Strona główna / Biesiada kulturalna / Chrystus zmartwychwstał

GP #8, 19 kwietnia 2014 r.

Chrystus zmartwychwstał

KRYSTYNA KIBISH-OŻAROWSKA

Rafael Zmartwychwstanie
Rafael Santi – „Zmartwychwstanie Chrystusa”

W niedzielę, z samego rana przyszły do grobu Chrystusowego niewiasty z wonnymi olejkami, aby namaścić Jego ciało, lecz zastały grób… próżny. Ów pusty grób i ukazywanie się Pana Jezusa w swym ziemskim ciele uczniom aż do wniebowstąpienia jest dowodem Jego pokonania śmierci, ale samego aktu powstania z martwych nikt nie widział i nie ma w ewangeliach opisu, jak się odbywał. Przeto nie powinno się odtwarzać zmartwychwstania ani w rzeźbie, ani w malarstwie. Widocznie chwila ta, największa tajemnica wiary, nie miała być przeznaczona dla ludzkich oczu. Tak to kiedyś rozumiano, gdyż w sztuce wczesnochrześcijańskiej na rzeźbionych sarkofagach zmartwychwstanie wyrażano tylko symbolem graficznym.

Na fragmencie pewnego grobowca z Muzeum Watykańskiego poszczególne sceny narracyjne poprzedzielane są konarami drzew oliwnych. Pośrodku widnieje pusty krzyż, tzw. crux nuda. Po jednej stronie zobrazowano pojmanie św. Piotra, a po drugiej – św. Pawła zaś na krańcach wydarzenia ze Starego Testamentu. Otóż krzyż w samym centrum ściany grobowca symbolizuje zmartwychwstanie, a nie ukrzyżowanie, bo świadczą o tym postacie siedzących u Jego stóp strażników: jeden pogrążony jest we śnie, a drugi ma głowę w zdumieniu zwróconą ku górze. Na czubku krzyża zawieszono wieniec laurowy, przetykany i zdobny w klejnoty, znak triumfu Pana. W środku wieńca zatknięto jeszcze jeden krzyż, zwany monogramowym, składający się z dwóch początkowych liter imienia Zbawiciela w greckim alfabecie. Uwieńczony krzyż odpowiada scenie zmartwychwstania.

Na inny sposób – w celu uniknięcia wyobrażenia samego aktu zmartwychwstania – posługiwano się także sceną zastępczą, mianowicie ilustracją przybycia niewiast z pachnidłami z grobu Zbawiciela. Artyści mieli nawet pewien wybór co do liczby kobiet. Albowiem św. Jan (XX, 1) wspomina tylko Marię Magdalenę, lecz św. Mateusz (XXVIII, 1) pisze, że „przyszła Maria Magdalena i druga Maria”, a więc dwie kobiety. Podług św. Marka (XVI, 1), zjawiły się trzy pobożne białogłowy: „Maria Magdalena i Maria Jakubowa, i Salome” (czyli Maria Salome). Natomiast św. Łukasz (XXIV, 1) pisze ogólnie o niewiastach i dopiero później, po tym jak powiedziały apostołom, co się stało, dodaje (XXIV, 10): „A te, które opowiadały to apostołom, były to Maria Magdalena i Joanna, i Maria Jakubowa, i inne, które z nimi były”.

Co do wyglądu grobowca nie powinno być wątpliwości, gdyż św. Łukasz (XXIII, 53) zaznacza, że był wykuty w skale. Św Marek (XV, 46) i św. Mateusz (XXVII, 50) potwierdzają to, tylko św. Jan (XVIII, 41) nie mówi o skale, lecz że grób był w ogrodzie. Może z powodu tekstu św. Jana, choć skała mogła się znajdować w ogrodzie, sepulcrum Pana Jezusa przedstawiano różnie.

