Strona główna / Biesiada kulturalna / Teatr jest w nas

GP #8, 6 kwietnia 2013 r.

Teatr jest w nas

Modjeska
Kinga Modjeska (fot. Joanna Bodnar)

27 marca po raz 52. obchodziliśmy Mędzynarodowy Dzień Teatru. Ustanowiono taki dzień w czerwcu 1961 r. podczas IX światowego kongresu Międzynarodowego Instytutu Teatralnego w Helsinkach, który działał pod auspicjami UNESCO. Dzień obchodów ustalono na 27 marca, w rocznicę otwarcia Teatru Narodów w Paryżu. Od tego czasu Dzień Teatru obchodzony jest każdego roku, przez ponad sto narodowych ośrodków teatralnych na całym świecie.

Czym dla przeciętnego człowieka i dla aktora jest teatr? Czy jest aż tak ważny, że trzeba o nim mówić w tym samym dniu na całym świecie? Z okazji święta teatru z Kingą Modjeską, dyrektorką Sceny Polonia w Chicago, rozmawia KATARZYNA MURAWSKA.

Katarzyna Murawska: Proszę przedstawić się czytelnikom Gwiazdy Polarnej.

Kinga Modjeska: Jestem absolwentką Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Studiowałam m.in. z Anną Dereszowską, Karoliną Gruszką, Małgorzatą Sochą i Marcinem Bosakiem. To ciekawe osobowości i bardzo znani obecnie aktorzy. Moja przygoda z aktorstwem zaczęła się jednak dużo wcześniej niż studiowanie w szkole teatralnej. Najpierw były amatorskie kółka teatralne, konkursy recytatorskie i zawodowy teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Tam, jako nastolatka, stawiałam swoje pierwsze kroki pod okiem znanego reżysera Jacka Medweckiego, w musicalu ,,Pinokio”.

Po ukończeniu studiów przyjechałam do Chicago. Mam tutaj rodzinę, więc decyzja o pozostaniu na stałe była poniekąd zdeterminowana faktem, iż moi najbliżsi wybrali ten kraj jako miejsce zamieszkania. Postanowiłam dać sobie szansę. Chciałam tutaj, w Chicago, działać i tworzyć.

– Teatr na emigracji to trudny wybór.

– Zapewne tak, ale moim priorytetem jednak była i jest praca w wyuczonym zawodzie, chęć dzielenia się pasją z innymi, a nie przymusowa zmiana profesji ze względu na barierę językową bądź akcent. Zaczęłam uczyć aktorstwa, komunikacji i improwizacji w amerykańskich szkołach, m.in. w John Robert Powers czy KCC Success. Uczyłam dzieci, młodzież i dorosłych. Systemy pracy w tych szkołach były podobne. Co kilka miesięcy prowadziłam nowe klasy. Każda klasa liczyła od 10 do 25 studentów. Było to interesujące doświadczenie. Ucząc innych, sama wiele się nauczyłam. W tym samym czasie grałam również w amerykańskich teatrach Dream Theatre Company i Trap Door Theatre. Z tym ostatnim współpracuję do dziś.

– W którym momencie dojrzała w Pani myśl o założeniu własnego studia?

– Studio Teatralne Modjeska założyłam cztery lata temu. Dużo w nim improwizacji, zabawy, ćwiczeń, poznawania siebie i innych poprzez teatr. Wszystko to pod hasłem „teatr bawi, uczy, wychowuje”. Uważam, że każde dziecko to niezapisana karta, dlatego stawiam na indywidualność. Grupy, w których pracujemy, są kameralne. Podsumowaniem tych naszych teatralnych spotkań jest spektakl końcowy, w którym rodzice mogą zobaczyć swoje pociechy na scenie, a dzieci występując – pokonywać własne lęki czy nieśmiałość. Jednak dla mnie samej o wiele ważniejszy jest proces nauczania, to jak dziecko rozwija się, jak pracuje w grupie, zawiera przyjaźnie, jakich nabiera doświadczeń. Zawsze powtarzam, że nie wychowuję aktorów. Prowadzę zajęcia ogólnorozwojowe. Jeśli zdarzy się, że pojawi się prawdziwy talent, to absolutnie wskażę mu właściwą drogę rozwoju.

– Jakie dzieci uczestniczą w Pani zajęciach?

– Wspaniałe! Każde dziecko, każdy nastolatek czy dorosły już aktor jest dla mnie bardzo ważny, ale spektakularną karierę wróżę Blake’owi Buczkiewiczowi, który choć ma dopiero 8 lat, resume ma bardziej rozbudowane niż ja. W 2012 r. zagrał w dużej produkcji u boku Matta Damona, Gwyneth Paltrow i Kate Winslet. Mam nadzieję, że to prawdziwy talent.

– Kolejnym krokiem było założenie teatru Scena Polonia?

