Strona główna / Redaktorskim okiem / Libacja na zlecenie

GP #4, 11 lutego 2012 r.

Libacja na zlecenie

Jacek HilgierKażdy kierowca wie, że kontakt z policją drogową do przyjemności nie należy. Kończy się on najczęściej mniej lub bardziej uciążliwym mandatem lub ostrzeżeniem, by do odpowiednich przepisów się stosować. W jednym jednak przypadku policjanci najczęściej nie stosują taryfy ulgowej i karzą wtedy z całą stanowczością. Oczywiście chodzi o jazdę na tzw. podwójnym gazie, czyli mówiąc wprost – pod wpływem alkoholu. Jest to wyjątkowo niebezpieczne dla wszystkich użytkowników dróg wykroczenie i nic dziwnego, że policja na całym świecie wykorzystuje wszystkie możliwe środki, by je ograniczyć i wyeliminować.

W ostatnim czasie doszło jednak do zabawnego w sumie zdarzenia, kiedy to policjanci wykazali się nadmierną chyba gorliwością w dążeniu do uzyskania zadowalających wyników na polu walki z nietrzeźwymi kierowcami. Otóż jeden z departamentów policji na Florydzie znalazł się w ogniu krytyki, kiedy to wyszło na jaw, że w ramach testowania używanych tam alkomatów wybrana grupa funkcjonariuszy dostała polecenie upicia się w pracy, a następnie dokonywania pomiarów alkomatem.

Wszystko to miało miejsce w październiku zeszłego roku. Zachowały się nawet zaksięgowane rachunki na kwoty rzędu 300 dolarów, które przeznaczono na zakup odpowiedniej ilości whisky Jim Bean, a także zakąski i napojów orzeźwiających. W celu sprawdzenia, czy znajdujący się w posiadaniu tamtejszej policji alkomat „Intoxilyzer 8000” jest skutecznym środkiem w walce z pijanymi kierowcami, 15 posterunkowych zostało zaproszonych do wzięcia udziału w libacji podczas zajęć służbowych.

Impreza była dodatkowo filmowana, by nic nie umknęło uwadze, a dowód na upicie się uczestników był niepodwarzalny. By pewności stało się zadość, po imprezie pobrano uczestnikom krew do badania i przesłano do lokalnego laboratorium. Rachunek za całość przedsięwzięcia wyniósł ponad 8 tys. dolarów.

Sprawa znalazła swój finał w lokalnym sądzie, gdzie przedstawiciele departamentu policji z Florydy zaprezentowali uzyskane rezultaty przeprowadzonych testów. Na ich podstawie wydano oświadczenie, że testowane urządzenie spełnia wymagane warunki. Zastanawiać może jedynie fakt, czy naprawdę konieczne jest wydawania pieniędzy podatników na taki cel.

Wiadomo przecież bez konieczności dodatkowego upewniania się, że alkomaty w mniej lub bardziej dokładny sposób wskazują na spożycie alkoholu. Już od czasów sławetnych „baloników” policjant na miejscu zatrzymania mógł od razu stwierdzić, czy dany kierowca prowadził samochód w stanie nietrzeźwym. Marnowanie pieniędzy na tego rodzaju dodatkowe badania, organizowanie alkoholowego przyjęcia w policyjnych murach, nie przynosi chwały jego pomysłodawcom. Nawet jeśli urządzane to było w jak najbardziej szczytnych intencjach.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net