Strona główna / Redaktorskim okiem / Naród obrażony

GP #13, 16 czerwca 2012 r.

Naród obrażony

Jacek HilgierKryzys w stosunkach polsko-amerykańskich, wywołany skandaliczną wypowiedzią prezydenta Baracka Obamy, mam nadzieję na długo pozostanie w pamięci Polaków, a konsekwencje będą nauką dla obu stron. Przypomnijmy, że podczas uroczystego spotkania w Białym Domu, kiedy prezydent przyznawał pośmiertnie Medal Wolności Janowi Karskiemu, w swoim przemówieniu użył on zwrotu „polskie obozy śmierci”.

Akcja przeciwko „polskim obozom” trwa już od wielu lat. Dzięki niej udało się napiętnować i zmusić do przeprosin wiele czołowych mediów na świecie, głównie jednak amerykańskich. Za każdym razem, gdy na łamach prasy lub w dziennikach telewizyjnych pojawiały się krzywdzące Polaków sformułowania, natychmiast interweniowali nasi dyplomaci, dziennikarze, działacze organizacji polonijnych. Najczęściej odnosiło to natychmiastowy skutek i redaktorzy piętnowanych pism i stacji tv obiecywali poprawę.

Kiedy autorami takich słów są niedouczeni dziennikarze, jakoś można przejść nad tym do porządku dziennego. Gorzej, gdy ignorancją, brakiem wiedzy i taktu popisuje się prezydent USA, mieniący się wielkim przyjacielem Polski i Polaków. Stawia to pod wielkim znakiem zapytania prawdziwość jego intencji i poglądów. Jakoś po wielu interwencjach, najważniejsze agencje prasowe Stanów Zjednoczonych mogą wprowadzać w swoich podręcznikach pisania depesz zakaz używania wyrażenia „polskie obozy koncentracyjne”.

Dlaczego taki zakaz nie obowiązuje w Białym Domu? Nawet, gdy prezydent w czasie swego przemówienia korzystał z tekstu wcześniej przygotowanego, jego autor powinien wiedzieć, co pisze i uważać na użyte słowa. Prezydent tłumaczył się już po całym wydarzeniu, że nieumyślnie i przypadkowo użył takiego sformułowania. Trudno jednak uwierzyć, że ktoś nieumyślnie przeoczył tego rodzaju błąd w tekście przemówienia głowy państwa.

Jest jeszcze jedna sprawa, która musi budzić niesmak i sprzeciw. To forma przeprosin, jakiej użył prezydent USA. Padły one w formie listu-odpowiedzi na list prezydenta Komorowskiego. W tak poważnej dla wszystkich Polaków chwili i sytuacji, lepiej by było, aby przeprosiny padły bezpośrednio z ust prezydenta Obamy. Jeśli prezydent pomylił się lub nie chciał się pomylić, to nie zaszkodzi, jeśli nie będzie to przesłanie kierowane tylko na ręce naszego prezydenta, a do wszystkich Polaków, których te słowa dotyczyły. Żyjących zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.

Jedno jest tylko pozytywne: przesłanie z tej nieprzyjemnej sytuacji. Skoro do błędu przyznaje się najważniejsza osoba w państwie amerykańskim i zostaje za to publicznie napiętnowana, to pozostaje mieć nadzieję, że na podobny krok nikt już dalej się nie zdobędzie.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net