Strona główna / Redaktorskim okiem / Domy smutnej starości

GP #20, 24 września 2011 r.

Domy smutnej starości

Jacek HilgierStrona druga Gwiazdy Polarnej jest jedną z najchętniej czytanych przez naszych czytelników. Zamieszczamy na niej „Listy do redakcji”, a w nich to wszystko, czym prenumeratorzy gazety, i nie tylko, pragną się z nami podzielić, co ich cieszy, martwi, o czym chcieliby się dowiedzieć na przyszłość, czym chcieliby się pochwalić. Taka wolna trybuna jest wszystkim potrzebna, a zapas listów czekających w kolejce do publikacji codziennie rośnie.

Nie piszę o tym bez przyczyny, bowiem list, który otrzymałem niedawno od naszej stałej czytelniczki z Michigan, a który właśnie publikujemy na sąsiedniej stronie, bardzo mnie poruszył, żeby nie powiedzieć – wzruszył. W tych kilku zdaniach zawarte są refleksje osoby starszej, ale również dotyczące młodszego pokolenia. Podobnych listów od pensjonariuszy domów spokojnej starości rozsianych po całych Stanach Zjednoczonych dostajemy zresztą więcej. I słowa o trudnej drodze na starość, którą ludzie ci muszą pokonywać, powinny zastanowić szczególnie członków ich rodzin. Przede wszystkim dotyczy to dorosłych dzieci tych starszych ludzi, które swoją obecną pozycję, wykształcenie, zawód, powodzenie zawdzięczają właśnie rodzicom. Niestety, bardzo często, kiedy przychodzi czas spłaty zaciągniętego u rodziców długu wdzięczności, jedyną formą tej spłaty jest załatwienie pobytu w domu spokojnej starości.

Często na zasadzie, że problem został pozytywnie dla wszystkich załatwiony, rodzinne kontakty urywają się, a jeśli są, to tylko sporadyczne, od święta do święta.

O tym wszystkim napisała właśnie do mnie nasza czytelniczka, nie po to nawet, by się żalić czy skarżyć, ale po prostu podzielić się z kimś swoimi myślami i troskami.

Dotykamy tu jeszcze jednej sprawy. Najczęściej w takich sytuacjach starsi ludzie w miejscach swojego zamieszkania pozbawieni są zupełnie kontaktu z językiem polskim, z wiadomościami dotyczącymi kraju ich pochodzenia, a nawet lokalnych społeczności, których jeszcze tak niedawno byli członkami. Właśnie wtedy polonijna prasa, a w naszym przypadku Gwiazda Polarna, jest jedynym łącznikiem i źrodłem, które taki kontakt umożliwia i daje. Czytamy wtedy o wielkiej radości, kiedy w końcu listonosz przyniesie kolejne wydanie Gwiazdy Polarnej, która później czytana jest od deski do deski, by jak najdłużej mieć kontakt z polskim słowem.

Chciałbym ten fragment listu poświęcić wszystkim niedowiarkom i wątpiącym w konieczność istnienia prasy polonijnej i naszej gazety. Tym wszystkim, od których zależy jej dalsza egzystencja. Bo ci czytelnicy, którym jest ona naprawdę potrzebna i bez której obejść się nie mogą, dzielą się często swoim ostatnim groszem z emerytury, by opłacić prenumeratę na następne miesiące czy rok.

Pamiętajmy więc, jeśli jeszcze możemy, o naszych rodzicach, o ludziach starszych, którym często tak niewiele potrzeba, by ich droga przez starość była łatwiejsza.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net