GP #21, 8 października 2011 r.

Granica smaku

Jacek HilgierSpotkanie z celnikami w momencie przekraczania granicy na amerykańskich lotniskach do przyjemności nie należy. Panowie i panie w czarnych uniformach to służbiści, którzy nie popuszczają nikomu, a swoje obowiązki wykonują z nadmierną nawet gorliwością. Można się o tym bardzo często przekonać. I dotyczy to wszystkich – od polityków, przez artystów, a kończąc na zwykłych turystach.

Przykładem jest choćby przygoda, jaka spotkała australijskiego ministra spraw zagranicznych Kevina Rudda. Przybył on do Nowego Jorku na sesję zgromadzenia ONZ i od razu, na lotnisku, stał się bohaterem międzynarodowego incydentu. Celnicy znaleźli bowiem w jego bagażu słoik z podejrzanym smarem. Szybko okazało się, że jest to popularna bardzo w Australii pasta drożdżowa Vegemite, którą minister uwielbia spożywać na śniadanie. Tak właśnie Rudd tłumaczył się celnikom, ci jednak pozostawali nieugięci, podejrzewając, że brunatna mikstura jest na liście zakazanych substancji i nie może przekroczyć granicy z USA. Zamierzali ją natychmiast skonfiskować, jednak odstąpili słysząc, z kim mają do czynienia. Machnęli ręką i pozwolili mu zachować słoik pasty, która dla jednych jest przysmakiem, a dla innych czymś nie do zjedzenia.

Gdy czytałem o przygodzie ministra, od razu stanęły mi przed oczami sceny, jakie rozgrywają się na lotnisku po przylocie rejsowych samolotów z Warszawy bądź Krakowa. Duża część pasażerów nimi przybywających do USA nie ma tyle szczęścia co australijski minister.

Bo trzeba od razu zaznaczyć, że w naszym przypadku najczęściej nie kończy się na jednym słoiku podejrzanej substancji. Nasi rodacy mają zdecydowanie bardziej rozbudowane poczucie smaku niż mieszkańcy Antypodów, co widać w zawartości walizek i toreb podróżnych przekraczających granicę.

Nie zważając lub będąc nieświadomym obowiązujących przepisów, wielu Polaków przyjeżdżających po raz pierwszy do USA stara się wjechać tutaj z rodzimymi przysmakami, których za oceanem brakuje. Są więc skrzętnie ukryte pomiędzy ubraniami całe pęta kiełbasy, szynki, wianuszki grzybów, białe i żółte sery, bochenki chleba, miód, o alkoholach nie wspominając.

Nic więc dziwnego, że wszyscy pasażerowie polskich samolotów są bez wyjątku kierowani do szczegółowej kontroli granicznej i prześwietlania bagażu. Tym, którzy mają pecha, grozi otwarcie bagażu, po czym najczęściej znaleziona żywność ląduje w koszu na śmieci.

Pamiętajmy więc i uprzedźmy znajomych i rodzinę. Nie warto ryzykować, bo służba celna w takich przypadkach może również ukarać delikwenta dotkliwym mandatem, o innych przykrościach i zwykłym wstydzie już nie mówiąc.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net