Strona główna / Redaktorskim okiem / Płacimy za błędy

GP 14, 11 lipca 2015 r.

Płacimy za błędy

Jacek HilgierW ostatnich zamachach terrorystycznych w Tunezji, Kuwejcie i Francji zginęło ponad 50 osób, a ponad 200 zostało rannych. Ich zbieżność w czasie trudno uznać za przypadek i wierzyć w nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Tym bardziej że niemal natychmiast odpowiedzialność za zamachy wzięło na siebie Państwo Islamskie (IS). Wydarzenia te jasno pokazały, że dotychczasowe sposoby walki z terrorystami muzułmańskimi okazały się kompletną klapą. Kampania zbrojna, a właściwie naloty i bomardowanie z powietrza domniemanych kryjówek terrorystów nie dały żadnych efektów. By te mogły nadejść, konieczne jest zwiększenie zaangażowania Zachodu w zbrojną walkę na wszystkich frontach z IS.

Wbrew hurraoptymistycznym ocenom Waszyngtonu, sytuacji nie zmieniło osłabienie Al-Kaidy w Afganistanie i zabicie Osamy bin Ladena. Gdy pozycja terrorystów słabła w Afganistanie, terroryści rekompensowali to sobie zdobywaniem „przyczółków” w innych krajach. Działo się to i dzieje się dalej, bowiem Zachód w ostatnich latach zmniejszył swoje zaangażowanie wojskowe, oddając inicjatywę siłom lokalnym. Przykład Iraku pokazał jednak dobitnie, że była to polityka zgubna i naiwna. A prawdziwą katastrofą, której nadejście było tylko kwestią czasu, jest utworzenie w 2014 r. Państwa Islamskiego w Syrii.

Samozwańczy kalifat bez trudu zdobywał kolejne terytoria w Syrii i Iraku i tak samo szybko zaczął eksportować przemoc wszędzie tam, gdzie tylko mógł zdobyć wpływy. Jednocześnie IS budowało swoje terrorystyczne siatki złożone ze „sprzymierzonych” organizacji w Jemenie, Libii, Tunezji czy Nigerii. To następstwo błędu zaniechania i rozpoczęcia od razu walki zbrojnej z terrorystycznycm kalifatem. Pamiętne są w tym kontekście słowa prezydenta Obamy sprzed kilku lat, który twierdził, że IS to tylko grupka uzbrojonych wojowników, z którymi miejscowe władze szybko sobie poradzą.

Nie dość, że sobie nie poradziły, to jeszcze ich słabość i zbyt małe zaangażowanie Zachodu doprowadziły do tego, że dziś zagrożony jest nie tylko Bliski Wschód i Afryka Północna, ale także i południowa część Europy. Kolejnym celem ekspansji Państwa Islamskiego będzie najpewniej Azja Centralna. Kalifat robi wszystko, by z kampanii przemocy odnieść także korzyści propagandowe. Dosięga to już Europę i USA, czego dowodem obecność obywateli USA, Kanady, Francji czy Niemiec w szeregach IS.

Wiadomo już na pewno, że same naloty nie złamią kalifatu. Konieczna jest natychmiastowa pomoc wojskowa dla państw, gdzie terroryści się gnieżdżą. USA i państwa europejskie dysponują niezbędnym potencjałem wojskowym do walki z terroryzmem, ale jak na razie wykorzystują jedynie jego niewielki ułamek. Ale szersze zaangażowanie wymaga odwagi, a podjęcia decyzji przywódcy unikają w obawie utraty poparcia wyborców. I w ten sposób błędne koło trwa nadal, a kolejne zamachy wskazują, że innego wyjścia nie ma. Za sprawą organizacji terrorystycznych świat jest dziś zagrożony destabilizacją na ogromną skalę.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net