Strona główna / Biesiada kulturalna / Kariera panienek ze Sieny

GP #25, 30 listopada 2013 r.

Kariera panienek ze Sieny

KRYSTYNA KIBISH-OŻAROWSKA

Trzy Gracje ze Sieny
Trzy Gracje ze Sieny

Gdy w połowie XIX w. raptem zaczęto potępiać w sztukach wizualnych nadmiar treści literackiej, dostało się także artystom odrodzenia, uwielbianym przez tyle wieków. Z powodu bogactwa w niej bogów mitologicznych nawet takie powagi jak Ernest Renan i Hipolit Taine nazwali ją powrotem do pogaństwa. A jednak… to tylko nieporozumienie. Przykładem jest następująca historia.

Otóż w roku 1460 w Rzymie ze śmietnika historii starej Romy wygrzebano trzy dziewy z marmuru. Nagie były, nawet bez listków figowych, a stojąc obejmowały się potłuczonymi ramionami. Dwie stały frontem do widzów, a jedna, ta w środku, tyłem. Przyglądano się im: panny, nie panny? Kardynał Piccolomini, późniejszy papież Pius II, poznał w nich starożytne Gracje i ofiarował je swej rodzinnej Sienie, gdzie umieszczono je w katedralnej bibliotece. Tam nabrały niebywałego rozgłosu, zawracając głowę uczonym i nie pozwalając się im skupić nad lekturą.

Wobec tego zaczęli te trzy gołe babki kontemplować bez skrępowania, ponieważ przypomnieli sobie, że podług Pauzaniasza sam wielki filozof Sokrates wyrzeźbił Trzy Gracje strzegące wejścia na Akropol w Atenach (choć może ktoś tylko o tym samym nazwisku, obecnie się przypuszcza). W każdym razie widocznie miały także jakieś zalety umysłowe. O Gracjach zaczęli pisać włoscy humaniści: Alberti w swym traktacie o architekturze, Filarete w dziele o malarstwie. Zabierali w ich sprawie głos filozofowie: Marsilio Ficino i Pico della Mirandola.

W ślad za uczonymi poszli artyści. Rafael zrekonstruował je w całej krasie na obrazie, obecnie w Muzeum Kondeuszów w Chantilly. Kołyszą u niego biodrami, trzymając w ręku kule podobne do odważników, lecz zapewne symbolizujące jabłka z ogrodu Hesperyd. Malowali je Botticelli, Correggio, w epoce baroku – Rubens, z neoklasyków wyrzeźbił je Canova, a u nas nawet w XX w. – Wojciech Weiss.

Humaniści odkryli poważne powody kultu Gracji w starożytności. Najpierw jednak kilka słów w kwestii formalnej. Gracje (inaczej Charytki) w epoce archaicznej w Grecji nie pokazywały się nago. Nosiły długie chitony i występowały w płaskorzeźbie na tablicach wotywnych: nie stały, lecz szły szparko jedna za drugą gęsiego profilem po ścianie. Prowadził je Donizos lub Hermes. Z upływem czasu znudziło im się podążać za kimś trop w trop, bo czy wiadomo, gdzie taki zaprowadzi? Dionizos pewnie na pijaństwo, a Hermes… „do wszystkich diabłów”, czyli do Hadesu, gdyż woził tam dusze umarłych. W IV w. przed Chrystusem oderwały się od ściany i stanęły w figurach pełnoplastycznych, obejmując się ramionami. Jednocześnie zrzuciły z siebie długie suknie i rozebrały się do rosołu. Od tej pory datuje się ich coraz większe powodzenie w sztuce. Rzymianie zaczęli je fabrykować masowo, nie tylko w marmurze, lecz i w terakocie, zdobiły łaźnie publiczne.

Ta nagość nie zrobiła się wszakże żenująca dla profesorów filozofii, ponieważ Seneka ogłosił, że symbolizują – Przyjaźń. Jedna wyświadcza uprzejmość, druga ją przyjmuje, a trzecia zwraca. Ich pozy tłumaczy się tak: środkowa, ustawiona tyłem, odchodzi po spełnieniu dobrego uczynku, a dwie pozostałe, stojące przodem, przypominają, że udzielona łaska zwraca się dwukrotnie. Tego symbolizmu doszperali się włoscy humaniści, a Pico della Mirandola zapłonął entuzjazmem. Zaszedł je od tyłu i oznajmił, że środkowa reprezentuje Stałość, a te po bokach – Wolę i Intelekt. Dawał im nazwiska: Zieloność, Zadowolenie i Splendor lub Miłość, Piękno i Rozkosz.

Twierdził też, że są przymiotnikami odnoszącymi się do Wenus, a więc widział w nich formy gramatyczne. A zatem filozofowie patrzyli na trzy gołe babki z filozoficznym spokojem. Nikt ich nie złapał na podszczypywaniu form gramatycznych po kątach.

Ta budująca interpretacja osobowości Charytek zalegalizowała ich obecność w sztuce chrześcijańskiej. Wszelako artyści nie przestrzegali ich pierwotnego ugrupowania. Rafael, po raz drugi, w willi Farnesina pod Rzymem przedstawił je w chmurach na siedząco. W Pałacu Dożów w Wenecji na fresku Tintoretta panienki się poślizgują, środkowa słania sie po linii przekątnej, ulubionej przez barok, a pozostałe ją podtrzymują. Kompozycja w rytmie „rock and roll”, tutaj „barock and roll”. Może dlatego z czasem ich symbolizm uległ zapomnieniu i obecnie laikom wydają się tylko postaciami mitologicznymi?

Czytelnicy zainteresowani dodatkowymi artykułami drukowanymi w polonijnej prasie oraz opowiadaniami napisanymi przez Krystynę Kibish-Ożarowską proszeni są o kontakt listowny na adres: 5356 W. Belmont Ave., Chicago, IL 60641.