Strona główna / Redaktorskim okiem / Urny na gruzach

GP #24, 17 listopada 2012 r.

Urny na gruzach

Jacek HilgierW chwili, gdy piszę te słowa, nieznane są jeszcze wyniki wyborów prezydenckich w USA. Kiedy otwierano lokale wyborcze, obaj kandydaci w wyścigu o Biały Dom szli „łeb w łeb” i do ostatniej chwili trzeba będzie czekać z podaniem ostatecznego wyniku. Jedno jest pewne, że decydować o nim będą dosłownie pojedyncze głosy płynące z poszczególnych stanów.

Obaj kandydaci do ostatnich chwil uczestniczyli w swoich kampaniach wyborczych, wizytując jeszcze w przeddzień wyborów te stany, które mogłyby przechylić szalę zwycięstwa. A o zwycięstwo będzie trudno, tym bardziej że swoje „trzy grosze” dodała natura. W weekend poprzedzający wybory, potężny huragan Sandy zaatakował wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Skutki tego uderzenia okazały się szczególnie dotkliwe dla Nowego Jorku i New Jersey.

Dosłownie w ciągu kilkunastu minut metropolia nowojorska, a także położone nad Atlantykiem miasta i miejscowości w New Jersey zostały sparaliżowane uderzeniami wiatru i falą powodziową. Zalane zostało nowojorskie metro, tunele łączące poszczególne dzielnice, zabrakło prądu, wody i gazu. Tysiące ludzi zostało pozbawionych dachu nad głową, pojawiły się potężne kłopoty z zaopatrzeniem, na stacjach benzynowych zaczęło brakować paliwa.

Na pewno taki scenariusz nie był na rękę urzędującemu prezydentowi. Tym bardziej że od razu pojawiły się głosy krytykujące administrację USA, iż nie doceniła rosnącego zagrożenia powodziami w związku z coraz częstszymi anomaliami pogodowymi.

Zalane ulice miast w New Jersey, metro i tunele, sparaliżowane nowojorskie lotniska – zdają się potwierdzać teorię, że kalkulacje ryzyka powodzi opracowane przez Federalną Agencję Zarządzania Kryzysowego oparte są na przestarzałych danych. Szwankuje w związku z tym planowanie na wypadek powodzi i budowa infrastruktury zabezpieczającej na terenach przybrzeżnych. Zalanie nowojorskiego metra, z którego codziennie korzysta kilka milionów ludzi, i które jest podstawowym środkiem komunikacji w metropolii, świadczy o tym, że było ono nieprzygotowane na taką ewentualność. Na szczęście, dzięki wyprzedzającej skutki huraganu decyzji burmistrza Bloomberga, stacje metra zostały zamknięte, a pociągi wycofane do zajezdni, nie doszło do większej tragedii.

Jednak i tak oddanie głosu w wyborach było dla wielu mieszkańców Wschodniego Wybrzeża ciężkim wyzwaniem. 143 tys. ludzi musiało skorzystać z innych niż im przypisane punktów wyborczych. Część z tych punktów została w ogóle obrócona w gruzy, a w niektórych dzielnicach Staten Island wojskowe ciężarówki służyły jako biura wyborcze.

Obecne wybory przejdą do historii nie tylko dlatego, że były jednymi z najbardziej zaciętych. Każda z przegranych stron będzie mogła winić kataklizm za wyborczą porażkę.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net