Strona główna / Redaktorskim okiem / Panie ruszą frontem

GP #4, 9 lutego 2013 r.

Panie ruszą frontem

Jacek HilgierJedną z ostatnich decyzji odchodzącego na emeryturę amerykańskiego sekretarza obrony Leona Panetty było zniesienie zakazu udziału kobiet w jednostkach biorących czynny udział w walkach na froncie. Tym samym panie będą mogły, lub przynajmniej jest taki zamiar, uczestniczyć w patrolach bojowych, a niewykluczone, że wejdą w skład elitarnych jednostek do zadań specjalnych, czyli komandosów. W tym miejscu pojawia się jednak pytanie o normy wytrzymałościowe żeńskich komandosów, bowiem ich spełnienie wymaga ogromnej sprawności fizycznej.

Nie tak dawno jedna ze stacji telewizyjnych przedstawiła historię pewnej młodej dziewczyny, której marzeniem było zostanie strażakiem. I nie chodziło jej o stanowisko dyspozytora czy nawet kierowcy wozu strażackiego, chciała zostać strażakiem pierwszej linii, walczącym z żywiołem. By nim jednak zostać, musiała przejść przez egzamin sprawnościowy, który obejmował między innymi ustawienie bez niczyjej pomocy strażackiej drabiny przy ścianie. Niestety, wszelkie próby podejmowane przez kandydatkę spełzły na niczym, a jej zmagania z rozsuwaną drabiną były momentami wręcz komiczne.

Nie ulega wpliwości, że słynne „ścieżki zdrowia” i zaprawa fizyczna dla przyszłych amerykańskich komandosów z Navy SEAL są o wiele bardziej skomplikowane niż ustawienie drabiny pod ścianą. Nie wiadomo, czy odchodzący minister, a także zwolennicy udziału kobiet w jednostkach frontowych, brali to pod uwagę. Przecież oprócz kwestii sprawnościowych pojawiają się inne uwarunkowania wspólnej z mężczyznami służby. Zdaniem przeciwników udziału kobiet w walkach, rola taka nie sprzyja ich naturze; kobiety służące w piechocie mogą wręcz zaszkodzić realizacji misji bojowych. W każdej armii świata wiadomo bowiem, i tak prowadzone jest szkolenie, że najważniejsze jest wykonanie zadania. Nie mogą w tym przeszkadzać żadne uwarunkowania osobiste, a tutaj już pojawia się problem. Nikt przecież nie może przewidzieć, jak na przykład zachowa się żołnierz mający u swego boku w okopach dziewczynę, która wcześniej wpadła mu w oko. Takich sytuacji nie zawierają, podejrzewam, dotychczasowe reguły dowodzenia i wraz z szerszym dostępem pań do wojska wymagać to będzie zmiany.

Decyzja Panetty otwiera kobietom dostęp do około 200 tys. stanowisk, głównie w armii i piechocie morskiej. Siły zbrojne mają do maja br. przygotować plan otwarcia wszystkich jednostek wojskowych dla kobiet, a do końca 2015 r. plan ma być wdrożony. Jeśli wojsko będzie chciało utrzymać część swych jednostek niedostępnych dla kobiet, to będzie musiało uzasadnić taką decyzję sekretarzowi obrony.

Zwolennicy kobiet w wojsku są zadowoleni. Uważają oni, że decyzja jest znakiem równości w wojsku, a zakaz udziału kobiet w operacjach bojowych jest dyskryminujący. Właśnie by nie być posądzonym o dyskryminację, nie tak dawno Korpus Piechoty Morskiej (Marines) otworzył szkołę oficerską dla kobiet. Jednak pierwsze dwie panie, które się zgłosiły, odpadły już na egzaminie wstępnym.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net