Strona główna / Redaktorskim okiem / Kosztowne świadectwo

GP #4, 12 lutego2011 r.

Kosztowne świadectwo

Jacek HilgierW kręgach nieprzyjaznych obecnie nam panującemu prezydentowi Barackowi Obamie nie ustają spekulacje na temat jego prawdziwego miejsca urodzenia lub – mówiąc inaczej – jego braku. Już z chwilą objęcia przez niego prezydentury w prasie pojawiły się doniesienia podważające fakt, że prezydent urodził się na Hawajach i tym samym nie może legalnie pełnić swego urzędu. Mimo że sztab wyborczy Obamy w 2008 roku pokazał skrócony odpis świadectwa urodzenia, wielu członków tzw. ruchu urodzeniowców wciąż jest przekonanych, iż obecny gospodarz Białego Domu przyszedł na świat w ojczyźnie swego ojca, w Kenii. A wszystko dlatego, że Obama nigdy nie pokazał oryginału swego świadectwa urodzenia, a na Hawajach, gdzie miał przyjść na świat, też nie można go odnaleźć.

Demokratyczni politycy na Hawajach chcą ostatecznie rozwiać obawy tych, którzy nie dowierzają prezydentowi. Jedną ze starających się o to jest szefowa tamtejszego stanowego Departamentu Zdrowia, która przekonuje, iż na własne oczy widziała oryginalny dokument stwierdzający, że Barack Obama urodził się w Honolulu.

Wygląda na to, że szefowa służby zdrowia na Hawajach jest jak na razie jedyną osobą mającą dostęp do tego cennego dokumentu. Członkowie Partii Demokratycznej wyspiarskiego stanu postanowili ten fakt wykorzystać i – wspierając swego prezydenta – przy okazji załatać nieco dziurę w stanowym budżecie. Do lokalnego parlamentu zgłosili właśnie projekt ustawy, która ma zmienić przepisy dotyczące ochrony prywatności i umożliwić każdemu otrzymanie kopii świadectwa urodzenia Baracka Obamy za jedyne 100 dolarów.

Swoją drogą, obecnie funkcjonujące przepisy o ochronie prywatności – obowiązujące w szpitalach, szkołach, na amerykańskich uczelniach – prowadzą niejednokrotnie do absurdalnych sytuacji. Często nawet najbliższe osoby nie mają dostępu do informacji, będących – mogłoby się wydawać – jak najbardziej na miejscu i dostęp do których nikomu nie może zaszkodzić.

O tym, jak wielkie emocje budzi sprawa urodzenia Baracka Obamy, może świadczyć fakt, że prawicowi politycy w Arizonie zgłosili projekt ustawy wymagający od kandydatów na prezydenta USA okazania poszerzonej wersji metryki urodzenia. Ma ona zawierać nie tylko datę i miejsce przyjścia na świat, ale także nazwę szpitala, nazwisko osoby odbierającej poród i podpisy świadków.

Przy całym szacunku dla stróżów prawa, taka z kolei propozycja wydaje się nieco przesadzona. Przyszli prezydenci USA mogą się więc spokojnie rodzić z zachowaniem jedynie oryginalnego świadectwa przyjścia na świat.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net