Strona główna / Redaktorskim okiem / Pierwszy premier

GP 24, 16 listopada 2013 r.

Pierwszy premier

Jacek HilgierZa sprawą kalendarza tegoroczne Święto Zmarłych trwało w Polsce trzy dni. Miało, jak zwykle, podniosłą wymowę. Bezdeszczowa i ciepła jak na tę porę roku pogoda sprzyjała rodzinnym wyprawom na cmentarze, gdzie w zadumie i skupieniu wspominano swoich bliskich i przyjaciół. I tak przez trzy dni, od piątku do niedzieli.

Właśnie na niedzielę, 3 listopada, przypadła smutna uroczystość, która pozostanie w pamięci wielu Polaków. Na skromnym, leśnym cmentarzyku w Laskach pod Warszawą spoczął pierwszy premier III Rzeczypospolitej Tadeusz Mazowiecki, jeden z jej ojców i założycieli. Miał 86 lat. Działacz opozycji demokratycznej, redaktor naczelny Więzi i Tygodnika Solidarność, współtwórca obowiązującej do dziś w Polsce konstytucji, doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. Można się z nim było nie zgadzać, ale nie można mu było nie ufać – tak go wspominał w homilii jego długoletni przyjaciel dominikanin o. Aleksander Hauke-Ligowski podczas uroczystej mszy żałobnej w warszawskiej Archikatedrze św. Jana Chrzciciela na Starówce.

Wcześniej trumna z ciałem Mazowieckiego wystawiona była w Pałacu Prezydenckim. Odwiedziło go tam ponad 5 tys. warszawiaków. Niektórzy z biało-czerwonymi chorągiewkami, niektórzy z białymi chryzantemami. Rodzice z dziećmi, młodzież, dorośli i osoby starsze. Wszyscy w skupieniu na chwilę przystawali przed trumną, by potem wpisać się do Księgi Pamiątkowej. Tak właśnie żegna się przede wszystkim dobrego człowieka, jakim z pewnością był premier Mazowiecki.

Dowodem na niespotykany i rzadki dar Tadeusza Mazowieckiego łączenia ludzi była obecność na mszy żałobnej wielu polityków prawicy i lewicy. Nie sposób wymienić wszystkich, ale obecna była para prezydencka, obok siebie zasiedli: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, oraz obecny premier z małżonką. Z wyjątkiem chorego Jana Olszewskiego byli wszyscy premierzy wolnej Polski. Również Jarosław Kaczyński, który zasiadał w pierwszej ławie, tuż za trumną. Jego obecność na pewno uszczęśliwiłaby Tadeusza Mazowieckiego. Całe swoje życie kierował się on bowiem prostymi zasadami, które mu towarzyszyły również jako politykowi: odpowiedzialność za słowa, dążenie do dobra wspólnego, szacunek wobec adwersarzy. Na potwierdzenie tego we fragmencie swego przemówienia prezydent Komorowski przywołał słowa Mazowieckiego: „Można się różnić, można się spierać, nie można się nienawidzić. Nie trzeba szukać wrogów, ale chętnych do współpracy”.

Te zasady wcielał w każdym zadaniu, którego się podjął. Jeśli nie mógł, po prostu odchodził. Tak postąpił na przykład w 1995 roku, kiedy demonstracyjnie zrezygnował ze stanowiska ONZ-owskiego przedstawiciela na Bałkanach ds. przestrzegania praw człowieka. W ten sposób zaprotestował przeciwko bezradności społeczności międzynarodowej wobec zbrodni w Bośni i Hercegowinie.

Przy tym wszystkim był bardzo rodzinnym człowiekiem i rodzinie poświęcał każdą wolną chwilę. Wzruszająco przy pożegnaniu wspomnieli o tym jego wnukowie. – Kochany Dziadku, jesteśmy tu dzisiaj wszyscy razem, tak jak lubisz. Jesteśmy dumni, że jesteśmy Twoimi wnukami – powiedziała w mowie pożegnalnej Jego wnuczka Katarzyna. A Polacy w kraju i na świecie powinni go wspominać jako męża stanu, który dobro ojczyzny i narodu przedkładał ponad swoje sprawy osobiste.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net