Strona główna / Redaktorskim okiem / Barbie na strzelnicy

GP 19, 20 września 2014 r.

Barbie na strzelnicy

Jacek HilgierPrzykładów, do czego prowadzi powszechna fascynacja bronią w USA i niekontrolowany do niej dostęp, ciąg dalszy. Niewiarygodna historia mrożąca krew w żyłach wydarzyła się pod koniec sierpnia w Las Vegas. W mieście tym spędzała urlop rodzina zamożnego inwestora budowlanego z New Jersey. Światowa stolica hazardu i jej okolice oferują wiele atrakcji dla każdego, niezależnie od wieku. Rodzice 9-latki ze wschodniego wybrzeża postanowili w dość oryginalny sposób urozmaicić swój tam pobyt. W sobotnie popołudnie dziewczynka wraz z rodzicami pojechała na okoliczną strzelnicę, by trenować obsługę broni pod okiem profesjonalisty. Już sam fakt takiego spędzania wolnego czasu u wielu z nas może budzić zdziwienie. Wydaje się, że dziewczynki w tym wieku mają inne zainteresowania i bardziej pasują jeszcze dla nich zabawy z lalkami niż z bronią.

Innego zdania byli jednak rodzice i za ich zgodą na wspomnianej strzelnicy 9-latka ćwiczyła obsługę broni, a w tym strzelanie z pistoletu maszynowego uzi pod okiem instruktora. Na skutek tak skrajnie głupiego i nieodpowiedzialnego pomysłu nie trzeba było długo czekać. Instruktorem dziewczynki był 39-letni były komandos Charles Veca. Aż trudno sobie wyobrazić, że nie potrafił przewidzieć, czym grozi broń o wielkiej sile odrzutu w rękach dziecka. W pewnym momencie dał on bowiem dziewczynce do potrzymania maszynowy uzi. Pokazał jej, jak ustawić się do strzału, jak trzymać broń i powiedział, żeby zaczęła strzelać. W pewnym momencie instruktor przestawił uzi z trybu jednostrzałowego na automatyczny i powiedział: – Ok, pełen automat. To były jego ostatnie słowa. Jak sobie łatwo wyobrazić, po naciśnięciu spustu, 9-latka straciła kontrolę nad bronią, z ziejącej ogniem lufy kule leciały na oślep w powietrze, jedna z nich trafiła instruktora w głowę. Były żołnierz został od razu przewieziony do szpitala, gdzie po kilkugodzinnej reanimacji zmarł.

W następstwie tego wypadku nikomu nie postawiono zarzutów i wygląda na to, że nikt nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Strzelnica, na której rozegrał się dramat, jest licencjonowaną i legalną firmą. Strzelanie odbywało się za zgodą i w obecności rodziców, pod okiem instruktora. Na dodatek w tej części USA bardzo popularna jest nauka dzieci strzelania, w której za zgodą rodziców mogą brać udział dzieci od 8. roku życia.

Popularność popularnością, do wszystkiego potrzebny jest jednak zdrowy rozsądek i odrobina przynajmniej rozumu i wyobraźni. Oczekiwanie bowiem od dziecka w tym wieku, że uda mu się zapanować nad uzi, jest totalną głupotą. W takich samych kategoriach traktować trzeba regulaminy strzelnic dopuszczające dzieci do tego typu treningów. Nikt mnie nie przekona, że czemukolwiek one służą. Dzieci ledwo wypuszczone z przedszkola nie potrzebują wiedzy na temat samoobrony, a tym bardziej nie muszą bronić się z pistoletem w ręku. Rozumowanie większości Amerykanów podąża chyba jednak innym tropem.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net