Strona główna / Biesiada kulturalna / Jerzy Majcherczyk oczami siostry

GP #24, 16 listopada 2013 r.

Jerzy Majcherczyk oczami siostry

CEZARY RUDZIŃSKI

Biografia Majcherczyka

Jerzy Majcherczyk, dla przyjaciół Jurek (lub w wersji amerykańskiej – Yurek), podróżnik i współodkrywca wraz z kolegami ze studenckiej wyprawy Canoandes ’79 najgłębszego na Ziemi Kanionu Colca w Peru, znany jest dobrze naszym Czytelnikom. Pisaliśmy już bowiem parokrotnie zarówno o nim, jak i o jego wyprawach.

Na rynku księgarskim ukazała się właśnie biografia Jurka napisana przez jego siostrę Eugenię. Starsza od sławnego brata o ponad 14 lat, zna go dosłownie od chwili urodzenia. Towarzyszyła mu w dzieciństwie i młodości, później zbierała dotyczące go dokumenty, zdjęcia, wycinki prasowe i inne publikacje, zachowała też jego listy do rodziców z podróży.

W oparciu o taką dokumentację, korzystając również z notatek prowadzonych przez Jurka w trakcie wyprawy Canoandes ’79, napisała ciekawą książkę. Napisała ją dobrze, sympatycznie, bezpretensjonalnie, z mnóstwem faktów i mało znanych szczegółów, opatrzonych ciekawymi zdjęciami i reprodukcjami dokumentów.

O ile tamta, trwająca niemal trzy lata wyprawa kajakarska, a zwłaszcza jej najważniejszy etap – spływ kanionem rzeki Colca, ma już dosyć bogatą literaturę na swój temat, o tyle inne fakty z ponad już 60-letniego życia Jurka, urodzonego w Siewierzu, znane są fragmentarycznie. Większość opisana została teraz po raz pierwszy. A są ciekawe.

Autorka biografii przedstawiła w niej dzieciństwo i młodość brata. Jego zainteresowanie dalekimi podróżami i krajami m.in. dzięki lekturze relacji Stanisława Szwarca-Bronikowskiego oraz filmom i programom TV Toniego Halika i Elżbiety Dzikowskiej. Także początki kajakarskiej pasji Jurka, założenie i działalność studenckiego klubu „Bystrze” w Krakowie oraz pierwsze spływy po rzekach polskich, słowackich i jugosłowiańskich, a następnie powstanie pomysłu wielkiej wyprawy na rzeki andyjskie, przygotowania do której trwały trzy lata. Przeszkody, jakie piętrzyły się zarówno na tym etapie, jak i w jej trakcie wyprawy, co najmniej kilkakrotnie omal nie doprowadziły do fiaska. W biografii napisanej przez siostrę Jurka pojawiło się na ten temat mnóstwo szczegółów i ciekawostek.

M.in. o poszukiwaniu i zdobywaniu sponsorów. Było to przecież przedsięwzięcie wręcz szalone w tamtych czasach i warunkach, nie tylko pod względem logistycznym, ale także finansowym, z  pokonywaniem trudnych dzisiaj do wyobrażenia przeszkód. Najpierw miała to być wyprawa na rzeki Argentyny, co jednak wykluczył konflikt zbrojny tego kraju z sąsiadem. Później do Meksyku, aby tam eksplorować nie przepłynięte jeszcze górskie rzeki. W końcu długie oczekiwanie, aż statek „Zawichost”, płynący do meksykańskiego portu Tampico, będzie mógł wypłynąć z Gdyni. Trwała bowiem wówczas zima stulecia i Bałtyk na sporych fragmentach zamarzł. Ponieważ uczestnicy wyprawy z braku miejsc na tym statku nie mogli płynąć ze sprzętem, lecz polecieli samolotami, ich ładunek został poważnie okradziony, co wyprawę ponownie postawiło pod znakiem zapytania i zmusiło jej uczestników do zdobywania już na kontynencie amerykańskim środków na odtworzenie skradzionego sprzętu oraz żywności. Sporo można w tej biografii przeczytać opisów – głównie na podstawie listów Jurka do rodziców (pierwszy liczył 20 stron!) oraz jego notatek spisywanych na żywo w trakcie podróży.

Pokonywanie po raz pierwszy w historii w zimie rzeki Wind w USA, nielegalne zimowe przepłynięcie fragmentu Wielkiego Kanionu rzeki Kolorado, również dziewiczy spływ jedną z najtrudniejszych rzek świata (130 km, 5 kanionów, 4 wąwozy, kompletnie zniszczone 2 kajaki) –Rio Santa Maria w Meksyku. I wiele następnych w Ameryce Centralnej po rzekach Gwatemali, gdzie kajakarstwo było wówczas nieznane, Hondurasu, Nikaragui, Kostaryki, Panamy.

Autorka pisze o „niemiłych” problemach z tamtejszymi służbami granicznymi i celnymi oraz nieoczekiwanych przypadkach ich pokonywania. Dzięki m.in. dużemu zdjęciu Jana Pawła II, pomocy lokalnej Polonii oraz ambasad PRL. W Peru, do którego dotarli po miesiącach podróży, przed spływem Colcą przepłynęli też w trzy dni 175 km wezbranej Rio Maranon. A już po odkryciu dla kajakarstwa i turystyki Kanionu Colca, Rio Apurimac – jedną z rzek źródłowych Amazonki aż do nurtu tej największej rzeki świata.

