wyobraźnię” albo rozwijanie osobistego ideału bohaterstwa. Ten ideał może pomóc kierować zachowaniem osoby w momencie trudnym lub moralnie niejasnym.

Imperatyw heroizmu trwania wbrew wszelkim przeciwnościom powtarzał się w historii naszego kraju wielokrotnie, m.in. w rzeczywistości stanu wojennego lat 80., który postawił sobie za zadanie brutalne zdławienie opozycji patriotycznej. Wtedy też powstawały wiersze. Też w wojennych warunkach. W brutalnej rzeczywistości walki skazanej na klęskę. Spisywane na skrawkach papieru wyciągniętego z makulatury, na kruchych płatkach przebitkowej bibułki do maszyn do pisania, publikowane były poza cenzurą, jak wiersze Anny Marii Mickiewicz, które cudem ocalały w mrocznych dniach zdziczenia.

Skromny tomik Dziewanna (1985), nazwany przekornie imieniem słowiańskiej bogini wiosny i płodności – dawczyni życia – symbolizującej radość istnienia, jest wyraźnym aktem niezgody na to, co rozgrywa się dookoła, stłumionym protestem z dna beznadziei. Nie można powiedzieć, że krzykiem. Byłoby to zbyt patetyczne. Wiersze Anny Mickiewicz są bowiem intelektualnym protestem przekazanym w wyciszeniu, emocjonanie zrównoważonym i bez romantycznej histerii. Są one zapisem czasu, w którym Polska zmierzała się z demonami.

Dziewanna ukazała się w roku 1985, w Warszawie, w oficynie „Galeria Słowa”, skupiającej niezależnych wydawców i autorów działających bez zezwolenia i kontroli ówczesnych władz. Wydawnictwo to związane było z salonem literackim i środowiskiem prof. Kazimierza Dąbrowskiego, twórcy popularnej w Polsce teorii dezintegracji pozytywnej, czyli teorii zdrowia psychicznego. Zdrowie psychiczne w rozumieniu tej teorii to zdolność do rozwoju wewnętrznego w kierunku wszechstronnego rozumienia, przeżywania, odkrywania i tworzenia coraz wyższej hierarchii rzeczywistości i wartości aż do konkretnego ideału – uporządkowania oraz poskromienia chaosu. Nie jest to proste. Być świadkiem swoich czasów. Tego nie można się nauczyć. Z tym trzeba się urodzić.

Oto kilka poetyckich refleksji Anny Mickiewicz:

Trzeba odwagi/by wytrzymać/ciążenie ziemi/trzeba odwagi/by wstawać rano/z uśmiechem na twarzy/Trzeba odwagi/by móc wyjść na ulicę/i liczyć klepki trotuaru/iść wciąż pod górę/z siatką zmartwień/i wątpliwości. (Zakupy, 1983)

Mówimy głośno:/kochajmy się wszyscy/Ulice/Twarze bez uśmiechu/twarze zmarszczone/kartki pochylone/oczy spuszczone/idziemy/czując/spirale ludzkich nieszczęść. (***)

Idziemy.../Trzymamy się za ręce/Wyciągamy dłonie/Dajemy bierzemy/Bierzemy dajemy/Zaklęte koło/Podejrzanej/Wzajemnej/Łączności. (Dłonie)

Chmury zasłaniają oczy gwiazd/Szare ćmy dotykają światła latarni/Nie lękaj się/Rozbij noc światłem umysłu. (Piotr)

Niebo – /Zasuwasz białymi obłokami/Prawdę istnienia/Kropisz mokrym deszczem/Po oszalałych głowach/Dając fałszywy spokój/oczekiwania. (Rozmowa z niebem)

Powyższe przykłady nie zostały wyrwane z kontekstu. Są to pełne teksty Anny Mickiewicz, przytoczone w całości, a ich forma poetycka przywodzi na myśl styl skondensowanej formy poetyckiej haiku. Haiku to klasyczna japońska forma poezji, bazująca na krótkiej, ulotnej refleksji nad pięknem i przemijalnością świata. U Anny Mickiewicz przybrała ona formę zaszyfrowaną, obrazującą świat w katastrofie i jednocześnie świat okrutnych zdarzeń, które nie były w stanie unicestwić do końca tego, co dobre, wzruszające i piękne. Niemożliwe jest bowiem zniszczenie pojedynczych drobinek nadziei – że jutro będzie kiedyś inne, normalne, lepsze, choć nie bardzo wiadomo, czy sami potrafimy w tym jutrze się odnaleźć: Zaczniemy od jutra/Ale co?/Zawiesimy firanki oczu/Odkryjemy pustkę beztroskich dni/Zadamy im cios/Milczącym spojrzeniem/Zginą bezpowrotnie. (Zasnucie).

