GP 26, 14 grudnia 2013 r.

Dwie w jednym

Jacek HilgierW przeddzień świąt Bożego Narodzenia amerykański Departament Stanu ogłosił decyzję, którą trudno traktować jako gest dobrej woli w stosunku do katolików. Powołując się na względy bezpieczeństwa, departament planuje zamknąć swoją ambasadę w Watykanie. Placówka ta w obecnej siedzibie funkcjonuje od 1984 r. na mocy porozumienia między prezydentem Ronaldem Reaganem a papieżem Janem Pawłem II.

Komuś było to jednak nie w smak i decyzją ministerialnych urzędników od stycznia 2015 r. ambasada USA przy Watykanie przeniesie się do amerykańskiej ambasady w Rzymie, która zajmuje się wzajemnymi relacjami z Włochami. Obecnie na jej terenie trwają już prace remontowe nad tym, by przygotować oddzielne wejście dla ambasadora przy Stolicy Apostolskiej. Watykańska placówka nie będzie w żaden sposób podlegać drugiej ambasadzie, jednak wrażenie, iż jest tam jakby na przyczepkę, a prestiż bez wątpienia ucierpi, jest nieodparte.

Już teraz wiele osób krytykuje ten ruch administracji Baracka Obamy. Krytycy słusznie uważają, że dawna placówka zamieni się w pasierba drugiej ambasady. Watykan, czy ktoś chce tego czy nie, jest kluczowym miejscem dla spraw międzynarodowych i ważnym miejscem dla Stanów Zjednoczonych. Umieszczenie ambasady w małej dobudówce przy innej ambasadzie jest policzkiem dla amerykańskich katolików i dla samego Watykanu. Państwo kościelne od dawna nalega, by kraje mające swe przedstawicielstwa dyplomatyczne w Watykanie i Włoszech tworzyły oddzielne ambasady. Przeważająca większość stosuje się do tej zasady, jako że placówki dyplomatyczne są bardziej związane z polityką Kościoła aniżeli własnego państwa.

Spekuluje się, o co naprawdę chodzi w tej decyzji. Przeważa opinia, że zapadła ona w odwecie po tym, jak środowiska katolickie w USA nie poparły w swojej większości planu reformy ubezpieczeń społecznych prezydenta Obamy. Bo w tak zwane względy bezpieczeństwa nikt nie wierzy. Watykan raczej nie jest miejscem, gdzie co chwilę wybuchają ciężarówki wypełnione trotylem, a po ulicach kręcą się muzułmańscy terroryści. Wręcz odwrotnie, mimo że praktycznie nie ma tam żadnej policji i własnego wojska, Watykan jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc na świecie i wolnym od wszelkiego terroru.

Zastanawiający jest również fakt, że ten sam Departament Stanu w czasie, gdy w Libii trwała pamiętna rewolucja i jeden z jej konsulatów znalazł się w realnym niebezpieczeństwie, nie podjął żadnych środków zaradczych. Wygląda na to, że ci sami urzędnicy, którzy teraz troszczą się o bezpieczeństwo swych dyplomatów, wcześniej nie zapewniając odpowiedniej ochrony spowodowali, iż z rąk arabskich bandytów szturmujących konsulat w Benghazi zginął konsul wraz z kilkoma oficerami marines.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net