Strona główna / Redaktorskim okiem / Spadek do wzięcia

GP 11, 20 maja 2013 r.

Spadek do wzięcia

Jacek HilgierW zeszłym roku w Staten Island w wieku 97 lat zmarł Roman Blum, bogaty nowojorski deweloper. Wiadomość ta może nie byłaby warta specjalnej uwagi, gdyby nie fakt, że pan Roman zostawił po sobie ogromny majątek wart ponad 40 mln dolarów. Jego żona zmarła w 1992 roku. Oboje nie mieli dzieci. Milioner nie zostawił również testamentu.

Szczegóły jego życia owiane są tajemnicą. On sam twierdził, że pochodził z Warszawy, choć wielu jego znajomych mówiło, że urodził się w Chełmie Lubelskim. Przed wojną miał mieć tam żonę i dziecko, którzy zginęli później w czasie Holokaustu. Panu Romanowi udało się wtedy przeżyć. Gdy wybuchła wojna, obawiając się Niemców uciekł przez granicę do Rosji, gdzie został na krótko zatrzymany i umieszczony w więzieniu. Został jednak szybko zwolniony i wraz z tysiącami innych więźniów skierowany do walki z Niemcami. Po wojnie Blum ożenił się z byłą więźniarką obozu koncentracyjnego, która w wyniku eksperymentów medycznych nie mogła mieć dzieci.

W 1949 roku Blumowie przyjechali do Nowego Jorku i zamieszkali na Queensie. Od samego początku zaczęło mu się tutaj nieźle powodzić. Zaczął tanio skupować ziemię na Staten Island i budować domy. W 1980 roku biznes już prosperował znakomicie. Blum postanowił przenieść się na Staten Island. W międzyczasie rozwiódł się ze swoją żoną, zbudował sobie duży dom i do śmierci prowadził wesołe życie kawalera. Z tym wiąże się największa jego zagadka, bowiem pozostawił majątek wart ponad 40 mln dolarów. Niestety, nie zostawił testamentu, choć wiele wskazuje na to, że w Polsce może żyć jakieś jego dziecko.

Znajomi Romana Bluma twierdzą, że był bardzo inteligentym człowiekiem, choć umierając zachował się bardzo nieodpowiedzialnie, nie zostawiając żadnej dyspozycji w sprawie swojego najątku. Teraz sprawą zajmują się adwokaci, którzy zwęszyli dla siebie nie lada okazję do zarobku. Prowadzą oni poszukiwania ewentualnych spadkobierców zarówno w Polsce, jak i w Izraelu, ale dotąd nie przyniosły one żadnego rezultatu. Jeżeli żaden z nich nie zostanie namierzony, za kilka lat pieniądze przejdą na własność państwa.

Nie sądzę, by amerykańskie państwo specjalnie wzbogaciło się na majątku pana Bluma. Podobnego zdania z pewnością byłaby jego ewentualna rodzina, o której jednak jak dotąd nic nie udało się ustalić i nie wiadomo, czy w ogóle istnieje. Z pewnością żyją jednak jeszcze ludzie, istnieją organizacje i firmy, z którymi zmarły był związany i którym mógł wiele zawdzięczać. Dla nich nawet niewielki zapis miałby ogromne znaczenie. Paul Skurka, jeden z jego najbliższych przyjaciół, tak krótko i dosadnie skomentował zaistniałą sytuację: – To był bardzo inteligentny człowiek, ale umarł jak idiota.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net