Strona główna / Redaktorskim okiem / Lotniskowi podglądacze

GP #25, 4 grudnia 2010 r.

Lotniskowi podglądacze

Jacek HilgierW pierwszych dniach listopada, czyli na długo przed świątecznym szczytem, znalazłem się na międzynarodowym lotnisku O’Hare w Chicago. Co prawda sam nigdzie nie udawałem się w podróż, jednak na własne oczy mogłem stwierdzić, na jakie utrudnienia narażeni są pasażerowie po wprowadzeniu nowych procedur bezpieczeństwa.

Przede wszystkim znacznemu wydłużeniu uległ czas odprawy bagażowej i przejścia przez punkty kontroli. Aby dostać się teraz do samolotu, trzeba najpierw odstać swoje w kilometrowych kolejkach – najpierw do stanowisk odprawy, a później do punktów kontroli osobistej. Planując więc podróż, należy teraz odpowiednio wcześniej przybyć na lotnisko, przynajmniej z dwugodzinnym wyprzedzenieniem i to zarówno jeśli wybieramy się za granicę, jak i na loty krajowe.

Nie długość kolejek jest jednak największym problemem. Amerykanie od pierwszych dni po wprowadzeniu nowych przepisów coraz głośniej protestują przeciw poniżającym, ich zdaniem, procedurom bezpieczeństwa. Nie wystarczy, że podróżni przebiegają w skarpetkach i bez pasków przez wykrywacze metali; w myśl nowych uregulowań, ci, którzy nie chcą przejść przez specjalne maszyny skanujące, które ukazują na ekranach strażników najintymniejsze części ciała, kierowani są na wyjątkowo szczegółową kontrolę osobistą. Coraz częściej podczas tych kontroli dochodzi do incydentów i scysji pomiędzy stawianymi w dwuznacznych sytuacjach pasażerami a dokonującymi kontrolę strażnikami. Największe stacje telewizyjne i prasa opisywały niedawno przypadek pasażera na lotnisku w San Diego, który odmówił zgody zarówno na przejście przez skaner, jak i na dotykanie go w intymne miejsca przez strażnika. Wyjaśnił mu, że w tych miejscach może go dotykać co najwyżej żona albo lekarz. Doszło niemal do rękoczynów i w końcu nieposłuszny pasażer został wyrzucony z lotniska. Grozi mu także wysoka grzywna.

W innym przypadku, ciężko chory pasażer, który musi miecc ciągle przy sobie odpowiedni ekwipunek medyczny, został tak potraktowany przez strażnika, że w efekcie kontroli sprzęt został zniszczony.

Kolejna pasażerka, która za każdym razem jest poddawana szczegółowej kontroli na lotniskach, bo protezy jej kolan wywołują alarm, słusznie twierdzi, że gdyby ktokolwiek zachowywał się tak jak kontrolerzy, to zostałby pozwany do sądu i wyrzucony z pracy za napastowanie seksualne.

Jak to zwykle bywa, opinia publiczna jest podzielona. Część podróżnych jest przeciwko, jednak większość Amerykanów taki sposób kontroli aprobuje, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji.

Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego twierdzi, że mimo protestów, procedury nie zostaną zmienione. Położony zostanie jedynie nacisk na dodatkowe przeszkolenie strażników tak, by potrafili się zachować w nawet najbardziej nietypowych i wyjątkowych sytuacjach. Przedstawiciele departamentu zapewniają też, że skanery ciała są bezpieczne dla zdrowia, a uzyskane obrazy nie są zapisywane.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net