Strona główna / Redaktorskim okiem / Ciszej o Osamie

GP #11, 21 maja 2011 r.

Ciszej o Osamie

Jacek HilgierO udanej akcji amerykańskich komandosów i śmierci najbardziej poszukiwanego terrorysty świata – Osamy bin Ladena – wiemy już wszystko lub prawie wszystko. Jak zwykle w takich przypadkach, nie brakuje zwolenników teorii spiskowych, co jakiś czas pojawiają się w prasie i telewizyjnych przekazach doniesienia zarówno bliskie prawdy, jak i najbardziej fantastyczne, o czym zresztą piszemy obok.

Cały ten medialny zgiełk powinien jednak zmierzać do konkluzji, że człowiek odpowiedzialny za śmierć tysięcy istnień ludzkich zniknął bez śladu z powierzchni ziemi. Niestety, tak nie jest, wręcz odwrotnie. Zabicie bin Ladena sprowokowało wśród Amerykanów nieopanowane wybuchy radości. Od Nowego Jorku po Los Angeles w trakcie ulicznych pochodów i wieców wznoszono triumfalne okrzyki, toasty, wymachiwano flagami, zupełnie jakby problem terroryzmu skończył się raz na zawsze.

Na odtrąbienie końca krucjaty przeciwko światowemu terroryzmowi jest zdecydowanie za wcześnie. Nie ma bin Ladena, zostali jednak zwolennicy jego szalonych teorii i planów, którzy na pewno nie złożą tak łatwo broni. W całym Pakistanie, gdzie w końcu wytropiono bin Ladena i gdzie go zabito, już teraz dochodzi do antyamerykańskich rozruchów i zamieszek. Rząd tego kraju, bądź co bądź sojusznik USA w walce z terroryzmem, ma za złe, że akcja nie została skonsultowana z pakistańskim wywiadem i odpowiednimi służbami. Zagrożono, że w przyszłości taka samowola spotka się z odpowiednią reakcją pakistańskich władz. Już teraz zażądano redukcji amerykańskiego personelu wojskowego w Pakistanie, a w pakistańskiej prasie w odwecie upubliczniono nazwisko szefa placówki CIA w tym kraju.

W samej Ameryce też jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wcale się bezpieczniej i spokojniej nie zrobiło. Jak często w takich przypadkach bywa, wraca temat bezpieczeństwa środków masowej komunikacji. Na dworcach kolejowych i stacjach metra znowu wzmożono środki bezpieczeństwa i nasiliły się kontrole. Wszystko po tym, gdy w archiwach i zapiskach bin Ladena odkryto, że planował on w niedalekiej przyszłości serię zamachów właśnie na pociągi pasażerskie kursujące pomiędzy miastami wschodniego wybrzeża USA. Ile w tym prawdy, dokładnie nie wiadomo, w każdym razie po wypadku pociągu w New Jersey, kiedy na stacji końcowej nie zadziałały hamulce, zadawano sobie pytanie, czy nie stał za tym przypadkiem bin Laden.

Również w powietrzu doszło do serii dziwnych przypadków. Na pokład jednego z samolotów nie wpuszczono islamskich duchownych po tym, jak większość współpasażerów nie zgodziła się z nimi lecieć. Innym razem zawrócono w powietrzu samolot, na pokładzie którego pasażer z jemeńskim paszportem usiłował dostać się do kabiny pilotów.

Jak widać, potrzeba bardzo niewiele, by zasiać ziarno niepokoju i sprowokować objawy paniki w społeczeństwie. A wszelkiej maści terrorystom właśnie o to między innymi chodzi. Ciszej więc nad bin Ladenem, niech przebywa w piekle, a słuch o nim na zawsze niech zaginie.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net