Strona główna / Redaktorskim okiem / Fałszywi pacjenci

GP #15, 16 lipca 2011 r.

Fałszywi pacjenci

Jacek HilgierPod żadną szerokością geograficzną chorowanie do przyjemności nie należy i nie życzę tego nikomu. Jeśli słuchamy doniesień rodziny, znajomych lub z innych źródeł, co dzieje się w oczekiwaniu na wizytę u lekarza lub jak wygląda pobyt w przeciętnym szpitalu w Polsce, od tych informacji włos może zjeżyć się na głowie. Społeczna służba zdrowia pozostawia tam wiele do życzenia i wielka praca czeka ministerialnych urzędników, by cokolwiek w tym zmienić.

Na pocieszenie pozostaje fakt, że w Stanach Zjednoczonych – mających poziom usług medycznych postawiony najwyżej w świecie – w tak prostych sprawach jak chociażby oczekiwanie na wizytę u lekarza wcale wesoło nie jest. Coraz częściej słyszy się narzekania, że brakuje internistów, lekarzy rodzinnych i innych. Nic dziwnego, że przeciążeni lekarze przyjmują tylko swoich stałych pacjentów. A inni muszą czekać: do lekarza rodzinnego – 36 dni, a do internisty – ponad miesiąc.

Władze federalne stawiają sobie za zadanie, aby rozwiązać problem, a przy okazji sprawdzić, co będzie się tutaj działo od 2014 r., kiedy to dzięki przyjętej w zeszłym roku reformie służby zdrowia dostęp do opieki lekarskiej zyska ponad 30 milionów nieubezpieczonych obecnie Amerykanów.

W tym zadaniu mają pomóc zespoły „zakonspirowanych pacjentów”. Na zasadzie podstawianych klientów w sklepach, urzędach czy bankach, którzy sprawdzają jakość obsługi, tak oni – podając się za zwykłych pacjentów – będą próbowali umówić się prosto z ulicy do lekarza.

Taka akcja obejmie swym zasięgiem ponad 4 tys. lekarzy w dziewięciu stanach. Naszym sowicie opłacanym lekarzom radzimy uważać, bowiem każdy kontrolowany gabinet otrzyma od „tajniaków” co najmniej dwa telefony. Urzędnicy z sektora ochrony zdrowia sprawdzać będą w ten sposób, czy przypadkiem lekarze nie odsyłają z kwitkiem posiadaczy państwowych programów ubezpieczeniowych, za których dostają od ubezpieczycieli mało pieniędzy, a przyjmują tylko tych z drogimi, prywatnymi ubezpieczeniami.

Co dziesiąty lekarz odbierze też telefon od fałszywego pacjenta, który tym razem – przedstawiając się jako osoba pracująca dla rządu – zapyta, czy dany gabinet przyjmuje osoby, które mają Medicaid lub Medicare. Całe badanie ma kosztować ponad 300 tys. dolarów i ma wychwycić rozbieżności między oficjalnymi zapewnieniami a praktyką.

Oczywiście, plan taki oburzył środowiska lekarskie. Porównywany jest do sowieckich metod, a takie szpiegowanie lekarzy nic nie przyniesie. W taki sposób nie rozwiąże się niedoboru lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, którzy są niedoceniani przez obowiązujący system. A jest tak, bowiem studenci niechętnie zostają pediatrami, lekarzami rodzinnymi itp., ponieważ w innych specjalnościach mogą zarobić dużo więcej.

Lekarze ostrzegają też, że przeforsowana reforma może mieć złe skutki dla systemu opieki zdrowotnej. Tylko 18% z nich spodziewa się, że po wejściu w życie reformy jakość opieki medycznej poprawi się, a 65% sądzi, że się pogorszy. Pozostaje mieć nadzieję, że nasze mocarstwo poradzi sobie jednak z własnymi problemami służby zdrowia.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net