Strona główna / Redaktorskim okiem / Zamknąć wodę dla sąsiada

GP #13, 19 czerwca 2010 r.

Zamknąć wodę dla sąsiada

Jacek HilgierZ przerażeniem śledzę codzienne relacje telewizyjne znad Zatoki Meksykańskiej. W wyniku niekontrolowanego wybuchu na platformie wiertniczej należącej do koncernu BP, do jej wód od ponad miesiąca każdego dnia wyciekają tysiące hektolitrów ropy naftowej.
Śmiało można powiedzieć, że pogoń za zyskiem, brak odpowiedzialności, lekceważenie podstawowych zasad bezpieczeństwa, a w końcu zwykła głupota obsługi platformy doprowadziły do największej w historii Stanów Zjednoczonych katastrofy ekologicznej.

Jej skutki będą odczuwane przez lata, a już teraz w potwornych męczarniach ginie wszelkie życie, zarówno w wodach zatoki, jak i na jej brzegach. Cóż z tego, że koncern obiecuje wysokie odszkodowania, skoro właściciele biznesów i domów od Luizjany po Florydę potracili już swoje źródła dochodów i właściwie jedynym wyjściem dla nich jest przeprowadzka i szukanie nowego miejsca zamieszkania. Wszelkie próby zatamowania wycieku przez specjalistów z BP jak na razie nie przynoszą spodziewanych efektów.

Pierwotny zamiar nałożenia kopuły na dnie zatoki, skąd wylewa sie ropa, nie powiódł się. Dopiero kolejna próba zatamowania wycieku w miarę się udała. Około jedną trzecią wyciekającej ropy zdołano tak pokierować, że trafia teraz do zbiorników tankowca zakotwiczonego na powierzchni morza. Jest to jednak rozwiązanie tymczasowe, a kiedy nastąpi całkowite zatrzymanie wycieku, nikt dokładnie nie wie. Wiadomo jedynie, że może to potrwać jeszcze przez kilka następnych miesięcy.

Nie należy się więc dziwić, że całe odium winy, złość i frustracja skierowana są przeciwko zarządowi brytyjskiego koncernu. Pojawiły się nawet apele o bojkot stacji benzynowych BP, nie mówiąc o tym, że proponuje się całkowite cofnięcie koncesji na budowę nowych szybów wiertniczych.

Przy okazji dostało się również władzom federalnym z prezydentem na czele, że zareagowali nie w porę i początkowo można było odnieść wrażenie, iż skutki katastrofy są przez nich bagatelizowane.

A skutki są tak dalekosiężne, że mogą nawet poróżnić USA z sąsiadami przez morza i rzeki. Nie ma bowiem żadnej gwarancji, iż plamy ropy zaleją tylko plaże Florydy. Należy się liczyć, że prowadzenie podwodnych poszukiwań ropy naftowej u wybrzeży Kanady i Meksyku natrafi teraz na zdecydowany opór ze strony tych krajów. Już teraz do kanadyjskiego parlamentu wpłynął rządowy projekt ustawy, który ma zmienić wcześniejsze rozwiązania dotyczące wód granicznych i rzek międzynarodowych. Regulacje nakazują, by firmy budujące kanały odprowadzające część wody z płynących rzek uzyskiwały specjalną licencję od kanadyjskiego rządu federalnego. Mają się także pojawić rozwiązania dotyczące eksportu wody. Niektórzy fachowcy uważają wręcz, że powinien funkcjonować zakaz eksportu wody butelkowanej do USA.

Trudno przypuszczać, że troska o zasoby wodne kanadyjskich rzek i jezior ma bezpośredni związek z tragedią Zatoki Meksykańskiej. Jedno jest jednak pewne, że bezmyślna eksploatacja zasobów z dna oceanów i rzek może doprowadzić do następnych katastrof ekologicznych, czemu należy już teraz zapobiegać.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net