Strona główna / Redaktorskim okiem / Sekret w windzie

GP 21, 20 października 2014 r.

Sekret w windzie

Jacek HilgierStany Zjednoczone, przewodnia siła zachodniej cywilizacji, jakoś ostatnio nie radzą sobie z problemami sypiącymi się jak z rękawa zarówno na krajowym, jak i światowym podwórku. Na Bliskim Wschodzie trwa w najlepsze ofensywa terrorystów z Państwa Islamskiego, którzy bez wielkich przeszkód zajmują kolejne miasta na terytorium Syrii i Iraku. Bliskie upadku jest miasto Kobane, strategicznie położone tuż przy granicy syryjsko-tureckiej. Z dnia na dzień narasta bezpośrednie zagrożenie dla Turcji, państwa członkowskiego NATO.

Prezydent Obama przez dłuższy czas ignorował i bagatelizował sygnały o rosnących w siłę terrorystach. Najpierw całkowicie wycofał amerykańskie wojska z Iraku, później nie osiągnął niczego w szarpanej wojną domową Syrii, a obecnie zarządzone przez niego naloty i ostrzał rakietowy stanowisk terrorystów nie czynią im większej szkody. Bez udziału amerykańskich i sprzymierzonych z nimi oddziałów lądowych wojna z terrorystami może zostać przegrana, a powstanie na Bliskim Wschodzie Islamskiego Kalifatu będzie ogromnym ryzykiem dla Europy i całego świata.

Również w polityce wewnętrznej administracja prezydenta Obamy nie może pochwalić się sukcesami. Od kilku tygodni odpowiedzialne służby medyczne i sanitarne nie radzą sobie z narastającą w USA paniką związaną z pierwszym przypadkiem śmiertelnej choroby powodowanej wirusem Ebola. Wirusa ściągnął do Stanów obywatel Liberii, który na początku września przyleciał z Afryki do Teksasu. Tam poczuł się źle i trafił do szpitala. Mimo że personel szpitalny został powiadomiony, skąd pacjent pochodzi, został wypuszczony do domu. Przez następnych kilka dni choroba rozwijała się w najlepsze w jego organizmie, a on miał kontakt z ponad setką osób. Obecnie w stanie krytycznym leży w szpitalu, a wszyscy wokół drżą o zdrowie osób, z którymi się spotykał.

W bezpośrednim otoczeniu prezydenta Obamy panuje także zadziwiająca beztroska. W ostatnich dniach podała się do dymisji szefowa Secret Service Julia Pierson. Stało się to po niedawnych incydentach bezpośrednio zagrażających prezydentowi. Najpierw przez płot otaczający Biały Dom przeskoczył uzbrojony w nóż były komandos, który bez żadnych przeszkód przebiegł przez trawnik i wszedł głównym wejściem do Białego Domu, gdzie dopiero został zatrzymany w jednym z prezydenckich pokojów.

Kolejna wpadka miała miejsce w trakcie wizyty prezydenta w Atlancie. W czasie jego odwiedzin w Centrum Kontroli i Prewencji Chorób do tej samej windy, którą jechał Obama i jego ochroniarze, wsiadł z nimi uzbrojony mężczyzna, w przeszłości trzykrotnie karany za napaść. Będąc już w windzie z prezydentem, mimo napomnień agentów, skorzystał z okazji i cały czas nagrywał prezydenta kamerą w swoim telefonie komórkowym.

Nic dziwnego, że kompromitacja służb spowodowała szybką reakcję Obamy, który uznał, iż potrzebne im jest nowe kierownictwo.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net