Strona główna / Redaktorskim okiem / Widziane z góry

GP 12, 13 czerwca 2015 r.

Widziane z góry

Jacek HilgierOdpowiednie agencje rządu federalnego USA służące do zbierania, gromadzenia i analizowania danych osobowych, zrobią wszystko, by tego prawa nie stracić. Z jednej strony jest to zrozumiała polityka, bowiem w założeniu ma to nas wszystkich chronić przed atakami ze strony organizacji terrorystycznych bądź indywidualnych szaleńców, których na świecie nie brakuje. Z drugiej, świadomość, że jesteśmy podsłuchiwani, śledzeni, podglądani na każdym kroku, przyjemna nie jest.

Wszelkie próby ograniczenia dostępu do naszych danych nie zdają się na nic. Nawet wtedy, gdy służby specjalne tracą możliwość kontroli jedną drogą, w zanadrzu mają inne na to sposoby. I tak w ostatnich dniach Senatowi USA nie udało się uchwalić ustawy, która przdłużałaby kontrowersyjny program dający służbom prawną podstawę do zbierania danych o rozmowach telefonicznych Amerykanów. Oznacza to, że ten program przestanie działać przynajmniej czasowo, dopóki Senat nie osiągnie nowego porozumienia w tej sprawie. Zablokowany program, przyjęty po zamachach z 11 września i działający do tej pory, dawał Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) możliwość masowego zbierania od firm telekominikacyjnych tzw. metadanych dotyczących rozmów telefonicznych wszystkich Amerykanów. Analitycy NSA dowiadywali się tą drogą między jakimi numerami rozmowa się odbywała, kiedy, gdzie i jak długo trwała. Dane przetrzymywane były do dalszej analizy przez pięć lat. Choć władze utrzymywały, że program nie obejmuje treści rozmów, to zdaniem organizacji chroniących prawa obywatelskie same metadane wystarczą, by NSA miała do swojej dyspozycji szczegółowe informacje o codziennym życiu Amerykanów, ich osobistych i zawodowych relacjach, przynależności religijnej i politycznej.

Oponenci tego programu wskazują, że nie tylko nadmiernie ingeruje w prywatność obywateli, ale jest też stratą pieniędzy, gdyż jest nieskuteczny. Opinię tę podzielają równiież eksperci, którzy argumentują, że nie można wskazać konkretnych przykładów, w których telefoniczna inwigilacja przyczyniłaby się do odkrycia istniejącego spisku czy zapobiegła atakowi terrorystycznemu.

Kontrowersyjny program pozwalający analizować nasze rozmowy przestał więc działać, co nie oznacza jednak, że służby specjalne zostały pozbawione wszelkiej możliwości kontroli. I tak od pewnego czasu nad miastami USA krążą samoloty wyposażone w kamery i anteny. Za tymi lotami stoi FBI, która działając pod przykryciem prowadzi nadal monitoring i inwigilację. Samoloty, zarejestrowane na fikcyjne firmy, wyposażone są w technologię umożliwiającą m.in. identyfikację osób znajdujących się w polu widzenia kamer i korzystających w tym czasie z telefonów komórkowych. W ten sposób FBI może nadal bez zgody sądu i kontroli ze strony rządu monitorować znaczną część kraju i prowadzić inwigilację dziesiątków tysięcy Amerykanów.

Jak nie z lądu, to z powietrza, „wielki brat” czuwa nad tym, co robimy, i chcąc nie chcąc musimy się z tym pogodzić, ufając, że jest to w naszym wspólnym dobrym interesie.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net