To tylko przykłady, bo później nastąpiła jeszcze kolejna część wyprawy: do Chile i Argentyny aż do Ziemi Ognistej. Wymowny był bilans Canoandes ’79 sporządzony przez autorkę biografii brata. Wyprawa ta trwała łącznie 972 dni – od 6 czerwca 1979 do 4 lutego 1982 r. Była więc jedną z najdłuższych grupowych wypraw tego typu w XX wieku.

Jej uczestnicy przepłynęli prawie 1800 km 23 górskimi rzekami, z czego 12 jako pierwsi w dziejach. Dwoma samochodami przejechali łącznie 120 tys. km przez Amerykę Północną, Środkową i Południową oraz kraje: Meksyk, USA, Gwatemalę, Honduras, Nikaraguę, Kostarykę, Panamę, Ekwador, Peru, Chile, Argentynę i Boliwię. Ale tamta wyprawa była tylko początkiem przygód i najważniejszym rozdziałem biografii Jurka.

Już miał z kolegami wracać do kraju, rodzice i rodzeństwo otrzymali list z datą przylotu do Warszawy, gdy w Polsce 13 grudnia 1981 r. wprowadzono stan wojenny. Uczestnicy wyprawy zaangażowali się w akcję protestacyjną, organizację pochodów i spotkań w Peru potępiających to, co miało miejsce w Polsce, do tego stopnia, że odmówili spełnienia żądania ambasady polskiej powrotu do kraju przez Moskwę – granice powietrzne Polski były wówczas zamknięte dla ruchu pasażerskiego.

Później podjęli działalność w Solidarności na emigracji tak intensywną i spektakularną, że podobno groził im zamach ze strony ekstremistów Peruwiańskiej Partii Komunistycznej. Niemal w ostatnim dniu ważności wiz USA znaleźli się ponownie na terytorium Stanów i ci, którzy nie chcieli lub nie mogli wrócić do Polski, otrzymali tam azyl polityczny. W rezultacie tego nad wielkim wyczynem polskich kajakarzy, a zwłaszcza przepłynięcia Kanionu Colca, o czym pisała cała prasa i inne media światowe, w Polsce na blisko 20 lat zapadła kurtyna milczenia.

Starsi bracia i w ogóle rodzina Jurka w kraju byli, jak pisze autorka, represjonowani przez Służbę Bezpieczeństwa. Niezbyt jednak chyba intensywnie i długo, gdyż jego matka otrzymała w 1984 r. paszport, aby mogła polecieć do USA na ślub syna, a i jeden z braci też odwiedzał go tam w latach 80. W biografii odkrywcy i podróżnika ponad jej połowę zajmują trudne początki życia za oceanem, założenie rodziny, działalność turystyczna.

Jurek założył z żoną agencję turystyczną działającą i dobrze rozwijającą się do dziś. Rozpoczął także działalność społeczną, m.in. założył Polonijny Klub Podróżnika, zorganizował kolejne wyprawy, tym razem polsko-amerykańsko-peruwiańskie, sportowo-badawcze do Kanionu Colca w latach 2008-09. Efektem wyprawy Canoandes ’79 oraz późniejszych działań Polaków jest popularyzacja tego, biednego wcześniej i zaniedbanego, regionu Peru jako celu przyjazdów turystycznych.

W 2011 r. odwiedziło go 350 tysięcy ludzi! Zaś dla Jurka deszcz odznaczeń, tytułów honorowych, wyróżnień itp. I kolejne pola działalności, także charytatywnej, na rzecz Indian w regionie Kanionu Colca. No i wspomnianej turystycznej oraz odkrywczej. Imponujący jest zamieszczony w tej monografii bilans osiągnięć organizacyjnych Jurka oraz prowadzonych przez niego działań, wypraw itp. Aktywności także na terenie rodzinnego Siewierza, gdzie w 2006 r. otwarto, stale uzupełnianą o nowe eksponaty, wystawę „Kanion Colca i dokonania Polaków w Peru”, co zresztą umożliwiło obecnie wydanie tej biografii. Jej mocną stroną są też zdjęcia oraz reprodukcje dokumentów, okładek książek i innych publikacji poświęconych „odkrywcy z Siewierza”. Jest ich w sumie 140, zarówno w tekście, jak i na końcu tej książki w postaci załączników potwierdzających fakty, o których pisze autorka.

Nie zabrakło w niej, a ściślej na tylnej okładce tej biografii, również informacji promującej Siewierz. Miasto leżące w centrum województwa śląskiego, w przeszłości jeden z najstarszych grodów w Polsce, a obecnie interesujący cel wyjazdów turystycznych i gastronomicznych, gdyż słynie z paru regionalnych przysmaków. W sumie jest to więc książka ciekawa. Wzbogaca naszą wiedzę nie tylko o wydarzenia z życia jej głównego bohatera, ale także o fakty z działalności innych Polaków na ziemiach środkowo- i południowoamerykańskich. Przede wszystkim w Peru.

Eugenia Kosteczka, JERZY MAJCHERCZYK ODKRYWCA Z SIEWIERZA. Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Siewierzu. Siewierz 2013 r., str. 141.