GP 13, 28 czerwca 2014 r.

Piłka w grze

Jacek HilgierPierwsze dni tegorocznego lata znalazły się we władaniu kibiców piłkarskich. Rozpoczęły się właśnie mistrzostwa świata w piłce nożnej, największa tego typu impreza globu, na boiskach w Brazylii. Potrwają do 13 lipca, kiedy to na słynnym stadionie Maracana w Rio de Janeiro w wielkim finale spotkają się dwie najlepsze drużyny.

Już pierwsze mecze wskazały na faworytów, jak również tych, którzy będą mogli uchodzić za wielkich przegranych. Od początku do grona żelaznych faworytów zalicza się Brazylię. Na jej korzyść przemawia tak wiele faktów, że tylko jakaś nagła zniżka formy brazylijskich gwiazd mogłaby pozbawić ich tytułu. Mecz otwarcia z Chorwacją pokazał, że Brazylijczykom sprzyjają nawet ściany. W meczu, w którym Chorwaci byli dla nich równorzędnym rywalem, niesławną rolę odegrał japoński sędzia, który dyktując wątpliwy rzut karny dla Brazylii, wypaczył wynik tego meczu. Brazylia ostatecznie wygrała 3:1, niesmak jednak pozostał.

Do grona faworytów turniejowi bukmacherzy zaliczali również aktualnych mistrzów Europy i obrońców tytułu sprzed czterech lat, Hiszpanów. Ich pierwszy występ bardzo poważnie ostudził te prognozy, a sensacyjna porażka komentowana była na całym świecie. Hiszpania w swoim pierwszym meczu przegrała 1:5 z Holandią. „Pomarańczowi” tym samym pokazali swoją siłę i powinni daleko zajść w turnieju. Cztery lata temu, w RPA dotarli aż do finału, gdzie przegrali z... Hiszpanią. Rewanż został więc wzięty z nawiązką. Hiszpanie, którzy znaleźli się w trudniej grupie, nie przeszli nawet do następnej rundy. To czwarty w historii mistrzostw przypadek, kiedy obrońca tytułu pożegnałby się z turniejem już w fazie wstępnej.

Do grona drużyn, które zawodzą już od pierwszego meczu, zaliczyć należy także Portugalię, w której szeregach występuje najlepszy piłkarz świata Ronaldo. Portugalczycy już na wstępie przegrali z silnymi Niemcami 0:4. Wynik mówi sam za siebie, a Ronaldo w całym meczu ani razu poważnie nie zagroził bramce rywali. Z takiego rozwoju sytuacji cieszyć się może reprezentacja USA, która swój pierwszy mecz wygrała z Ghaną i ma realne szanse na wyjście z silnej grupy i udział w finałowej fazie turnieju.

Kibiców zarówno na stadionach, jak i przed telewizorami cieszyć może duża liczba bramek zdobytych już od pierwszych meczów. Tylko jeden mecz spośród tych, które rozegrano przez pięć dni turnieju, zakończył się wynikiem 0:0, w pozostałych padły aż 44 bramki. To z pewnością nie koniec i tegoroczny mundial zapisze się w historii jako jeden z najbardziej bramkostrzelnych.

Dopóki piłka w grze, wszystko może się jeszcze wydarzyć. Moim faworytem do końcowego zwycięstwa jest Argentyna. Już za kilka tygodni przekonamy się, czy pomiesza ona szyki gospodarzom turnieju.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net