– Kiedyś, na spotkaniu w Akademii w Warszawie, Jeremy Irons przytoczył nam, studentom, przepiękną anegdotę o mistrzu i uczniach, którzy pomimo usilnych starań mistrza, nie chcieli podejść do krawędzi. Uczniowie bali się, że podchodząc zbyt blisko, spadną w przepaść. Po długich namowach jednak podeszli nieco bliżej, a wtedy mistrz ich pchnął..., a oni wzbili się w niebo i polecieli. Nie boję się przepaści czy krawędzi i nie ograniczam strachem. Lubię działać i realizować swoje marzenia. Scena Polonia jest takim zrealizowanym właśnie marzeniem. Kiedyś zwierzyłam się z tego marzenia Krzysztofowi Arsenowiczowi, który też jest aktorem. Krzysztof, pełen entuzjazmu, powiedział: „to spróbujmy”. Spróbowaliśmy.

Inauguracja Sceny odbyła się w Copernicus Center 29 stycznia 2012 r. spektaklem ,,Ławeczka” Aleksandra Gelmana. Wyreżyserowałam ten spektakl i zagrałam w nim wspólnie z Krzysztofem. Temat nośny i bliski nam wszystkim. Oto spotyka się dwoje ludzi poranionych i doświadczonych przez życie. On szuka przygody na jedną noc, ona miłości na całe życie. On dość szybko i nazbyt nachalnie próbuje wprosić się do niej na noc. Ona pragnie życiowej stabilizacji. On wciąż ją okłamuje. Ona nieustannie mu przebacza. On do samego końca nie mówi ani słowa prawdy o swoim życiu i sobie samym. Ona dąży do ubarwienia swojej szarej egzystencji. Co więcej, okazuje się, że już kiedyś się spotkali, a jedynym milczącym świadkiem tych „parkowych zalotów” jest tytułowa ławeczka. Dwoje ludzi, którzy niby to przypadkowo spotykają się, szukając kogoś, kto ich wysłucha, zrozumie i być może da odrobinę ciepła i bliskości. Nieważne czy na całe życie, czy tylko na jedną jedyną noc. Bo liczy się przecież tu i teraz. „Ławeczka” to spektakl intymny, ale i niezwykle życiowy. To opowieść o ogromnej potrzebie miłości, a jednocześnie obawie przed wzięciem odpowiedzialności za drugą osobę, o potrzebie stabilizacji. To opowieść o ludziach szarych, przeciętnych, z ulicy. O ludziach, którzy oszukując się i kłamiąc, równocześnie mówią coś niezwykle ważnego i prawdziwego. Gra pozorów i nieprzerwana walka płci sprowadza się bowiem do uczucia, które uchroni przed samotnością, zjednoczy i sprawi, że świat nabierze kolorów. Jakie to bliskie naszemu środowisku emigrantów, a jednocześnie jakie uniwersalne!

Kolejnym projektem była płyta CD ,,Bajkowa klasyka” z najbardziej znanymi wierszami Jana Brzechwy i Juliana Tuwima, którą świetnie muzycznie zilustrował Mieczysław Wolny.

A potem był spektakl muzyczny „Pinokio”, czyli znana wszystkim historia pajacyka wystruganego z kawałka drewna. Na scenie mogliśmy podziwiać wspaniałych aktorów, m.in.: Julię Mroczkowską, Władysława Byrdę, Jarosława Maculewicza, Krzysztofa Arsenowicza, Wojtka Zębałę i Adama Topę. Dołączyły do nas oczywiście dzieci ze Studia Teatralnego Modjeska, Fever Dance Academy i zespół Vera. Wszyscy musieliśmy tańczyć, grać i śpiewać.

Pracę nad tytułową rolą, którą zagrałam, wspominam wyjątkowo dobrze. Przecież ten niewdzięcznik, łobuziak, leń Pinokio jest cudownie zabawny, ale i tragiczny w swoich zmaganiach z własną naturą o to, by być dobrym. A długi nos i ośle uszy?… To kara, którą musiał ponieść za własne lenistwo i kłamstwa.

Wspólnie z nami bawiły się dzieci, ale i dorośli, gdyż baśń Collodiego uczy, wzrusza i bawi kolejne już pokolenia. To historia o poszukiwaniu człowieczeństwa, przyjaźni i miłości.

– Wyreżyserowała Pani również jasełka ,,Dzisiaj w Betlejem, czyli historyja o Zbuntowanym Aniele, Krakowiakach, Góralach i kózce, co na fujarce przy żłóbku grała”. Czy nie było to obniżenie lotów, jakie wyznaczyły Wam poprzednie spektakle?

