Strona główna / Redaktorskim okiem / Skrzydło w betonie

GP #16, 28 lipca 2012 r.

Skrzydło w betonie

Jacek HilgierSprawa budowy pomnika ku czci ofiar katastrofy pod Smoleńskiem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie przez wiele miesięcy nie schodziła z czołówek prasy w Polsce. W końcu spór o zasadność tego pomysłu zakończył się postanowieniem, że jednak pomnik tam nie stanie. Takie było zresztą zdanie zarówno władz stolicy, jak i samych warszawiaków, którzy w przeprowadzanych ankietach nie zgadzali się z lokalizacją monumentu.

Należymy do narodów, które lubią stawiać sobie pomniki, często jednak emocje biorą górę nad zasadnością takich decyzji. Obiekt, który w zamyśle ma pozostać w danym miejscu na długie lata, powinien w związku z tym pasować do otoczenia, nie mówiąc już o jego walorach artystycznych i estetycznych. Niestety, nie zawsze pomysłodawcy o tym pamiętają. Przykładem niech będzie odsłonięty 1 lipca pomnik obok sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski w Kałkowie-Godowie w województwie świętokrzyskim, poświęcony pamięci ofiar katastrofy.

Monument ten to kilkunastotonowa makieta samolotu Tu-154M, odlana w betonie. Odlew ten nieco rozmija się z  oryginałem, choć widać kabinę pilotów, kadłub ze skrzydłami, wszystko stoi na kołach, utrzymane w biało-czerwonych barwach. Twórca wykonujący pomnik zadbał o takie szczegóły jak drzwi i okna samolotu. Żeby jednak jakoś powiązać całość i oddać hołd ofiarom, w drzwiach samolotu umieszczono zdjęcie pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich, a w oknach fotografie pozostałych ofiar wypadku.

Nie mnie wypada oceniać artystyczne walory pomnika i czy ma to związek z jakąkolwiek sztuką. Na pierwszy rzut oka projekt budzi mieszane odczucia i chyba niewiele ma wspólnego z momentem zadumy i refleksji, jakie powinny towarzyszyć oglądającym. Podobne refleksje mieli obecni na odsłonięciu dziennikarze zagraniczni, którzy zresztą umieścili pomnik w Krakowie, jako że nazwy obu miejscowości są bardzo zbieżne.

Ale kontrowersji wokół pomnika nie dość, bowiem w betonową konstrukcję wmontowano fragment biało-czerwonej blachy pochodzącej ze skrzydła rozbitego samolotu. Fragment ten został przekazany do sanktuarium w Kałkowie przez polityków Krzysztofa Lipca (PiS) i Beatę Kempę (SP) w ok. 1,5 miesiąca po katastrofie. Do nich z kolei miał trafić od harcerzy, którzy byli w Smoleńsku i znaleźli niezabezpieczone szczątki maszyny.

Piękny gest – tak działania darczyńców komentują niektórzy członkowie rodziny, ale Prokuratura Wojskowa, prowadząca nadal śledztwo w sprawie katastrofy, tak zachwycona nie jest. Każdy bowiem fragment Tupolewa ma wartość procesową i powinien być poddany oględzinom. Niewykluczone więc, że prokuratorzy zechcą wymontować blachę z pomnika, by ją zbadać.

Kustosz sanktuarium w Kałkowie, któremu podlega pomnik, jest jednak zadowolony. Do tej pory odwiedzało to miejsce rocznie ok. 600 osób. Obecnie, chyba z ciekawości, jest ich znacznie więcej.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net