W roku 2010 lubelskie Norbertinum wydało drugą, poszerzoną, edycję Dziewanny pod nowym tytułem: Proscenium. Odkrywamy nagle, że wiersze Anny Mickiewicz nie straciły nic ze swej aktualności. Co więcej – po latach nabrały literackiej drapieżności:

Rozmawiam/z Tobą/Rozmawiam/z W a m i/Język mój jest/inny/Szelmowsko delikatny/bez brzydkich słów/Język obłudy/Język wiersza. (***).

W Proscenium autorka prezentuje wiersze opublikowane w tomiku z roku 1985, uzupełnione o cykl zatytułowany „Wspomnienia”. Cykl ten powstał w tym samym czasie, nie został jednak opublikowany w pierwszej edycji. Jest poetyckim zapisem klimatu tych samych chwil, tych samych wyzwań, widzianych jednak z nieco innej perspektywy. Już same tytuły wierszy – „Dagny”, „Łzy Polikseny”, „Przepowiednia Anemona”, „Pustynna litania”, „Katharsis”, „Cierń” – wprowadzają nas w inny świat: drapieżny, lecz inny, o znacznie szerszym wymiarze. Pojawiają się motywy świata starożytnego, jak również chrześcijańskie i fascynacja pięknem natury. Nie jest to ucieczka od otaczających realiów, gdyż nagle pojawia się zgrzyt w postaci utworu „Dieta”, mówiący o głodzie lat 80., i „Zasnucie” wyrażające ponowną obawę przed nieznanym jutrem. Te dwa utwory kończą cykl, który powraca jakby w stare koleiny zaklętego kręgu polskiej rzeczywistości – ponowne wstąpienie do piekieł. Jest to podróż fascynująca.

Dlaczego Proscenium? Domyślać się można, że chodzi tu o przywołanie scenicznej czy też literackiej imitacji życia. Tymczasem poezja Anny Mickiewicz to autentyczna relacja o dniach stanu wojennego 1981-1983. O tamtych dniach, których zapomnieć się nie da i które tkwią w naszych sercach jak cierń. Cierń, którego usunąć nie sposób. Chyba, że serca te na zawsze bić przestaną. Zwyczajna to kolej rzeczy i bardzo ludzka. Być może, kiedyś ktoś sięgnie do wierszy autorki Proscenium i przywoła pamięć tego czasu, jaki stał się doświadczeniem i piętnem pokolenia, które przyszło po pokoleniu Kolumbów i przejęło ich ideały.

Proscenium (gr. proskenion), przedscenie – część sceny znajdująca się przed kurtyną w teatrze. Z proscenium przemawia często do widza narrator – osoba opowiadająca o wydarzeniach. Postać narratora jest jednym z ważnych elementów epizacji dramatu. Tak się też dzieje w poezji Anny Mickiewicz – narracja podmiotu lirycznego w jej wierszach jest swego rodzaju deus ex machina, który narzuca lapidarność ekspresji poetyckiej.

Nieprawdą jest, jak mylnie odczytuje się tytuł tomiku Proscenium, że świat jest sceną, a my aktorami. Życie to nie sceniczna imitacja. W życiu umiera się naprawdę. Imitacja życia dzieje się na scenie teatru, gdy podniesiona zostaje kurtyna. Natomiast zadaniem stojącego na proscenium narratora jest przygotowanie widza do zrozumienia tego, co się dzieje na scenie. W tomiku Anny Mickiewicz rolę tę spełnia podmiot liryczny, który uczy nas istoty teatru dziejów Polski.

Na ogół nie zastanawiamy się nad tym, czym dla nas jest poezja. Nie sporządzamy osobistych charakterystyk, które sprzyjają heroicznym zachowaniom. Nie szukamy też, w którym z nas czai się potencjalne Zło. Nasze życie składa się ze zwykłych czynności, takich jak zakupy, nauka, praca, obiad przy stole, zakochanie. Aż przyjdzie czas próby, który zadecyduje, komu w przyszłości podamy dłoń, a komu jej umkniemy. Mówi się, że Polska jest napiętnowana nieustanną koniecznością wybaczania krzywd innym. Wybaczać – tak. Zapomnieć – nie.

Niepowtarzalny czar wierszy Anny Mickiewicz sprawia, że chciałoby się, aby teksty te były dłuższe. Jednak musi wystarczyć nam to, co jest – pieczołowicie pozbierane okruchy rozbitej rzeczywistości. Ku przestrodze. Aby w tym polskim przebaczaniu miary nie zatracić.

© Mirosława Kruszewska