Strona główna / Redaktorskim okiem / Sprzedaż marnie kontrolowana

GP #15, 14 lipca 2012 r.

Sprzedaż marnie kontrolowana

Jacek HilgierJak zwykle w roku wyborczym, politycy skupiają się, by przeciągnąć na swoją stronę członków Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego, którzy stanowią znaczącą siłę, szczególnie w prowincjonalnych okręgach wyborczych na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Ostatnio wystąpili oni z krytyką przeciwko prokuratorowi generalnemu USA Ericowi Holderowi, a to za sprawą słynnej akcji „Fast and Furios” (Szybcy i Wściekli). Lobby strzeleckie potrafiło zmusić, by głosami 23 przeciwko 17 Izba Reprezentantów ds. Nadzoru uznała, że prokurator generalny oszukał Kongres USA, nie udostępniając kluczowych dokumentów w tej sprawie.

Chodzi o niesławną operację federalnego Biura ds. Alkoholu, Tytoniu i Broni Palnej (ATF). Oddział tego biura w Phoenix wymyślił, że dzięki tzw. kontrolowanej sprzedaży broni palnej rozpracuje mafię narkotykową w Meksyku. Oficerowie ATF obserwowali przemytników, którzy bez przeszkód kupowali podstawioną po stronie amerykańskiej broń, a potem przemycali ją za południową granicę. Według planu, Amerykanie mieli śledzić, gdzie ta broń potem trafia. Niestety, misterny plan runął jak domek z kart, gdy ATF stracił z oczu prawie 2 tys. karabinów dlatego, że w potajemnie w nich zamontowanych malutkich odbiornikach GPS wyczerpały się bateryjki.

Tym sposobem sprzedaż kontrolowana wymknęła się spod kontroli, a zaginione karabiny bez przeszkód siały śmierć i terror narkotykowych karteli. Pół biedy, kiedy ginęli obywatele Meksyku. Prawdziwy zamęt powstał, gdy dwa z karabinów znaleziono na miejscu zabójstwa amerykańskiego strażnika granicznego. To dało początek aferze.

Krytyka skupiła się na prokuratorze generalnym, który nadzoruje ATF. Holder bronił się jednak, że ani on, ani nikt w Waszygtonie nie wiedział o idiotycznej akcji, która była pomysłem lokalnego biura. Jednak republikanie powołali w Kongresie specjalną komisję, która ustaliła, że Departament Sprawiedliwości dostawał z Arizony raporty o przebiegu „Szybkich i Wściekłych”. Są tylko dwie możliwości: albo raporty ginęły w biurokratycznej machinie w Waszyngtonie, albo prokurator kłamie, by wymigać się od odpowiedzialności.

I w tym miejscu pojawiają się aktywiści ze Stowarzyszenia Strzeleckiego, którzy wręcz twierdzą, że cała akcja to misterny i przemyślany plan po to tylko, by zdyskredytować i zasiać w społeczeństwie strach przeciwko miłośnikom i posiadaczom broni palnej w USA. Ich zdaniem, administracja celowo zleciła i zadbała, by w dziecinny sposób, niezdarnie przeprowadzić akcję tak, by karabiny ginęły i żeby potem domagać się ograniczeń sprzedaży broni w USA.

Wspomniane wcześniej głosowanie doprowadziło do stwierdzenia, że Holder swoim postępowaniem dopuścił się obrazy Kongresu. Głosowanie to miało jednak charakter symboliczny, a Biały Dom nazwał je politycznym teatrem. Ale strach demokratycznych deputowanych przed NRA jest prawdziwy. Sile perswazji miłośników broni ulega również sam prezydent, który zapowiadał ograniczenie do niej dostępu, a w efekcie w trakcie swojej prezydentury zamilkł i nie zrobił w tym kierunku absolutnie nic.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net