Na srebrnych ampułkach z VI w., znajdujących się w katedrze w Monzy, grobowiec wygląda jak okrągłe cyborium o kolumienkach podtrzymujących kopułę, oczywiście powiększonych rozmiarów. Przypuszcza się, że artysta zapatrzył się na rotundę postawioną przez cesarza Konstantyna na miejscu pochówku Pana Jezusa. A może miał to być symbol komunii świętej? Przed tym „edykułem” siedzący na progu anioł wita zbliżające się doń dwie niewiasty. Taka formułka ikonograficzna wizyty niewiast u grobu przyjęła się na Wschodzie.

Ale na Zachodzie w sztuce wczesnochrześcijańskiej też nie dopatrzymy się grobowca wyciosanego w opoce. Na pochodzącej z IV w. tabliczce rzeźbionej w kości słoniowej z Bayerisches National Kunstmuseum w Monachium natrafimy na dwie sceny w jednej ramie. U góry zobaczymy wniebowstąpienie, przedstawione w sposób trochę naiwny – Chrystus wielkimi krokami wspina się po kamienistej górze ku niebu, z którego wyłania się prawica Boga Ojca, aby go wciągnąć do siebie. Olśnieni tym zjawiskiem dwaj uczniowie padli na ziemię. Nas jednak interesuje dolna część obrazu, gdzie trzy niewiasty, zbliżywszy się do grobu, słuchają słów anioła spoczywającego na głazach. Na uwagę zasługuje kształt grobowca. Jest to dwukondygnacjowy budyneczek, prostokątny u dołu, u góry zaś zwieńczony rotundą. Nie ma nic wspólnego z wyglądem grobu Chrystusa, gdyż skopiowano tutaj jeden z nagrobków rzymskich legionistów, które spotykano wzdłuż Renu i we Francji.

Z jednej niekonsekwencji wypływa druga. Gdy grób miał kształt cyborium lub dwupiętrowego budynku, drzwi do tych przybytków były zamknięte, ale… nie zatarasowane kamieniem. A przecież u św. Marka (XVI, 3-4) niewiasty, rozmawiając ze sobą po drodze, martwiły się: „Kto nam odwali kamień od drzwi grobowych?”. Otóż głaz został osunięty za sprawą anioła lub aniołów, gdyż co do ich liczb – tak jak liczby kobiet – relacje różnią się od siebie. U św. Marka (XVI, 5) czytamy: „a wszedłszy w grób, ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie ubranego w szatę białą”, zaś u św. Łukasza (XXIV, 2-5): „I znalazły kamień odwalony od grobu. A wszedłszy, nie znalazły ciała Pana Jezusowego. I gdy z tego powodu zatrwożyły się w sercu, oto stanęli przy nich dwaj mężowie w szatach świętych”. Od św. Mateusza (XXVIII, 2-3) dowiadujemy się: „A oto stało się wielkie trzęsienie ziemi, albowiem Anioł Pański zstąpił z nieba i przystąpiwszy, odwalił kamień i usiadł na nim. A było wejrzenie jego jak błyskawica, a odzienie jego jak śnieg”. A św. Jan (XX, 11-12), opisując, jak Maria Magdalena po odejściu uczniów stała na zewnątrz płacząc, dodaje: „A gdy płakała, nachyliła się i wejrzała w grób. I ujrzała dwóch aniołów w bieli siedzących, jednego u głowy, a drugiego u nóg, gdzie leżało ciało Jezusowe”. W mojej Biblii w tłumaczeniu ks. Wujka aniołowie są męskiego rodzaju i nazywa się ich młodzieńcami, tak jak w Starym Testamencie. Przybrali postać kobiecą w sztuce dopiero w czasach odrodzenia. Męski anioł na tabliczce z kości słoniowej nie posiada skrzydeł, bo anioły nie miały ich w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

Zestawiłam teksty czterech ewangelii, aby unaocznić, jak dużą swobodę mieli artyści w ilustrowaniu wizyty kobiet u grobu: w rozmieszczeniu aniołów czy co do liczby kobiet. Jednakże w sztuce wizualnej średniowiecza nie starano się o oryginalność koncepcji. Podłóg jakiegoś pierwowzoru ustalała się tradycja, że dany temat należy traktować tak, a nie inaczej. Na Wschodzie pokazywano dwie niewiasty, na Zachodzie ustaliła się formułka ikonograficzna trzech Marii. Iluminowane manuskrypty obfitują w ilustracje niewiast u grobu, a z malarstwa tablicowego z okresu trecenta do najbardziej znanych i typowych należy obraz Duccia w muzeum sieneńskim, gdzie trzy Marie wita anioł siedzący na wieku od pustego sarkofagu, które po odchyleniu położono w poprzek tumby.