– Absolutnie nie. Uważam nawet, że to widowisko podniosło prestiż naszej Sceny Polonia. To było spotkanie z tradycją i kulturą polską, ale nie tylko. Jezuskowi tańcem i śpiewem hołd złożyli tytułowi Krakowiacy i Górale, afrykańska grupa w swoich strojach ludowych, grupa chicagowskich strażaków wystylizowanych na Szkotów w pełnej gali, ze szkockimi dudami, kobzami i różnymi egzotycznymi instrumentami. Chodziło mi o bardziej międzynarodowy wymiar spektaklu. Przeżywaliśmy narodzenie Chrystusa i zrobiliśmy widowisko, w którym udział wzięło ponad 150 aktorów zawodowych i amatorów. Było gorąco, żeby to wszystko reżysersko ogarnąć. Było trudno, ale praca dawała twórczą radość wszystkim – zarówno wykonawcom, jak i widzom.

– Umówiłyśmy się na rozmowę o godzinie 2.30, a nagle przełożyła Pani spotkanie na 6.00. Dlaczego?

– Przepraszam, ale Scena Polonia rusza z nowym pomysłem, więc zazwyczaj w takich momentach dopinamy projekt, twórczo się kłócimy z Krzysiem i... w konsekwencji spóźniam się na spotkania.

– O co tym razem toczył się spór?

– Tym razem będzie to Radiowy Teatr Sceny Polonia, czyli słuchowiska radiowe w dwóch odsłonach. Dla dzieci baśnie braci Grimm, Andersena, bajki Mickiewicza, Krasickiego, Brzechwy i Tuwima.

– A dla dorosłych?

– Dla dorosłych? Rownież klasyka polska i światowa, ale i teksty współczesne. Jako ciekawostkę dodam, że czytać będziemy m.in. teksty moich kolegów, z którymi studiowałam. Radiowy Teatr Sceny Polonia to teatr wyobraźni, zatem słuchajcie nas już wkrótce na fali 1030AM.

– Na jakie widowiska zaprosi nas Scena Polonia w najbliższym czasie?

– Przygotowujemy jedną z najpopularniejszych fars Raya Cooneya, czyli „MayDay”. Jest to historia pechowego taksówkarza bigamisty, którego szczęśliwe życie u boku dwóch kobiet przerywa niespodziewany wypadek. Tajemnica wychodzi na jaw, wywołując lawinę absurdalnych sytuacji. Bohater miota się, usiłując ukryć podwójne życie przed małżonkami, mediami i policją. Sztuka grana jest już od lat, przez wiele teatrów na całym świecie i cieszy się niesłabnącym powodzeniem.

– Bierze też Pani udział w wielkim koncercie „Aktorzy Aktorom”.

– W tym koncercie, zorganizowanym pod patronatem polskiego Konsulatu Generalnego, biorą udział wszyscy chicagowscy artyści. Dochód z koncertu w całości przeznaczony jest na dom aktorów weteranów w Skolimowie. Wybrałam przepiękną piosenkę ,,Znikanie”, którą wykonuję wspólnie z zespołem Antykwariat. Utwór o ulotności, przemijaniu – „smak, zapach, dotyk, zawrót głowy, okno, przez które patrzę. To przecież nie są jeszcze dowody, że jestem, że będę zawsze...”. Nie mogło mnie w takiej akcji zabraknąć.

– Każdego roku na Dzień Teatru jakaś znana postać teatru wygłasza przesłanie, które tłumaczone jest na 20 języków. Pierwsze w 1962 r. napisał Jean Cocteau.

– Orędzie na 50-lecie Światowego Dnia Teatru w 2012 r. napisał znany aktor John Malkovich. Powiedział w nim takie oto słowa: „Niech wasze dzieła będą ważne i oryginalne. Niech będą głębokie, wzruszające, niepowtarzalne i niech skłaniają do refleksji. Niech wspierają nas w rozważaniach nad tym, co znaczy być człowiekiem i niech w tych rozważaniach znajdzie się wiele serca, szczerości i wdzięku. Obyście przezwyciężali przeciwności losu, cenzurę, ubóstwo i nihilizm, z jakimi wielu z was z pewnością przyjdzie się zmierzyć.

Bądźcie obdarzeni talentem i dyscypliną, które pozwolą wam mówić o biciu ludzkiego serca w całej jego złożoności, jak również pokorą i ciekawością, by uczynić z tego dzieło swojego życia. I niech to, co jest w was najsilniejsze – bowiem zdoła tego dokonać tylko to, co w was najsilniejsze, i to zaledwie w bardzo rzadkich i krótkich chwilach – nada formę temu najprostszemu z pytań: jakie jest nasze życie?”.

– Myślę, że wasza Scena Polonia realizuje te piękne cele. Pani Kingo, na Pani ręce, wszystkim, którzy tę scenę tworzą, w imieniu miłośników teatru składam najszczersze życzenia, abyście grali zawsze przy pełnej widowni i aby w Chicago był prawdziwy polski teatr. Dzięuję za rozmowę.

– I ja dziękuję, i zapraszam wszystkich do naszego teatru, bo teatr to my wszyscy.