Strona główna / Redaktorskim okiem / Ministerialna wpadka

GP #22, 23 października 2010 r.

Ministerialna wpadka

Jacek HilgierGdyby opisane tutaj zdarzenie dotyczyło Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, mogłoby się stać przyczynkiem do powstania nowej serii kawałów o policjantach, których teraz jak i w przeszłości wymyślano całe mnóstwo. Historia ta dotyczy jednak urzędu o wiele bardziej oświeconego, a mianowicie Ministerstwa Edukacji Narodowej w Warszawie. Placówce, która stoi na straży edukacji i oświaty, nie wystawia to dobrego świadectwa, a wręcz przeciwnie, budzi zdziwienie, że do tak karygodnego błędu mogło w ogóle dojść.

Jak wiadomo, każda sznująca się instytucja posiada obecnie swoją stronę internetową, na której możemy znaleźć podstawowe informacje na temat jej działalności. Nie może tam zabraknąć oczywiście danych takich jak kontakt telefoniczny, mailowy i dokładny adres pocztowy. To jest jasne jak słońce i przynajmniej te dane powinny być dokładne i dla każdego zainteresowanego dostępne.

Niestety, właśnie w tym fragmencie strony internetowej ministerstwa jeszcze do niedawna istniał karygodny błąd, który – podejrzewam – tkwiłby tam do dzisiaj, gdyby nie interwencja zaskoczonych internautów. W anglojęzycznej wersji strony w adresie pocztowym ministerstwa zamiast właściwej nazwy ulicy w Warszawie, czyli „al. J.Ch. Szucha” widniała... „Aleja Gestapo”. Dla mniej zorientowanych czytelników wyjaśniam, że w przedwojennej Warszawie na alei Szucha również znajdowało się ówczesne Ministerstwo Oświecenia Publicznego, którego to gmach Niemcy w czasie okupacji zarekwirowali i zamienili na słynną siedzibę policji politycznej – Gestapo.

Jak do tak kuriozalnego przypadku mogło w ogóle dojść? Rzecznik ministerstwa wyjaśnia, że błąd natychmiast poprawiono, a powstał on z powodu braku tłumaczy w tym urzędzie. Tu pojawia się od razu pytanie, czy rzeczywiście potrzebny jest tłumacz, by podać właściwy adres miejsca, w którym się pracuje?

Nie mające własnego tłumacza (sic!) ministerstwo odpowiedzialne za edukację Polaków, zamiast zatrudniać firmę do tłumaczeń, skorzystało z innej – darmowej – możliwości. Jak wyjaśniono, błąd w adresie był konsekwencją użycia przez MEN w czasie tworzenia anglojęzycznej wersji strony interentowej aplikacji automatycznego tłumacza ze strony wyszukiwarki Google. Tymczasem wyszukiwarka ta w swoich tłumaczeniach i objaśnieniach chodzi najczęściej „na skróty”, podając najbardziej popularne i najłatwiej kojarzące się informacje.

Jednak tak szanująca się i poważna instytucja jak Ministerstwo Edukacji na podobne skróty chodzić nie może, bo skutki okazują się skandaliczne. Jednocześnie nie sposób sobie wyobrazić, by w zatrudniającej kilkaset osób instytucji państwowej trzeba było zatrudniać osobnego tłumacza dla opisania i podania dokładnego adresu pocztowego wraz z numerami telefonów.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net