Historię udania się niewiast do grobu wzbogacano nieraz dodatkowymi scenami: widzimy je w drodze idące gęsiego jedna za drugą. Spotykamy je w sklepie kupujące pachnidła, wręcza je im kupiec stojący za ladą. Jest to scena prawie rodzajowa, gdy nie było jeszcze mowy o malarstwie rodzajowym. Zaopatrywanie się ich w pachnidła rzeźbiono na głowicach kolumn.

Dzieje przedstawiania zmartwychwstania w sztuce mogłyby się na tym zakończyć: albo symbol triumfalnego krzyża z wieńcem, albo obraz kobiet u grobu Pana naszego.

A jednak… od XII w. zaczęły się próby zilustrowania samego aktu powstania z martwych Pana Jezusa. Jako jeden z pierwszych tego rodzaju wysiłków wymienia się zazwyczaj głowicę kolumny znajdującej się w muzeum w Tuluzie. Wyrzeźbiono na niej Zbawiciela wychodzącego z odkrytego sarkofagu przy pomocy dwóch aniołów. Jeden usuwa wieko, a drugi podtrzymuje Jezusa pod ramię. Tu trzeba zaznaczyć, że od XII w. grób Chrystusa prezentuje się niezmiennie w kształcie podłużnego sarkofagu na wzór rzymski. Maluje się sarkofag na tle neutralnym lub w krypcie grobowej wyciosanej w jaskini albo – co jest już dużą swobodą i niehistoryczne – stojący pod gołym niebem wśród dekoracyjnego krajobrazu.

Przy tej okazji kilka słów o strażnikach. Pisze o nich tylko św. Mateusz (XXVII, 65-66), wyjaśniając, że straż kazał ustawić Piłat, i opisuje, jak w chwili zmartwychwstania widząc anioła, „od grozy jego przerazili się stróże i stali się jakby umarli” (XXVIII, 4). Nie podaje liczby żołnierzy.

Z biegiem czasu powstało kilka rodzajów obrazowania zmartwychwstania pod względem kompozycji: Pana Jezusa wyobraża się w trakcie wychodzenia z grobu, jedną nogą już na zewnątrz sarkofagu, a drugą jeszcze w jego głębi; maluje się Zbawiciela stojącego z triumfalną chorągiewką na wieku zamkniętej tumby; pokazuje się Chrystusa stojącego na ziemi przed grobowcem lub unoszącego się w powietrzu nad własnym pustym grobem.

W średniowiecznych manuskryptach ilustrowano najczęściej i najchętniej w sposób naturalistyczny moment opuszczania przez Pana Jezusa sarkofagu. Kompozycje te pochodzą z obserwacji wychodzenia z wanny, bo są one podobne do sarkofagów, o czym w czasie codziennych ablucji nawet się nie myśli. Wszelako malarze zdawali sobie z tego sprawę. Posługują się tą metodą jeszcze artyści wczesnego odrodzenia. Na swym fresku w Borgo San Serpelero Piero della Francesca w oddaniu postaci Chrystusa wzorował się na bizantyjskim Pantokratorze. Pan Jezus, o dużych bizantyjskich oczach, ustawiony jest frontalnie jak Pantokrator i wygląda majestatycznie, stojąc jedną nogą na sarkofagu, ale drugą nogą, zgiętą w kolanie i postawioną na krawędzi tumby, trochę razi.

