Strona główna / Redaktorskim okiem / Ameryka bez broni

GP #2, 12 stycznia 2013 r.

Ameryka bez broni

Jacek HilgierNie milknie dyskusja nad tym, jak – i czy w ogóle – ograniczyć Amerykanom dostęp do broni palnej. Wydawać by się mogło, że zwolennicy takiego rozwiązania argumentów mają wystarczająco dużo. Czarę oburzenia przelała strzelanina z końca zeszłego roku, kiedy to 20-letni szaleniec zabił w szkole podstawowej 26 osób, w tym 20 bezbronnych dzieci. Jakby tego było mało, kolejne dni przynosiły nowe informacje brzmiące jak komunikaty z pola bitwy. W stanie Nowy Jork warunkowo zwolniony z więzienia zabójca własnej matki najpierw podpalił swój dom, a kiedy na miejsce przybyli strażacy, ostrzelał ich z legalnie nabytego karabinu maszynowego. Chyba tylko w Ameryce jest możliwa sytuacja, że bandyta, który wcześniej młotkiem zakatował matkę, po kilkuletniej odsiadce i wyjściu na wolność może sobie spokojnie zakupić w sklepie karabin maszynowy.

Nie lepiej jest w innych stanach i miastach. Lokalne władze w Chicago, podsumowując miniony rok, doszły do smutnej konkluzji, że upłynął on pod znakiem największej liczby zabójstw z użyciem broni palnej w historii tego miasta. W „Wietrznym Mieście” w 2012 roku zabito 500 osób. To chyba więcej niż w całym Afganistanie zginęło amerykańskich żołnierzy z rąk talibów i Al-Kaidy.

Przykłady można mnożyć do tego stopnia, że prezydent Barack Obama zdecydowanie opowiedział się za wprowadzeniem w życie planu ograniczenia dostępu do broni. Oddelegował do tego zadania wiceprezydenta Bidena. Ten jednak nie tak łatwo z tym się upora. Natychmiast swój ostry sprzeciw przeciwko jakimkolwiek zmianom zgłosiło niezwykle wpływowe w Ameryce lobby strzeleckie NRA. – Będziemy walczyć z każdą próbą ograniczenia prawa do noszenia broni – bez ogródek oświadczył szef tego stowarzyszenia. Argumentował on, że to nie broń jest problemem, lecz strzelcy. Jednak nie trzeba być wielkim myślicielem, by dojść do wniosku, że gdyby nie było tak powszechnego i łatwego dostępu do niebezpiecznej broni palnej, nie byłoby tylu strzelców, na których powołuje się prezes. Gdy do tego dodać fakt, że wielu z tych posiadaczy wszelkiej maści uzbrojenia to ludzie cierpiący na zaburzenia psychiczne, argumenty lobby strzeleckiego są poniżej krytyki.

Odrzucając proponowany przez prezedenta zakaz posiadania przez cywilów broni automatycznej, proponują jednocześnie postawienie uzbrojonych policjantów przed każdą amerykańską szkołą średnią i podstawową. Już teraz szkoły w USA przypominają bardziej warowne twierdze niż placówki oświatowe i nie ma co się dziwić, że większość ankietowanych rodziców sceptycznie podchodzi do pomysłu dozbrajania nauczycieli. Chyba słusznie obawiają się, że nauka w takiej szkole ograniczy się do przysposobienia obronnego z pominięciem chociażby matematyki i języka ojczystego.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net