Strona główna / Biesiada kulturalna / Święta noc...

GP #26, 15 grudnia 2012 r.

Święta noc...

Opinogora

EDWARD DUSZA

Od chwili, kiedy to nad grotą w maleńkim miasteczku Betlejem zabłysnęła gwiazda zwiastująca wielkie dla ludzkości wydarzenie, minęło dwa tysiące lat. W tej nic dotąd nie znaczącej mieścinie narodziło się bowiem Dziecię, które w niedalekiej przyszłości miało zmienić bieg świata i wywrzeć przemożny wpływ na przyszłe jego dzieje.

Stwórca dla osiągnięcia swoich celów często posługuje się ludźmi prostymi, mało znaczącymi w swoim środowisku. Wiemy, że Matka Chrystusa była zwykłą kobietą z Nazaretu, Józef zaś rzemieślnikiem, może drwalem, może cieślą. I ten biedny dom szarego wyrobnika wybrał Bóg dla swojego Jedynego Syna, którego posłał z orędziem do zagubionego człowieka.

W małym miasteczku Betlejem „nie było miejsca w gospodzie” dla brzemiennej Maryi. Swoje Dziecię porodziła w grocie, służącej za nocne schronienie dla bydła, położyła Je w żłobie i okryła sianem. Tak przyszedł nas świat Król Królów, któremu nie było i nie będzie równego na ziemi.

Czy to nie lekcja wielkiej pokory? Czy to nie zdarzenie pełne wielkiej symboliki? Syn Boży przychodzi na świat w stajni. A przecież mogło się to stać we wspaniałej komnacie Herodowego pałacu, w miejscu kapiącym od złota. Inne były jednak zamiary Stwórcy...

Tam, w Betlejem, przed dwoma tysiącami lat zrodziła się dla ludzkości Wielka Nadzieja. Bóg stał się Człowiekiem. Przyszedł na świat do ludzi, aby przynieść im zapowiedź wiecznego życia i szczęśliwości, jak również orędzie miłości. Bo to On przecież powiedział: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych”. On też wskazał drogę wiodącą do Boga, On głosił nową moralność i podejście do życia, On w końcu tym, którzy w niego wierzą, otworzył szeroko drzwi do Domu Ojca.

Ale tam, w Betlejem, zarówno Maryja, jak i Józef nie zdawali sobie jeszcze sprawy z wydarzenia, w którym uczestniczyli. Matka Chrystusowa na pewno pamiętała moment zwiastowania i przeczuwała Chwilę Wielką, ale Józef, patrząc na to drobne Dzieciątko chyba nie wiedział jeszcze, że widzi Mocarza nad Mocarze, który miłością pokona nienawiść, który nada bieg historii ludzkości.

I na pewno nie myśleli oni o tym wszystkim, przejęci troską o Nowo Narodzonego, chociaż obecność aniołów i przybycie Trzech Mędrców ze Wschodu przekonało ich, że biorą udział w czymś niezwykłym.

Minęły wieki od tego Wielkiego Momentu. Dzisiaj w świątyniach na wszystkich kontynentach uroczyście obchodzi się jego rocznicę. Idea Chrystusa obiegła świat, a symbol Jego męki – krzyż – jest godłem wiary milionów chrześcijan na całym świecie.

W okresie świąt Bożego Narodzenia warto zastanowić się, jak wykorzystał świat posłannictwo Chrystusowe, jak zrozumiał Jego naukę. Wydawać się może, że ludzie nie zawsze pamiętają o słowach Mistrza z Nazaretu. On bowiem głosił miłość. Ileż to krwawych wojen prowadzono od chwili Jego zgonu na krzyżu... Ile rozlano krwi, do jak wielkich tragedii ludobójstwa doprowadzili ludzie na przestrzeni wieków. A przecież On pouczał swoich wyznawców, jak mieli miłować swoich bliźnich.

Wielokrotnie wypaczano Jego słowa. Naginano Jego naukę do swoich własnych, małych celów. W imię Chrystusa – który głosił miłość i przebaczenie – palono ludzi na stosach, prowadzono zaborcze wojny, torturowano, zadawano cierpienie, niszczono całe narody. A przecież On nigdy tego nie zalecał, wręcz przeciwnie, nakazywał pokorę i dobroć.

Dzisiaj, w imię „unowocześnienia” usiłuje się „złagodzić” Jego zalecenia, jak godnie przeżyć życie. Jakże daleko odeszliśmy od wiary pierwszych chrześcijan, którzy zawsze żyli w gotowości ponownego spotkania Zbawcy. Oni wiedzieli, co jest dobre, a co złe. Obecnie można dostrzec, że chrześcijaństwo wydaje się zmęczone tym, co przekazał nam w swojej Ewangelii św. Mateusz: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. (…) O dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec”.

Te słowa warto przypomnieć tym wszystkim, którzy dążą do „unowocześnienia” Kościoła i domagają się złagodzenia wymogów stawianych wiernym. Chrystus jednak jasno powiedział nam, czego Bóg wymaga od człowieka, nikt nie ma prawa zmieniać i wypaczać nauki Zbawiciela. Tą drogą, którą wskazał nam Jezus z Nazaretu, dojdziemy do Boga i życia wiecznego. Na pewno niełatwo nią iść. Ale jest to jedyna droga, której nie można pokonać idąc na przełaj. Życie trzeba przeżyć tak, jak to nam wskazał przed dwoma tysiącami lat Zwiastun Dobrej Nadziei.

Rocznica przyjścia na świat Zbawiciela powinna zatem być chwilą refleksji i zadumy nad naszym własnym życiem. Czy postępujemy rzeczywiście tak, jak to On nam nakazał? Czy wypełniamy jego zalecenia? Czy staramy się brać udział w Jego wielkim misterium miłości? Odpowiedź na to pytanie musimy dać sobie sami, nikt tego za nas nie zrobi. Popatrzmy na nasze codzienne życie, oceńmy swój stosunek do bliźnich, zastanówmy się nad tym, co pragniemy osiągnąć. Pomyślmy wreszcie, czy w naszym XXI wieku, wieku olbrzymich osiągnięć nauki i zarazem olbrzymich zbrodni z ludobójstwem na czele, samowyniszczenia poprzez jakże często finansowane przez instytucje rządowe aborcje, niesprawiedliwych zaborczych wojen, wyuzdania moralnego, wieku upadku instytucji rodziny, apoteozy i ochrony zboczeń, jesteśmy jeszcze godni określać siebie mianem chrześcijan, mianem dzieci Bożych?
Istnieje zawsze możliwość naprawienia zła – Bóg wie bowiem, jak ułomną i kruchą istotą jest człowiek i jak silny jest szatan. Są więc możliwości odwrócenia się od tego wszystkiego, co nie jest zgodne z nauczaniem Jezusa Chrystusa. Nie lękajmy się walczyć o prawo wyznawania naszej wiary, o prawo do życia według wskazówek Jezusa z Nazaretu, o prawo do życia Prawdą.

Możemy to zrobić zaraz, poczynając od własnego domu. Małymi krokami można z czasem pokonać wielkie przestrzenie, jeżeli tylko idzie się wytrwale. Udajmy się zatem wszyscy w tym kierunku, który wskazał nam przed wiekami Syn Boży, Jezus Zbawiciel.