Trzeba o tym wiedzieć, że poza jest kontynuacją przyjętej tradycji w średniowieczu. W taki sam sposób wyłania się z sarkofagu Chrystus u Andrea Mantegni (muzeum w Tours) i także z XV w. u Bermejo (Bartolome de Cardenas) w muzeum kolegiaty św. Marii w Daroca w Aragonii. Nie dostosował się do tej konwencji Marcin Schongauer na swym miedziorycie, ustawiając sarkofag nie równolegle do powierzchni obrazu, lecz po przekątnej. Jego Zbawiciel przekroczył ścianę sarkofagu i nogę na zewnątrz niego postawił już na ziemi. Natomiast niemiecki malarz z XV w., Meister Francke, namalował Chrystusa wychodzącego tyłem (Kunsthalle, Hamburg). Raczej niezręcznie. Podejście realistyczne – ukazywanie Pana Jezusa w rozkroku, opuszczającego miejsce swego pochówku – nie zadowalało pod względem estetycznym. Niebawem poniechano tego typu kompozycji.

Co się tyczy Zbawiciela już po zmartwychwstaniu, stojącego na pokrywie zamkniętego sarkofagu, to spotkamy Go dość wcześnie, bo już w XIII w. na witrażu w katedrze w Bourges, ale twórca tego przedstawienia nie od razu znalazł naśladowców. Ten sposób ilustrowania rezurekcji rozpowszechnił się za to od czasów odrodzenia. Na drzwiach z brązu prowadzących do zakrystii bazyliki św. Marka w Wenecji Jacopo Sansovino wyrzeźbił Chrystusa stojącego na tumbie, a w dole – sylwetki przerażonych żołnierzy.

Wyobrażenie Pana Jezusa stojącego na ziemi przed sarkofagiem jest rzadsze. W takiej pozie wyrzeźbił Go Adam Kraft na epitafium rodziny Schreyer-Landauer u św. Sebalda w Norymberdze, a koniec szaty Chrystusa pozostający w otwartym sarkofagu sugeruje, że dopiero co wyszedł ze swego sepulcrum.

Do popularnych należy pokazywanie nad otwartym sarkofagiem unoszącego się Zbawiciela w powietrzu. W XIV w. pionierem pod tym względem można nazwać Andrea da Firenze, który na swym fresku w Kaplicy Hiszpańskiej w Santa Maria Novelia we Florencji podzielił swe malowidło na dwie części: na dole trzy Marie przy pustym sarkofagu, ustawionym w pejzażu, a u góry Pan Jezus wydaje się kroczyć po obłoku. Kobiety oczywiście nie widzą Go. U Giovanniego Belliniego w Muzeum Narodowym w Berlinie Chrystus stoi w nieokreślonej przestrzeni między ziemią a niebem, a na dole w pieczarze widać zamkniętą trumnę. Zbawiciela w ruchu, wzbijającego się ku chmurom, zaczęto malować dopiero w pełni renesansu, jak na poliptyku z muzeum w Kolmarze pędzla Grunewalda. Tintoretto (Scuola di San Rocco w Wenecji) postać Chrystusa unoszącego się na tle nieba oddał z typowym dynamizmem późnego odrodzenia.

Sobór trydencki sprzeciwiał się malowaniu Zbawiciela w obłokach, bo to zanadto przypominało wniebowstąpienie, choć zmartwychwstanie rozróżnia się po tym, że Pan Jezus trzyma w ręku triumfalną chorągiewkę. Zalecał obrazy ze Zbawicielem stojącym na wieku sarkofagu lub na ziemi przed sarkofagiem.

Na zakończenie coś dla feministek. Otóż podkreślają one, że pierwszymi świadkami zmartwychwstania Pańskiego były kobiety, a nie mężczyźni. Racja, ale podług św. Łukasza (XXIV, 11-12), uczniowie im nie uwierzyli, jedynie św. Piotr pobiegł czym prędzej, aby się naocznie przekonać. Zaś św. Marek wyraża się o kobietach niepochlebnie, pisząc (XVI, 8): „A one wyszedłszy, uciekły z grobu, albowiem zdjęło je drżenie i przestrach, a nikomu nic nie powiedziały, bo się bały”. Na szczęście, podług pozostałych ewangelistów, kobiety doniosły uczniom nowinę, jak im anioł przykazał. Za to feministki mogą się szczycić tym, że pierwszą osobą, jakiej się Pan Jezus ukazał, była kobieta – Maria Magdalena.