Strona główna / Redaktorskim okiem / Broń dla psychopatów

GP #3, 29 stycznia 2011 r.

Broń dla psychopatów

Jacek HilgierWśród wielu mniej lub bardziej potrzebnych instytucji państwowych doby PRL-u funkcjonowała tam przez wiele lat formacja pod nazwą Obrona Cywilna. Niewtajemniczonym należy się wyjaśnienie, że była to organizacja, do której trafiali młodzi mężczyźni w wieku poborowym, którzy z pewnych względów nie mogli odbywać służby wojskowej w ówczesnym Ludowym Wojsku Polskim. Mimo szumnej nazwy, służący tam młodzieńcy z obronnością niewiele mieli wspólnego. Kierowano tam bowiem tych wszystkich, którzy ze względu na swoje ułomności psychiczne i fizyczne nie nadawali się do tego, by dać im do ręki jakąkolwiek broń.

Tym sposobem, uzbrojeni jedynie w łopaty, grabie, młotki bądź kilofy, młodzi ludzie, których nie chciało wojsko, przez dwa lata odpracowywali swoją służbę dla ojczyzny na kolei, w drogownictwie, na budowach lub kopalniach. Pracowali tam z lepszym lub gorszym skutkiem, jednak ze względu na braki w swoim wykształceniu i inne ułomności, nie stanowili przynajmniej zagrożenia dla reszty społeczeństwa, jak mogłoby się przydażyć, gdyby dać im do ręki broń.

Szkoda, że tak prostego i logicznego zabezpieczenia nie można jakoś się doszukać w kraju, gdzie broń palna jest dostępna praktycznie na każdym kroku. Do takiego wniosku skłoniły mnie tragiczne wydarzenia, jakie 8 stycznia rozegrały się w centrum handlowym na przedmieściach Tucson w Arizonie. Ofiarą uzbrojonego szaleńca padło tam sześć osób, w tym dziewięcioletnie dziecko, a kongresmenka Gabrielle Giffords, która zorganizowała tam spotkanie ze swoimi sympatykami, została postrzelona w głowę i od tamtego czasu w ciężkim stanie przebywa w szpitalu.

Nie wdając się w politykę, bo jak w każdym z takich przypadków doszukuje się jej i tam, trzeba sobie postawić inne zasadnicze pytanie. Mianowicie, jak i kto swoimi decyzjami lub ich brakiem dopuszcza do tego, że osoba od lat niezrównoważona psychicznie i zakłócająca porządek publiczny, bez trudu udaje się do pierwszego lepszego sklepu sportowego i tam nabywa pistolet i odpowiednią ilość amunicji. Mało tego, kupuje pistolet o powiększonej ładowności magazynka, który normalnie powinien być przeznaczony jedynie dla funkcjonariuszy policji i wojska.

Właśnie dokonując takiej analizy zdarzeń w Arizonie, pomyślałem sobie, że w dawnym PRL-u ktoś przynajmniej starał się ograniczyć dostęp do broni tym, którzy potencjalnie stwarzają zagrożenie dla życia innych. Niestety, w kraju, który ustawowo daje możliwość posiadania broni swoim obywatelom, o takie ograniczenia nikt nie zadbał. Nie ma się co oszukiwać. Nadal co jakiś czas media będą donosiły o kolejnych ofiarach z rąk szaleńców i psychopatów uzbrojonych w broń palną.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net