Strona główna / Biesiada kulturalna / Boże Narodzenie

GP #26, 17 grudnia 2011 r.

Boże Narodzenie

KS. FRANCISZEK MICKIEWICZ SAC

Anna Mickiewicz

W Liście do Galatów (4, 4) św. Paweł pisze: Gdy nadeszła pełnia czasów, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty... Według obliczeń nowożytnych, był to mniej więcej rok 7/6 p.n.e. Według wiary chrześcijańskiej, oznaczało to wypełnienie się prastarych proroctw starotestamentowych mówiących o Mesjaszu, który swoim przyjściem miał rozpocząć nową epokę w dziejach ludzkości. Tej nowej epoki oczekiwał nie tylko sam naród żydowski. Także w Babilonii istniało przekonanie, że w Judei powinien narodzić się Mesjasz, Król świata.

Opublikowany w 1925 r. Gwiezdny kalendarz z Sippur pozwala poznać, że astronomowie i astrologowie babilońscy na podstawie ruchu gwiazd ustalili nawet dokładnie, iż narodziny te przypadały na rok odpowiadający w naszym systemie 7. rokowi p.n.e. Na tę właśnie datę wskazywało im zachodzące normalnie raz na 794 lata, zaś w 7 roku p.n.e. obserwowane przez uczonych babilońskich aż trzykrotnie, połączenie się Jowisza, planety patronującej królom świata, z Saturnem, planetą Izraela.

Nie dziwi więc, że owi mędrcy ze Wschodu, o których opowiada Ewangelista Mateusz, zdecydowali się na daleką wędrówkę i prowadzeni przez jasno świecącą gwiazdę dotarli aż do Gór Judzkich, aby wreszcie pokłonić się Królowi nowo narodzonemu w grocie betlejemskiej.

Mniej więcej w tym samym czasie – jak głosi legenda – cesarzowi Augustowi ukazała się w świątyni Junony na Kapitolu niewiasta z dzieciątkiem, a czyjś głos oznajmił: To jest Dziewica, która pocznie ze swego łona Zbawiciela Świata. To jest ołtarz Syna Boga. Na pamiątkę tego wydarzenia cesarz kazał postawić ołtarz ofiarny z napisem: „Tu jest ołtarz Boga Pierworodnego”. Prawie wiek później dwaj wielcy historycy rzymscy, Tacyt i Swetoniusz, pisali jednomyślnie: na całym Wschodzie wzmagało się starożytne i ciągłe przekonanie, że zgodnie z tym, co jest napisane w losach świata, z Judei powinni nadejść w owym czasie Królowie świata.

Można by więc powiedzieć, że jakiś duch proroczy swoim powiewem wzmógł w pewnym okresie historii ludzkości oczekiwanie narodów na Mesjasza. Kiedy zaś oczy wielu były skierowane na zapadłą prowincję rzymską i stamtąd wyglądały wypełnienia się pradawnych obietnic, w cichej grocie betlejemskiej narodził się Zbawiciel, Jezus Chrystus.

To nie był przypadek, że jako Król nieba i świata wvbrał właśnie takie miejsce. Decydując się na skrajne ubóstwo, pokazał, że zależy Mu tylko i wyłącznie na dobru innych. Nie było też zwykłym przypadkiem to, że nadano Mu właśnie takie imię. Starożytni ludzie Wschodu nie wyszukiwali imion ze ściennych kalendarzy i nikt nie zastanawiał się, które z nich bardziej spodoba się rodzicom. Tam każde imię miało wyrażać posłannictwo człowieka, odzwierciedlało jego cechy charakteru, zalety lub nawet (rzadziej) wady. Było zatem niejako częścią osoby. Imię Jezus w języku hebrajskim oznacza Bóg zbawia. Dlatego to szarpanemu tysiącem wątpliwości Józefowi anioł nakazuje wziąć zaręczoną mu Maryję pod swój dach i dodaje: Porodzi Ona syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów (Mt 1,21).

Jezus Chrystus przychodzi na świat właśnie po to, aby swoim życiem odkupić wszystkich ludzi. Zstępuje na ziemię, aby przyciągnąć nas do nieba. W nic nie znaczącej prowincji rzymskiej, w ubogiej grocie przeznaczonej na schronienie bardziej dla zwierząt niż dla ludzi, w środku nocy oświetlonej cudownymi promieniami Gwiazdy Betlejemskiej, rodzi się Zbawca Świata, oczekiwany od wieków i przez wszystkie narody.

Ewangelista Mateusz przekazuje nam jeszcze jedną refleksję nad tym faktem: A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imią Emmanuel, to znaczy „Bóg z nami” (Mt 1, 22-23). Okazuje się, że Jezus ma jeszcze rugie imię, zapowiedziane przez proroka Izajasza, a nie zauważone przez chrześcijan: Emmanuel, czyli Bóg z nami. Ma ono dać do zrozumienia, że Bóg przychodzi także po to, aby pozostać już na zawsze z człowiekiem.

Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas – pisze Jan Ewangelista (J 1,14). Nie na dzień, nie na rok, ani nawet na 33 lata, w czasie których Jezus niestrudzenie przemierzał pieszo piaski Palestyny. Tak długo, jak długo będą istnieć na ziemi ludzie.

Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata – mówi Jezus do Apostołów przed swoim wniebowstąpieniem (Mt 28,20), a słowa te nie są tylko literacką metaforą. Wyrażają prawdę, że Bóg nigdy nas nie opuścił, a w osobie Jezusa Chrystusa chce nam naocznie pokazać, że jest obecny pośród nas zawsze i wszędzie. Nie opuścił człowieka po pierwszym jego upadku i nie pozostawia go na pastwę losu w żadnym momencie jego życia na ziemi. Jest także z każdym z nas, aby ukazywać drogę do zbawienia, drogę do siebie. Mało tego. Dzieli nawet z nami nasz los i wszystko to, czym żyjemy.
Nasze życie jest radosne?

Jezus Chrystus przychodzi, aby przeżyć z nami tę radość, aby powiększać ją i oczyszczać.

A może nasze życie – wprost przeciwnie – jest smutne?

Jezus przychodzi, aby dzielić z nami ten smutek, aby z nami cierpieć i jednocześnie umocnić nas oraz tchnąć w nas nadzieję, która nie pozwoli nam się załamać i utracić sens istnienia.

Może też nasze życie wydaje się nam ciężarem?

On przychodzi, aby nieść z nami ten ciężar tak samo jak dźwigał drzewo krzyża na Kalwarię, a przy tym zdejmuje z naszych ramion to, co jest ponad nasze siły.

Jezus zostaje pośród nas nie po to, by z założonymi dumnie rękoma patrzeć, jak Mu służą, lecz aby służyć. Mówi przy tym do nas tak jak do Apostołów w Wieczerniku: Oto dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam czyniłem (J 13,15). Idźcie do swoich braci i sióstr i nieście im radosną nowinę, że Ja jestem także z nimi. Pragnę za waszym pośrednictwem zanieść radość i pokój wszystkim ludziom dobrej woli. Zechciejcie być moimi Apostołami!