Strona główna / Redaktorskim okiem / Zamknięte na otwarcie

GP #14, 30 czerwca 2012 r.

Zamknięte na otwarcie

Jacek HilgierW chwili, gdy piszę te słowa, w Polsce trwają Mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012. Niestety, nasza reprezentacja – po przegranym 0:1 meczu z Czechami – nie ma już szans na ćwierćfinał.

Wcześniej jednak Polacy rozegrali mecz, który od momentu podziału na grupy eliminacyjne wywoływał ogromne emocje. Oczywiście chodzi o spotkanie z Rosją. Polacy ten mecz zremisowali 1:1 po przyzwoitej, ambitnej grze, dającej nadzieję na udział w dalszej części turnieju. Nie o sportowych aspektach tego spotkania i ogólnego przebiegu Euro chciałbym jednak powiedzieć. Jeszcze zanim turniej na dobre się rozpoczął, polskie media prawicowe i opozycyjne malowały bardzo czarne scenariusze, tak jakby im nie zależało na powodzeniu tej jakże prestiżowej dla nas imprezy. Mówiono i pisano, że Warszawę i inne miasta polskie będące gospodarzami meczów czeka komunikacyjny koszmar, że budowane w ekspresowym tempie autostrady, dworce i lotniska nie zostaną oddane do użytku, że mieszkańcy będą musieli się zmagać z hordami pijanych i agresywnych kibiców, głównie ze Wschodu.

Przed meczem z Rosją wszczęto histeryczny alarm, że prezydent Warszawy wydała na miasto wyrok śmierci, pozwalając rosyjskim kibicom na przejście w zwartej kolumnie z centrum miasta na Stadion Narodowy. Według opozycyjnej prasy, w związku z tym marszem miały się dziać dantejskie sceny, niemal przypominające wojnę wypowiedzianą Polsce przez Rosję. A winnym tego były oczywiście polskie władze.

Każdy, kto miał okazję osobiście być w tym czasie w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu, stwierdzić może, że nic z tych katastroficznych wizji się nie sprawdziło. Owszem, część ulic w Warszawie w dniach meczów była zamknięta, ale jedynie na kilka godzin, co nie stanowiło wielkiego problemu. Ruch w pozostałej części dnia odbywał i odbywa się normalnie. Nie ma żadnych korków i utrudnień, wręcz odwrotnie – po mieście w godzinach szczytu można się poruszać jakby łatwiej. Działają również wszystkie urzędy, a restauratorzy i hotelarze zacierają ręce, bo mają utarg jak nigdy.

Podobnie nie doszło do powszechnej wojny polsko-rosyjskiej w czasie rosyjskiego marszu na stadion. Rosjanom nawet to nie było w głowie. Wcześniej, można powiedzieć w przyjaznych do Polaków nastrojach, raczyli się oni piwem i innymi trunkami w warszawskich barach i restauracjach. Niestety, jednak tak całkiem przyjaźnie do końca nie było. W miejscu gromadzenia się rosyjskich kibiców doszło do przepychanek i wzajemnych ataków. Od razu jednak trzeba powiedzieć, że sprowokowanych przez polskich kiboli. W bijatykach tych zatrzymano ponad 200 osób. 140 kibiców i 17 policjantów zostało rannych. Policja jednak w końcu dała sobie radę.

Do takich zamieszek i ekscesów dochodzi, niestety, przy okazji wielkich imprez sportowych, szczególnie piłkarskich, zawsze i wszędzie na świecie. Obarczanie za nie winą organizatorów to gruba przesada i nadużycie. Ciekaw jestem, co wspomniane media napiszą, podsumowując – już można powiedzieć – udaną imprezę?

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net